1.08.2013

Arystokrata - rozdział V


* Oczami Arystokraty *

Usiadłem na ławce na przeciwko jeziora. W mojej ręce wciąż tkwił jej skórzany zeszyt. Długie gałęzie wierzb muskały  niezmąconą tafle wody tworząc wodne okręgi. Słońce chyliło się ku zachodowi oświetlając ciepłymi promieniami cały park. W jeziorze odbijało się wszystko wokół jakby tworząc po drugiej stronie drugi świat niczym w magicznym lustrze, przez które chce się przejść. Wciąż chciałem go otworzyć. Teraz już nie mogłem się powstrzymać. Jeszcze raz przejechałem ręką jego brązową okładkę.Po prostu nie mogłem już czekać. Chciałem wiedzieć co tam jest. Chciałem wiedzieć jaka ona jest. Moja ręka dotknęła brzegu zeszytu. Ledwo podniosłem okładkę kiedy czyjaś dłoń jednym ruchem zamknęła go.
-Nie, oddaj mi go.-usłyszałem dziewczęcy głos nade mną. Ręka chwyciła mocno notatnik z zamiarem zabrania mi go. Wiedziałem kto to, ale mimo to nie podniosłem wzrok znad przedmiotu.
-Co jeśli odmówię?-zapytałem przekornie.
-Takiej opcji nie ma.-padła szybka odpowiedź, której ton wskazywał,że nie mogę jej odmówić. Puściłem zeszyt i spojrzałem w górę. "Moja Alicja śledzi upadłego anioła..." przemknęło mi przez mi głowę, a na mojej twarzy pojawił się przelotny uśmiech. Przycisnęła go mocno do siebie. Patrzeliśmy w swoje oczy. Wyglądała jakby nie odczuwała emocji. Kamienna twarz i puste oczy... Wiedziała jak ukryć uczucia.
-Dziękuję.- rzuciła do mnie ruszając przed siebie. W porę jednak chwyciłem ją za nadgarstek i nie pozwoliłem odejść. Widziałem jak z trudem powstrzymuje się by nie warknąć na mnie jednak usłyszałem tylko spokojne i ciche :
-Puść.
-Nie myśl, że pozwolę Ci odejść. -odparłem, a kiedy się odwróciła ruchem głowy wskazałem miejsce na ławce obok mnie. Spiorunowała mnie spojrzeniem jednak pozostałem niewzruszony czekając aż usiądzie obok. Tak jak powiedziałem, nie pozwolę jej teraz odejść. Patrzyła przed siebie dając mi do zrozumienia, że kiedy tylko puszczę jej rękę odejdzie. Czekałem jeszcze chwilę w milczeniu. Obserwowałem ją. Jej oddech powoli zwalniał. Napięte mięśnie rozluźniały się. Chciałem żeby to czy zostanie było jej własną decyzją, więc puściłem jej rękę. Na chwilę zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła widziałem w nich tylko spokój. Na jej twarzy dostrzegłem dziwny może nieco zrezygnowany uśmiech. Usiadła. Nawet na mnie nie spojrzała. Wpatrywała się tylko gdzieś w dal. Milczeliśmy tak oboje patrząc na ten szary świat. Zastanawiałem się jak zacząć tę rozmowę, o co zapytać najpierw czy czekać aż ona się odezwie. Mnie jednak nawet ta cisza sprawiała przyjemność. Ugrzęźliśmy w labiryncie słów, pytań, myśli... Cisza nie była teraz niczym zły, niezręcznym, ale przyjemnym odpoczynkiem.
-Dlaczego go zabrałeś? -usłyszałem w końcu pytanie.
-Zgubiłaś go,a ja chciałem Ci go zwrócić. Nawet nie zauważyłaś, że wypadł Ci z rąk. -odpowiedziałem. Znów wróciła cisza.
-Oddałem Ci go więc mogłaś odejść, a jednak usiadłaś obok mnie. Dlaczego? -zadałem jej pytanie i spojrzałem na nią. Spuściła wzrok.
-A dlaczego chciałeś żebym została? -zapytała w odpowiedzi. Już chciałem otworzyć usta i odpowiedzieć jej, ale nagle coś do mnie dotarło. Nagle doszło do mnie, że nie wiem czemu chciałem żeby została. Wydałem tylko z siebie ciche westchnienie spuszczając wzrok.
-Sam widzisz. -zaśmiała się cichutko trochę nerwowo. Potem spojrzała na mnie. Czułem spojrzenie jej oczu na swojej twarzy.
-Czy tamtego dnia... Dlaczego Wiktoria..
-Nie przejmuj się nią.- przerwałem jej. -Ona jest jaka jest. Jej słowa nie są wiele warte, zaufaj mi.-dodałem.
-Znam ją, bardzo dobrze ją znam. Wiem kiedy kłamie, to co powiedziała wcale nie było kłamstwem... -odparła odwracając wzrok. Jej głos stał się nagle zimny i ostry, niczym ostrze noża.
-Zabolało Cię to...
-Nie. -szybko zaprzeczyła.
-Nie pytałem, stwierdziłem fakt.
-To nie jest fakt, bo wcale mnie nie zabolało. Nie obchodzisz mnie , więc to mnie nie ruszyło. Nie znoszę Wiki. -odparła, a ostatnie słowa dorzuciła jakby to było oczywiste, jakby śmiała się z tego, że w ogóle mogłem sobie inaczej pomyśleć.
 -Więc dlaczego chciałaś o to zapytać? -zadałem kolejne pytanie.
-Chciałam znać prawdę.
-A prawda jest taka, że nie tylko Ciebie szczerze nienawidzi.-odparłem i spojrzałem znów na nią. -Czyli kolejna rzecz która nas łączy? -zapytałem uśmiechając się łobuzersko.
-Kolejna?? -zapytała zdziwiona i spojrzała na mnie wzrokiem, który odczytać można było jako "Jaja sobie robisz? My coś wspólnego??" .
-Oboje piszemy i Wiki nas nienawidzi. -stwierdziłem wstając z ławki. -A no i jeszcze oboje uwielbiamy pić cappuccino. Co powiesz na mały układ? -zapytałem nagle pochylając się i opierając się na swoich kolanach tak by spojrzeć jej w oczy. -Postawię Ci duże cappuccino z podwójną pianką i dużą ilością czekolady, a Ty obiecasz mi coś.
-Co miałabym Ci obiecać? -zapytała od razu.
-Że uwierzysz mi kiedy powiem, że Wiki kłamała i nic mnie z nią nie łączy.
 Wstała i wciskając mi palec wskazujący w środek klatki piersiowej powiedziała:
-Wiedz, że zgadzam się tylko ze względu na podwójną piankę i czekoladę, a nie twój uśmiech. Nawet jeśli niektóre uważają, że jest słodki. -odparła uśmiechając się szyderczo i ruszyła w stronę kawiarni. Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech zwycięzcy.
-Co? Czyżbyś uważała, że słodko się uśmiecham? -zapytałem doganiając ją i chwytając pod ramię. Najpierw zacisnęła dłoń i chciała się odsunąć, ale potem jakby zrezygnowała i oparła się o mnie.
-Nie, powiedziałam tylko, że niektóre uważają, że się słodko uśmiechasz.
-Mam nadzieje, że "niektóre" oznacza "ja". -odparłem.
-Jedyna naprawdę słodka rzecz, którą Ty możesz mi zaoferować to cappuccino z czekoladą.- rzuciła i posłała mi spojrzenie, z którego wyczytałem jedno, "Dziękuję za szczerość" .