29.06.2013

Sick Love 2

 - Jesteśmy. Tu mieszkam-oznajmiłam kiedy doszliśmy do średniego domku jednorodzinnego. Dom, jak większość w Stanach, był drewniany,pomalowany na biało, z werandą, na której była ławka. Taki zwykły, amerykański dom. Jednak z racji tego, że mieszkałam tu przez całe życie, byłam bardzo przywiązane do tego miejsca i za nic nie zamieniłabym go na żaden inny.
 - Szkoda, fajnie się gadało-uśmiechnął się do mnie, a ja poczułam przyjemne ukłucie w brzuchy. Nie twierdzę, że od razu zagnieździł się tam rój motyli, ale hej, facet bynajmniej nie był brzydki...-Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Z chęcią-zarumieniłam się, jednak odpowiedziałam tak samo szerokim uśmiechem.
- Może dasz mi swój numer? Będzie łatwiej się spotkać-kiwnęłam głową i od razu podałam ciąg cyferek.
 Nagle drzwi frontowe otworzyły się, a w nich stanął mój starszy brat Paul.
- Rose, mama mówi, że masz kończyć te flirty i przyjść na obiad. A jeśli twój chłopak chce, to może zjeść z nami, tylko ma się szybko zdecydować-krzyknął do nas, a ja spaliłam buraka. Paul się tym jednak nie przejął i wrócił do domu.
- O mój boże, przepraszam cię za niego-spojrzałam na ziemię, która w tym momencie wydała mi się niezwykle interesująca. Miałam ochotę zabić tego głąba. A potem zapaść się pod ziemię.
  Dave zaśmiał się tylko.
- Nie martw się, moja siostra ma tak samo-uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam a niego.
- Dobre porównanie . Myślę, że Paul i twoja siostra by się dogadali-spojrzałam w stronę domu.-Słuchaj muszę już iść. Chyba, że serio chcesz wpaść na obiad, to zapraszam.
- Nie, dzięki. Dzisiaj nie mogę, przyjeżdża ciocia i muszę być w domu -przewrócił oczami.- Ale kiedyś  na pewno skorzystam-mrugnął do mnie.
 Szybko się pożegnaliśmy, jako że mój brat zaczął wysyłać mi "dyskretne" znaki, że mam już wracać. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, wrzasnęłam:
-Paul, ty idioto! To NIE jest mój chłopak!
-Wyluzuj mała!
-Sam jesteś mały! Mówiłam ci, żebyś tak do mnie nie mówił!
-Ale to prawda, jesteś mała-uśmiechnął się złośliwie. Taaaak...byłam mała... to znaczy nie byłam wcale AŻ TAK mała,jednak przy niektórych dziewczynach moje 163 cm wzrostu wypadało blado...
-To nie znaczy,że możesz tak do mnie mówić!-podeszłam do stołu w jadalni i usiadłam na swoim zwyczajowym miejscu.
-Mnie wszystko wolno. Przywilej starszego brata-uśmiechnął się jeszcze bardziej złośliwie. Westchnelam ciężko i nałożyłam sobie zapiekanki na talerz. Chwilę później do mnie i Paula dołączyli rodzice.
-Kto to był? Ten chłopak?-zapytał niby od niechcenia tata. Był strasznym furiatem jeśli chodzi o chłopców. Na samym początku zabronił mi spotykać się z Natem, bo uważał,że jest dla mnie za stary. A kiedy mówiłam mu, że Nate jest gejem, twierdził, że mówię to po to,żebyśmy mogli być razem.... Jakaś kompletna paranoja... Dopiero gdy wszyscy w szpitalu potwierdziły moje słowa, tata pozwolił mi się z nim zadawać...
-Kolega-opowiedziałam niewzruszenie.
-Jasne,kolega...tak to się zawsze zaczyna, a potem kończy się na dziewięciomiesięcznym brzuchu- usłyszałam głos młodszej siostry Cassie. Spojrzałam na nią zdziwiona. Bo czy normalne jest, by dziesięciolatka opowiadała, a raczej wiedziała takie rzeczy?
Hmmmm... Chociaż z drugiej strony Cassie nigdy nie była zbytnio normalna... W wieku ośmiu lat miała takie samo IQ jak ja... A nie zauważyłam,żeby ktoś uważał mnie za głupią...
W obecnym wieku, jej IQ jest takie, jak moje i Paula razem wzięte. Chociaż po nim bym się wiele nie spodziewała...
Mama słysząc te słowa zakrztusiła się zapiekanką.
-Możesz mi powiedzieć, skąd wiesz takie rzeczy?
Cassie westchnęła i przewróciła oczami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.
- Mamo,mamy dwudziesty pierwszy
wiek...a poza tym oglądam MTV.
- Mówiłam, że trzeba zablokować ten kanał w jej pokoju-mama zwróciła się do taty.
- Nie przeszkadzajcie mi jak rozmawiam z córką!- popatrzył na wszystkich surowo.- Więc co to za chłopak?
- Już mówiłam! Kolega- starałam się szybko wszystko szybko zjeść, żeby tylko stamtąd uciec.
-Ale jaki kolega? Judy czy ty znasz tego jej kolegę?
-Prawdę powiedziawszy widziałam go już. Był w Starbucksie w zeszłą niedzielę-kiwnęła twierdząco głową mama.-Taki całkiem,całkiem.

-Mamo!-oburzyłam się.
- No co? Taka prawda...
-Wiecie co? Ja już zjadłam. A na deser nie mam ochoty-wstałam od stołu, zabrałam swój talerz z niedojedzoną zapiekanką i odniosłam go do kuchni. Potem szybko wbiegłam po schodach do pokoju i zamknęłam drzwi z trzaskiem.
 Z głośnym westchnieniem rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wpatrywać się w sufit. Nie to,żeby coś tam było. Po prostu mi się nudziło.
 Zaraz jednak dopadły mnie myśli o pewnym przystojnym brunecie, o jego cudnych oczach, seksownym głosie... Dobra, może jego głos wcale seksowny nie był, w każdym razie był zajebisty, jak cała reszta.
Zastanawiało mnie, czy rzeczywiście się jeszcze spotkamy i czy coś z tego będzie. Nie ukrywam, że wcale by mi nie przeszkadzało, gdybyśmy byli razem,ale mimo to byłam pełna obaw. I wcale nie chodziło o odrzucenie, bo miałam silne wrażenie, że Dave jest zainteresowany..chodziło o białaczkę. Wiedziałam, że kiedyś musiałam mu powiedzieć, ale...co jak mu powiem, a on zdecyduje się być ze mną z litości?Już bym wolała, żebyśmy w ogólne nie byli razem...
 Poza tym, skąd mam wiedzieć, który moment będzie najodpowiedniejszy? Jak mu powiem za wcześnie, może się wystraszyć, a jak mu nie powiem wcale, też będzie źle...
 Westchnęłam po raz kolejny i sięgnęłam po laptopa. Szybko zalogowałam się na Facebooka i włączyłam muzykę. Następnie sięgnęłam po książkę, ale nie zdążyłam przeczytać nawet jednego zdania, kiedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
 "Cześć Promyczku. Co tam u ciebie?"-napisał Nate
 "Poznałam kogoś ;)"
 "Chłopaka?"
 "Nie, Godzillę xD No jasne, że chłopaka ;P "
 "...może mnie z nim zapoznasz?"
 "pfff chciałbyś :P"
 "ty się lepiej zastanów, jak go przedstawić tacie ;D"
 "już go widział -,-. dzisiaj przy obiedzie zrobił mi przesłuchanie..."
 "można się było tego spodziewać xD Idziesz do kina?"
 "masz wolne?"
 "a mam ;)"
 Spojrzałam na zegarek-była piętnasta trzydzieści. Na osiemnastą czterdzieści miałam umówiona wizytę u lekarza.
 "a na co?"
 " coś się ogarnie na miejscu ;)
   idziesz?"
 "idę :D"
 "ok, przyjadę po ciebie za dwadzieścia minut"
  Wylogowałam się z Facebooka i zaczęłam pakować torbę. To znaczy wrzucać do niej rzeczy, które według mnie mogłyby się do czegokolwiek przydać.
 Przy okazji zajrzałam do portfela i przeraziłam się widząc ile pieniędzy miałam. A raczej ile mi ubyło....
Złapałam torbę i zbiegłam na dół.Wpadłam do salonu, gdzie siedziało moje rodzeństwo.
-Gdzie tata?-zapytałam.
-Chyba w gabinecie-mruknęła zapatrzona w telewizor Cassie. Kiwnęłam głową na znak podziękowania i skierowałam się do gabinetu ojca. Zapukałam głośno, a gdy usłyszałam "proszę", weszłam do środka.
-Hej tatusiu-uśmiechnęłam się promiennie do niego.
-Czego chcesz?-burknął przeglądając papiery. Może się wydawać, że brzmiało to nieuprzejmie, ale wcale tak nie było.
-Mam taką prośbę do ciebie....Bo chodzi o to,że chciałam iść z Natem do kina, a skończyły mi się pieniądze...
 Tata spojrzał na mnie krzywo, ale otworzył portfel i dał mi banknoty. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, podbiegłam do niego i cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-Tak, tak, idź już-machnął ręką w stronę drzwi. Wyszłam z gabinetu i ponownie udałam się w stronę salonu, Usiadłam na fotelu, bo wciąż miałam jeszcze piętnaście minut, a leciał akurat Fineasz i Ferb, mój ulubiony odcinek.
 Tak mnie wciągnęło, że się zapomniałam i dopiero kiedy usłyszałam dzwonek telefonu przypomniałam sobie o Nate'cie.  Szybko zerwałam się na nogi i wybiegłam z domu. Wsiadłam do samochodu Nate'a i spojrzałam na niego ze skruchą.
-Przepraszam, leciał Fineasz i Ferb....
-Taak, to wiele wyjaśnia-zaśmiał się. Ruszył, a już po dziesięciu minutach byliśmy w galerii handlowej. Wjechaliśmy ruchomymi schodami na górę i podeszliśmy do repertuaru, jako że całe piętro było zajęte przez kino.
-To na co idziemy?
-Nie wiem... Nie ma nic ciekawego...
- To może sobie darujemy i po prostu sobie pochodzimy?-zaproponował.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Zdecydowaliśmy się pójść najpierw do sklepów. Zobaczyłam śliczną sukienkę i od razu jej zapragnęłam.
-Ślicznie wyglądasz-skomplementował mój wygląd Nate,kiedy po przymierzeniu pokazałam mu się.-Masz seksowny tyłek.
-Spadaj-pokazałam mu język, chociaż sama nieskromnie tak uważałam. Byłam zachwycona, jednak mój zapał opadł znacznie, gdy spojrzałam na cenę.
-Co jest Promyczku?
-Nie stać mnie na nią. Muszę po nią wrócić kiedy indziej.
-Daj spokój, pożyczę ci.
-Nie, dzięki. Nie trzeba-uśmiechnęłam się i wróciłam do przymierzalni. Gdy już byłam w swoich ciuchach odwiesiłam sukienkę i wyciągnęłam Nate'a ze sklepu. Gdybym tam została, z pewnością przyjęłabym propozycję Nate'a, a nie chciałam tego.
-Ok,Rosie. Idź nam znaleźć miejsce w jakieś knajpce, a ja idę do toalety-kiwnęłam głową i się rozstaliśmy. Poszłam w kierunku zbiorowiska wszystkich restauracji, jakie były w galerii. Wszystkie miejsca siedzące znajdowały się na otwartej przestrzeni, z jednej strony były otoczone restauracjami, a z drugiej było przejście dla klientów galerii.
Znalazłam miejsca najbliżej przejścia i z niecierpliwością czekałam na powrót przyjaciela. Gdy go zobaczyłam, zirytowałam się.
-Nate miałeś iść do kibla, nie do sklepu-trzymał w ręku torbę z zakupami
-Ty mi lepiej podziękuj, Promyczku.I wiem, co zaraz powiesz.Ale możesz to potraktować jako prezent urodzinowy-uśmiechnął się szeroko, ukazując troszkę, ale w słodki sposób krzywe zęby. Spojrzałam na niego pytająco, na co ten wyciągnął z torby TĘ sukienkę. Otworzyłam usta ze zdziwienia, jednak zaraz rzuciłam się na szyję przyjacielowi i zaczęłam obcałowywać mu twarz.
-Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię!
-To już wiemy-przytulił mnie mocno.
-Rose?-usłyszeliśmy dobrze znany mi głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Dave'a. Na jego twarzy widniało zmieszanie,niepewność i coś trochę jak...zawód? Tak, zawód to dobre słowo.
-Cześć Dave-uśmiechnęłam się,jednak gdy ten nie odpowiedział tym samym,sama tego zaprzestałam.-Coś się stało?
-Nie mówiłaś, że masz chłopaka.
 Spojrzałam na niego zdziwiona. Chyba nie myśli, że Nate to mój chłopak? Albo i tak myśli...hmm...rzeczywiście, scena kiedy rzucam się na szyję bruneta i wyznaję mu miłość kilkukrotnie może być myląca...
 Nagle stojący za mną Nate wybuchnął głośnym śmiechem.
-To nie jest mój chłopak.Jesteśmy przyjaciółmi-powiedziałam nieśmiało.
-Tak,pewnie-Dave nie wydał się zbyt przekonany. Mierzył Nate'a nieprzyjaznym spojrzeniem,oceniając dwudziestoczterolatka. Nie wiem, do jakiego wniosku doszedł, ale niespodziewanie sposępniał.
-Stary, jestem gejem-powiedział szczerze Nate. Dave wybałuszył oczy, po czym autentycznie się zarumienił.-Chyba was na chwilkę przeproszę. Serio muszę iść do toalety-wręczył mi torbę z sukienką i nas zostawił.
-Ja..przepraszam Rose-wydukał.
-Nic się nie stało-pocieszyłam go,jednak chłopak dalej się rumienił. Chyba nie muszę wspominać, jak słodko       przy tym wyglądał?
-Nie, naprawdę. Nie miałem prawa tak się zachować. Przepraszam..
-Załóżmy, że jesteśmy kwita-mrugnęłam do niego, a on uśmiechnął się nieśmiało.
-On na serio jest gejem?-roześmiałam się.
-Z krwi i kości.

______________________________________________________________________________
Rozdział krótki, z mnóstwem dialogów, średnio mi się podoba. Ale chciałam coś dodać, zanim wyjadę, bo nie będzie mnie przez miesiąc. Niby wakacje, więc powinno się mieć więcej czasu na pisanie, ale jakoś tak wychodzi, że nie wychodzi xD a raczej trudno by było zamieszczać posty z miejsca, gdzie nawet zasięgu nie ma 0.o Ale rozdział, a może nawet dwa, pojawi się jak tylko wrócę do domu, bo nie zamierzam się obijać i mam zamiar napisać do przodu. Także pozdrawiam, i do następnego ;*
LBL






26.06.2013

Takie nocne rozmyślania

Czy Wy też tak czasem macie,że mimo, iż.sie bardzo staracie,nie możecie zasnąć? Bo ją tak mam naprawdę rzadko... Ale cóż, dziś jest właśnie taka noc... I zanim dorwalam się do telefonu siostry (bo moj telefon to jakiś chiński czy wietnamski szajs i ma wielkiego nieogara), tak sobie bezczynnie leżałam... Ja jestem wieelkim leniem i na ogół lubię takie lezenie, ale w nocy coś mi się dzieje i mój mózg zaczyna bardzo intensywnie pracować... Nie w dzień, nie w szkole na sprawdzianie czy kartkowce, tylko właśnie w nocy... No i jak on tak sobie intensywnie pracuje, a ją zaczynam rozmyślać. A tego nie lubię. Bo zazwyczaj dochodzę do takich wniosków, po których jest niefajnie.. Najczęściej te rozmyślania kierują się w jedną stronę-nieszczęśliwej,nieodwzajemnionej i niespelnionej miłości... Wiem, wiem, strasznie banalne,oklepane, bla bla bla... Alr coz..tak bywa..
No i jak tak sobie o niej myślę, to dochodzę do wniosku, że ten chłopak mnie tak denerwuje swoją zajefajnoscia, że po prostu nie mogę. Kiedy o nim myślę ogarnia mnie taka beznadziejna bezsilność, że aż samej siebie mi żal. A wszyscy cały czas mówią: idź,zagadaj do niego...jak ty czegoś nie zrobisz, to będziesz w dupie..
A wiecie co ją Wam powiem? Wolę być w dupie miz zostać odrzuconym. Wolę takie uczucie bezsilności niż ból po zostaniu wysmianym. Bo bądźmy szczerzy, ile takich miłości jest odwzajemnionych? Jak się dwie na dziesięć trafi, to będzie sukces...
A poza tym jestem dziewczyna! Może niektóre z Was są bardziej 'nowoczesne' albo po prostu odważne i pierwsze zagaduja do chłopaka,co bardzo podziwiam,bo sama sie nigdy nie odwazylam.. Ale ją jestem w tym temacie nie dość , że staroswiecka to jeszcze, w co mało osób chce wierzyć, nieśmiała.. Może jeszcze jakbym miała pewność, że ON czuje to samo,to bym zagadała.  Ale życie już takie jest,że nic nie idzie po naszej myśli. A ten debil,mimo naszych modlitw i blagan do TEGO NA GÓRZE nie zagada i będzie sobie taki idealny gdzieś z boku...
I to by było na tyle z cyklu 'co robię jak mię moge spac'. Z góry przepraszam za wszystkie literowki, niekonsekwencje w polskich znakach i prawdopodobnie jakieś dziwne i przypadkowe słowa, ale jak juz powiedzialam pisze na telefonie siostry, a tu jest ten cały słownik...
Tak więc dobranoc i do następnego, który powinien się przed wakacjami pojawic. Pozdrawiam LBL <3

22.06.2013

Sick Love 1

 Był sobotni poranek. Ładny poranek. Wychodziłam właśnie z gabinetu lekarskiego, do którego musiałam wchodzić co najmniej  raz w miesiącu. Było to męczące, ale konieczne.
  Mama czekała na mnie przed szpitalem. Po wizycie miałyśmy iść na kawę do Starbucksa.
 Szłam korytarzem w stronę wyjścia, co chwila pozdrawiając znajomych lekarzy, pielęgniarki, chorych. Przyjeżdżałam już tu jakiś czas, więc znałam wszystkich i wszyscy znali mnie. Chyba, że przyjeżdżał ktoś nowy.
  -Hej Promyczku, dokąd idziesz?- odwróciłam się i zobaczyłam idącego w moim kierunku wysokiego bruneta, pielęgniarza. Miał dwadzieścia cztery lata i był jednym z pierwszych ludzi, z którymi się zakolegowałam w szpitalu.Po miesiącu znajomości zaczął mnie nazywać promyczkiem, bo jak twierdził, dzięki mnie szpital opuściła ponura atmosfera.
 -Hej Nate. Co u ciebie?-zapytałam. -Jak się udała randka?
 -Porażka. Koleś był tak najarany....-pokręcił głową. Najbardziej w nim podobało mi się, że nigdy nie krył się z tym,  że był gejem. Niestety, przez to kim był, wielu ludzi nienawidziło go, obrażało.
 - Jak to jest, że zawsze jak idziesz na randkę, trafia ci się jakiś dupek?
 -Życie kochana, życie...-wzruszył ramionami.
 -Mnie to mówisz?-mruknęłam. Nate mrugnął w odpowiedzi.
  Pożegnałam się z nim i wyszłam na zalany promieniami słonecznymi dziedziniec. Była wczesna wiosna, z czego bardzo się cieszyłam, mimo że pogoda jeszcze nie raz dawała się we znaki. Przeszłam na parking dla gości zaczęłam się rozglądać za srebrną hondą mojej mamy.  Gdy w końcu ją znalazłam moja rodzicielka wysiadła z samochodu i pomachała mi. Podeszłam do auta i usiadłam od strony pasażera. Pojechałyśmy do Starbucksa, po czym weszłyśmy do kawiarni. Już od progu uderzył w nas zapach świeżej kawy. Kochałam to miejsce; gdybym mogła, spędzałabym tu każdą wolną minutę. Jednak brak prawa jazdy bardzo utrudniał człowiekowi życie....
   Wybrałyśmy sobie z mamą stolik, po czym udałam się złożyć zamówienie. Chwilę poczekałam na swoją Latte, po czym odniosłam ją do stolika i wróciłam po mrożoną kawę mamy. Zapłaciłam za napoje i odwróciłam się, by dołączyć do mamy.  Jednak przez swoją nieuwagę poczułam, że ktoś na mnie wpada,a mrożona kawa wylatuje mi z rąk. Wprost na wysokiego bruneta stojącego naprzeciwko mnie. Stałam tam, przyciskając ręce do ust.
- O mój Boże! Przepraszam, bardzo przepraszam!-wykrzyknęłam zawstydzona. Wszyscy się na nas patrzyli.-Ktoś na mnie wpadł i kawa mi wyleciała z rąk. Przepraszam!
- Nic się nie stało, spierze się-pocieszył mnie chłopak patrząc na wielką plamę na swojej piersi. Chwilę potem podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Udało mi się zarejestrować jeszcze duże, kształtne usta i prosty nos. Był niesamowicie przystojny, przez co na chwilę zaniemówiłam. Szybko jednak się ogarnęłam, zdając sobie sprawę jak głupio muszę wyglądać.
- Ja...przepraszam-bąknęłam czerwieniąc się."Ogarnij się!"-skarciłam się w myślach. Teraz już naprawdę musiałam wyglądać jak idiotka.
- Naprawdę nic się nie stało! Widziałem jak ten gościu na ciebie wpada. Nawet nie przeprosił-prychnął. Uśmiechnął się do mnie ukazując dwa rzędy idealnie prostych, białych zębów. Zarumieniłam się jeszcze bardziej, ale odwzajemniłam uśmiech. Chłopak znów otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, ale wtrącił się jakiś blondyn.
- Sorki, że przeszkadzam, ale trochę nam się śpieszy-wtrącił patrząc na mnie, po czym przeniósł wzrok na bruneta.
- Tak, musimy już iść-mrugnął do mnie i razem z blondynem opuścił lokal. Wróciłam do kolejki i zamówiłam drugą kawę mrożoną, po czym wróciłam do zniecierpliwionej mamy.

***


Od incydentu w Starbucksie minął już tydzień, jednak moje myśli wciąż  zaprzątał nieznajomy z kawiarni. Cały czas myślałam o tych czekoladowych oczach, a kiedy już udało mi się skoncentrować na czymś konkretnym, zaraz się rozpraszałam by znów powracać myślami do tamtego wydarzenia.
   Siedziałam na łóżku "rozwiązując" zadanie domowe z matematyki, kiedy usłyszałam z dołu wołanie mamy:
- Rose! Lissa przyszła!
-Niech wejdzie na górę!-odkrzyknęłam zbierając notatki z łóżka.Rzuciłam je na biurko nie starając się nawet, żeby tu ogarnąć. Moja przyjaciółka widziała mój pokój w o wiele gorszym stanie niż dzisiaj. Usłyszałam kroki na korytarzy, a chwilę później drzwi uchyliły się i ujrzałam uśmiechniętą twarz pokrytą licznymi piegami. Te, połączone z miedzianymi falami włosów oraz zielonymi oczami wyglądały uroczo, ślicznie wręcz.  Lissa weszła do pokoju i rozwaliła się na łóżku, dalej szeroko uśmiechnięta.
- Też się cieszę, że cię widzę- prychnęłam zrzucając jej nogi na ziemię.
- Chyba się zakochałam -westchnęła. Przewróciłam oczami- mówiła to średnio co dwa miesiące. Niby nic takiego, ale na dłuższą metę stawało się to bardzo uciążliwe; już dawno przestałam zapamiętywać imiona kolejnych wybranków przyjaciółki.
- Mówisz tak za każdym razem.
-Tak, ale teraz to coś innego! Teraz....teraz chyba naprawdę się zakochałam- spoważniała, co od razu mnie zaniepokoiło. NIGDY nie przestawała się uśmiechać; nawet na pogrzebie babci....
-No dobra..jak on ma na imię?
- Nate - zarumieniła się. Uniosłam brwi w geście zdziwienia. Z naszej dwójki to ja byłam ta nieśmiała.Jednocześnie pomyślałam o swoim przyjacielu. Problem w tym, że on był gejem. A szkoda...- Musisz go poznać!- zerwała się na nogi i pociągnęła mnie za sobą.
-Ale że teraz?-złapałam w biegu telefon i wybiegłam za Lissą z pokoju-a raczej ona mnie z niego wyciągnęła.
-No teraz, a kiedy?
 Wychodząc z domu zdążyłam tylko poinformować o tym mamę, bo Ruda dalej mnie ciągnęła.  Zanim zdążyłam się zorientować, dokąd mnie ciągnie weszłyśmy do parku.  Weszłyśmy do miejscowej kawiarni i zamówiłyśmy sobie lody i gorącą czekoladę ( przyp.aut. tak wiem, to nie ma sensu, ale ja tak na przykład lubię ;P ) i po zapłaceniu wyszłam prze lodziarnię, gdzie miałyśmy czekać na nowego ukochanego Lissy.
 Czekałam i czekałam, a piegowata dalej nie wychodziła. Zniecierpliwiona spojrzałam na zegarek.  Już miałam z powrotem wejść do kawiarni, gdy usłyszałam za sobą męski głos:
- Lepiej uważaj, bo mogłabyś jeszcze tym kogoś oblać.
 Odwróciłam się i ze zdumieniem spostrzegłam, że przede mną stoi  nie kto inny, tylko brunet ze Starbucksa.
  Zaniemówiłam.  Jakim cudem wpadłam już na niego dwa razy w przeciągu tygodnia? I to jeszcze znów w kawiarni, w ten sam dzień tygodnia. Potrząsnęłam głową.
- Uhmm..Hej -uśmiechnęłam się do niego, co bardzo chętnie odwzajemnił.Już chciałam znów go przeprosić za to, co zrobiłam, kiedy on powiedział:
- Jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz, to zwariuję!-zaśmiał się. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- A ty co, w myślach czytasz?
-Nie, niestety nie. Po prostu zrobiłaś dokładnie taką samą minę, jak ostatnio kiedy mnie przepraszałaś-wytrzeszczyłam oczy. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie usłyszałam.- Może usiądziemy?
 Zgodziłam się chętnie. Nagle poczułam coś mokrego na ręce, a gdy spojrzałam w dół przypomniałam sobie o swoim lodzie, który zaczął się już roztapiać. Szybko złapałam za serwetki leżące na stole i szybko wytarłam rękę. Znów usłyszałam śmiech bruneta, ale szybko zgromiłam go wzrokiem. Przestał, a raczej próbował, choć nie bardzo mu to wychodziło. W końcu sama zaczęłam się śmiać, nie wiadomo z czego. Znaleźliśmy wolny stolik i usiedliśmy tam wciąż śmiejąc się właściwie bez powodu.
 -Przepraszam, że tak dłu...-urwała Alisson wychodząc z kawiarni. Patrzyła to na mnie to na bruneta.-To wy się znacie?
- Ty..ty jesteś Nate?-spojrzałam na bruneta,jednocześnie modląc się w duchu, żeby tak nie było.
- Na szczęście Nate to ja-wtrącił ktoś stojący za Lissą. Chwilę potem postać wychyliła się zza dziewczyny i ujrzałam blondyna ze Starbucksa. Odetchnęłam z ulgą.
- No więc? Wytłumaczy mi ktoś w końcu skąd się znacie?-zirytowała się Ruda. Spojrzałam się na bruneta i znów wybuchnęliśmy śmiechem. Nowo przybyli dosiedli się do nas, po czym nowa miłość mojej przyjaciółki w końcu odpowiedziała jej na pytanie.
- Już się spotkaliśmy. Tydzień temu, w Starbucksie. Twoja przyjaciółka wpadła na Dave'a i oblała go kawą. I tyle. Nie wiem, z czego się tak śmieją-wzruszył ramionami, a my zgodnie znów zaczęliśmy się śmiać. Musiało minąć kilka minut, zanim się ogarnęliśmy.
-Powoli zaczynam żałować, że ich wzięliśmy-westchnęła Lisa. Spojrzałam na nią oburzona.
- Odwal się! Najpierw wpadasz do mojego pokoju, gadasz od rzeczy, wyciągasz mnie na siłę z domu, a teraz mówisz, że żałujesz?Idę do domu!-zerwałam się z krzesła. Ku mojemu zdziwieniu Dave również wstał.- A ty gdzie?
- Jak to gdzie? Mnie też nie chcą-prychnął.-Idziemy?
 Szarmancko zaproponował mi swoje ramię. Kiwnęłam głową i złapałam jego rękę. Ruszyliśmy w stronę fontanny, po czym znów usiedliśmy, tym razem na ławce obok.
 - Wiesz, że dalej nie wiem, jak masz na imię?
- Rose- uśmiechnęłam się. - Wiesz może jak długo Lisa spotyka się z Natem?
-Z tego co wiem, to jakiś tydzień- wytrzeszczyłam oczy. Alisson nic mi nie powiedziała, ba!,nawet słowem się wcześniej nie zająknęła.
  Zmarszczyłam brwi, bo właśnie sobie coś uświadomiłam.
-Czekaj....to by znaczyło, że zaczęli się spotykać w niedziele, kiedy wpadłam na ciebie!
- Zgadza się. Jak wychodziliśmy ze Starbucksa, szliśmy właśnie na randkę-mrugnął do mnie, jednak ja odczułam lekka nutę zawodu...
- Randkę? Obydwoje byliście na randce z Lissą?
 Dave roześmiał się, ukazując urocze dołeczki w policzkach. Co jak co, ale on cały był uroczy...
- Nie. Nate wkręcił mnie w jakąś randkę w ciemno z jakąś jego kuzynką. Ale to była porażka. Gdyby nie ty, prawdopodobnie nie okazała się taką zołzą.
- Jak to? Co ja mam z tym wspólnego?- zdziwiłam się.
- Gdybyś nie wylała na mnie kawy, nie jechałbym się przebrać, przez co byłbym na czas. A wtedy ta laska nie zrobiłaby mi afery za pięć minut spóźnienia-dosłownie pięć!
 - To serio zołza - uniosłam brwi do góry, niby zdumiona. Tak naprawdę w środku skakałam z radości. Jeśli poszedł na randkę, znaczy, że nikogo nie ma. A skoro randka się nie udała, znaczy, że dalej nikogo nie ma.
-No. Ale nie mówmy no niej. Pomówmy o tobie.
-O mnie?
-O tobie.  Co lubisz robić w wolnym czasie?
-Dość banalne pytanie-uśmiechnęłam się.
- To może postaraj się, żeby odpowiedz nie była banalna?
 Zastanowiłam się nad tym. Co miałam mu powiedzieć? Że w wolnym czasie lubię poczytać książkę,pośpiewać, porozmawiać z mamą, tatą, babcią? Że lubię wychodzić z Lissą? Że lubię wspierać osoby z białaczką? Że lubię bawić się z dziećmi, które czeka taki sam los, jak mnie? Albo, że lubię biegać o zachodzie słońca, ale że to może się niedługo skończyć. Że lubię słuchać, jak śpiewają ptaki. Lubię słuchać szumu drzew, bzyczenia owadów... TO jest dopiero banalne. A resztę mojego czasu wypełniały wizyty u lekarza, chemioterapie..nie widzę sensu mówienia mu o tym.. Dlatego powiedziałam najbanalniejszą rzecz pod słońcem:
- Lubię miło spędzać czas. Nie ważne gdzie, z kim, ważne, żeby było miło.
-Patrz, to tak jak ja-uśmiechnął się szeroko.-I nie wiem jak ty, ale ja miło spędzam czas.
 Zarumieniłam się i już miałam mu odpowiedzieć, kiedy zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz.
-Tak mamo?-odebrałam.
-Rosie, kochanie za piętnaście minut obiad. Chciałabym, żebyś wróciła do tego czasu-oznajmiła moja rodzicielka. W moim domu obiad był świętością, a żeby go uniknąć, trzeba było mieć naprawdę dobrą wymówkę.
-Dobrze, będę.
-Jak Lissa będzie chciała, to też może wpaść.
- Myślę, że jednak dziś nie przyjdzie. Ma randkę.
-Boże, chroń tych biednych chłopców!-zaśmiała się mama. Ona też znała Lissę i jej ciągłe zmiany chłopaków. Pożegnałam się z mamą, po czym zwróciłam się do bruneta.
-Muszę iść.Za kwadrans mam być w domu.
-A daleko mieszkasz?
- Jakieś pięć minut stąd-wstałam.
-To może cię odprowadzę?-zaproponował po raz kolejny ukazując śliczne dołeczki.
-Bardzo chętnie-odwzajemniłam uśmiech.

_________________________________________________________________________________

Dodaję rozdział drugi, na szybko, bo muszę lecieć. Mam nadzieję, że się spodoba i z góry przepraszam, za wszystkie błędy. Do...przeczytania? W każdym razie, do następnego :*
LBL









Sick Love Prolog

  Rozpacz. Tylko to. Tylko rozpacz. W oczach rodziców widziałam tylko rozpacz. Z resztą, sama pewnie nie wyglądałam lepiej...
   Kiedy lekarz powiedział, co mi jest, w pierwszej chwili myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Mimo, że to nie jest powód do żartów. A lekarze z takich rzeczy na pewno nie żartują.
   Patrząc na to w telewizji, czytając o tym w książkach, gazetach nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, co czują ci ludzie. Nie potrafimy się postawić na ich miejscu. Myślimy "Przykro mi. Naprawdę. Dobrze, że mnie to nie spotkało". I tyle. Nie zdajemy sobie sprawy, że to może się przytrafić każdemu z nas.
 Teraz wiem, że życie jest krótkie. Zbyt krótkie, żeby się przejmować, wahać czy powstrzymywać.      Teraz to wiem. Wiem dlatego, że przydarzyło mi się coś, co zdarza się tysiącom ludzi na całym świecie.
 Choruję na białaczkę.




______________________________________________________________________________

Cześć i czołem! Chciałam Was wszystkich przywitać, ponieważ jest to mój pierwszy post na Czekoladowym. Wprawdzie wcześniej pisałam na innym blogu, jednak postanowiłam wesprzeć dziewczyny ( chociaż tak naprawdę to one wspierają mnie :) ) i przenieść moje dawno zaczęte, jednak troszkę opuszczone opowiadanie właśnie tutaj ;). Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)
LBL