- Szkoda, fajnie się gadało-uśmiechnął się do mnie, a ja poczułam przyjemne ukłucie w brzuchy. Nie twierdzę, że od razu zagnieździł się tam rój motyli, ale hej, facet bynajmniej nie był brzydki...-Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Z chęcią-zarumieniłam się, jednak odpowiedziałam tak samo szerokim uśmiechem.
- Może dasz mi swój numer? Będzie łatwiej się spotkać-kiwnęłam głową i od razu podałam ciąg cyferek.
Nagle drzwi frontowe otworzyły się, a w nich stanął mój starszy brat Paul.
- Rose, mama mówi, że masz kończyć te flirty i przyjść na obiad. A jeśli twój chłopak chce, to może zjeść z nami, tylko ma się szybko zdecydować-krzyknął do nas, a ja spaliłam buraka. Paul się tym jednak nie przejął i wrócił do domu.
- O mój boże, przepraszam cię za niego-spojrzałam na ziemię, która w tym momencie wydała mi się niezwykle interesująca. Miałam ochotę zabić tego głąba. A potem zapaść się pod ziemię.
Dave zaśmiał się tylko.
- Nie martw się, moja siostra ma tak samo-uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam a niego.
- Dobre porównanie . Myślę, że Paul i twoja siostra by się dogadali-spojrzałam w stronę domu.-Słuchaj muszę już iść. Chyba, że serio chcesz wpaść na obiad, to zapraszam.
- Nie, dzięki. Dzisiaj nie mogę, przyjeżdża ciocia i muszę być w domu -przewrócił oczami.- Ale kiedyś na pewno skorzystam-mrugnął do mnie.
Szybko się pożegnaliśmy, jako że mój brat zaczął wysyłać mi "dyskretne" znaki, że mam już wracać. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, wrzasnęłam:
-Paul, ty idioto! To NIE jest mój chłopak!
-Wyluzuj mała!
-Sam jesteś mały! Mówiłam ci, żebyś tak do mnie nie mówił!
-Ale to prawda, jesteś mała-uśmiechnął się złośliwie. Taaaak...byłam mała... to znaczy nie byłam wcale AŻ TAK mała,jednak przy niektórych dziewczynach moje 163 cm wzrostu wypadało blado...
-To nie znaczy,że możesz tak do mnie mówić!-podeszłam do stołu w jadalni i usiadłam na swoim zwyczajowym miejscu.
-Mnie wszystko wolno. Przywilej starszego brata-uśmiechnął się jeszcze bardziej złośliwie. Westchnelam ciężko i nałożyłam sobie zapiekanki na talerz. Chwilę później do mnie i Paula dołączyli rodzice.
-Kto to był? Ten chłopak?-zapytał niby od niechcenia tata. Był strasznym furiatem jeśli chodzi o chłopców. Na samym początku zabronił mi spotykać się z Natem, bo uważał,że jest dla mnie za stary. A kiedy mówiłam mu, że Nate jest gejem, twierdził, że mówię to po to,żebyśmy mogli być razem.... Jakaś kompletna paranoja... Dopiero gdy wszyscy w szpitalu potwierdziły moje słowa, tata pozwolił mi się z nim zadawać...
-Kolega-opowiedziałam niewzruszenie.
-Jasne,kolega...tak to się zawsze zaczyna, a potem kończy się na dziewięciomiesięcznym brzuchu- usłyszałam głos młodszej siostry Cassie. Spojrzałam na nią zdziwiona. Bo czy normalne jest, by dziesięciolatka opowiadała, a raczej wiedziała takie rzeczy?
Hmmmm... Chociaż z drugiej strony Cassie nigdy nie była zbytnio normalna... W wieku ośmiu lat miała takie samo IQ jak ja... A nie zauważyłam,żeby ktoś uważał mnie za głupią...
W obecnym wieku, jej IQ jest takie, jak moje i Paula razem wzięte. Chociaż po nim bym się wiele nie spodziewała...
Mama słysząc te słowa zakrztusiła się zapiekanką.
-Możesz mi powiedzieć, skąd wiesz takie rzeczy?
Cassie westchnęła i przewróciła oczami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.
- Mamo,mamy dwudziesty pierwszy
wiek...a poza tym oglądam MTV.
- Mówiłam, że trzeba zablokować ten kanał w jej pokoju-mama zwróciła się do taty.
- Nie przeszkadzajcie mi jak rozmawiam z córką!- popatrzył na wszystkich surowo.- Więc co to za chłopak?
- Już mówiłam! Kolega- starałam się szybko wszystko szybko zjeść, żeby tylko stamtąd uciec.
-Ale jaki kolega? Judy czy ty znasz tego jej kolegę?
-Prawdę powiedziawszy widziałam go już. Był w Starbucksie w zeszłą niedzielę-kiwnęła twierdząco głową mama.-Taki całkiem,całkiem.
-Mamo!-oburzyłam się.
- No co? Taka prawda...
-Wiecie co? Ja już zjadłam. A na deser nie mam ochoty-wstałam od stołu, zabrałam swój talerz z niedojedzoną zapiekanką i odniosłam go do kuchni. Potem szybko wbiegłam po schodach do pokoju i zamknęłam drzwi z trzaskiem.
Z głośnym westchnieniem rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wpatrywać się w sufit. Nie to,żeby coś tam było. Po prostu mi się nudziło.
Zaraz jednak dopadły mnie myśli o pewnym przystojnym brunecie, o jego cudnych oczach, seksownym głosie... Dobra, może jego głos wcale seksowny nie był, w każdym razie był zajebisty, jak cała reszta.
Zastanawiało mnie, czy rzeczywiście się jeszcze spotkamy i czy coś z tego będzie. Nie ukrywam, że wcale by mi nie przeszkadzało, gdybyśmy byli razem,ale mimo to byłam pełna obaw. I wcale nie chodziło o odrzucenie, bo miałam silne wrażenie, że Dave jest zainteresowany..chodziło o białaczkę. Wiedziałam, że kiedyś musiałam mu powiedzieć, ale...co jak mu powiem, a on zdecyduje się być ze mną z litości?Już bym wolała, żebyśmy w ogólne nie byli razem...
Poza tym, skąd mam wiedzieć, który moment będzie najodpowiedniejszy? Jak mu powiem za wcześnie, może się wystraszyć, a jak mu nie powiem wcale, też będzie źle...
Westchnęłam po raz kolejny i sięgnęłam po laptopa. Szybko zalogowałam się na Facebooka i włączyłam muzykę. Następnie sięgnęłam po książkę, ale nie zdążyłam przeczytać nawet jednego zdania, kiedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
"masz wolne?"
"a mam ;)"
"a na co?"
" coś się ogarnie na miejscu ;)
idziesz?"
"idę :D"
"ok, przyjadę po ciebie za dwadzieścia minut"
Wylogowałam się z Facebooka i zaczęłam pakować torbę. To znaczy wrzucać do niej rzeczy, które według mnie mogłyby się do czegokolwiek przydać.
Przy okazji zajrzałam do portfela i przeraziłam się widząc ile pieniędzy miałam. A raczej ile mi ubyło....
Złapałam torbę i zbiegłam na dół.Wpadłam do salonu, gdzie siedziało moje rodzeństwo.
-Gdzie tata?-zapytałam.
-Chyba w gabinecie-mruknęła zapatrzona w telewizor Cassie. Kiwnęłam głową na znak podziękowania i skierowałam się do gabinetu ojca. Zapukałam głośno, a gdy usłyszałam "proszę", weszłam do środka.
-Hej tatusiu-uśmiechnęłam się promiennie do niego.
-Czego chcesz?-burknął przeglądając papiery. Może się wydawać, że brzmiało to nieuprzejmie, ale wcale tak nie było.
-Mam taką prośbę do ciebie....Bo chodzi o to,że chciałam iść z Natem do kina, a skończyły mi się pieniądze...
Tata spojrzał na mnie krzywo, ale otworzył portfel i dał mi banknoty. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, podbiegłam do niego i cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-Tak, tak, idź już-machnął ręką w stronę drzwi. Wyszłam z gabinetu i ponownie udałam się w stronę salonu, Usiadłam na fotelu, bo wciąż miałam jeszcze piętnaście minut, a leciał akurat Fineasz i Ferb, mój ulubiony odcinek.
Tak mnie wciągnęło, że się zapomniałam i dopiero kiedy usłyszałam dzwonek telefonu przypomniałam sobie o Nate'cie. Szybko zerwałam się na nogi i wybiegłam z domu. Wsiadłam do samochodu Nate'a i spojrzałam na niego ze skruchą.
-Przepraszam, leciał Fineasz i Ferb....
-Taak, to wiele wyjaśnia-zaśmiał się. Ruszył, a już po dziesięciu minutach byliśmy w galerii handlowej. Wjechaliśmy ruchomymi schodami na górę i podeszliśmy do repertuaru, jako że całe piętro było zajęte przez kino.
-To na co idziemy?
-Nie wiem... Nie ma nic ciekawego...
- To może sobie darujemy i po prostu sobie pochodzimy?-zaproponował.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Zdecydowaliśmy się pójść najpierw do sklepów. Zobaczyłam śliczną sukienkę i od razu jej zapragnęłam.
-Ślicznie wyglądasz-skomplementował mój wygląd Nate,kiedy po przymierzeniu pokazałam mu się.-Masz seksowny tyłek.
-Spadaj-pokazałam mu język, chociaż sama nieskromnie tak uważałam. Byłam zachwycona, jednak mój zapał opadł znacznie, gdy spojrzałam na cenę.
-Co jest Promyczku?
-Nie stać mnie na nią. Muszę po nią wrócić kiedy indziej.
-Daj spokój, pożyczę ci.
-Nie, dzięki. Nie trzeba-uśmiechnęłam się i wróciłam do przymierzalni. Gdy już byłam w swoich ciuchach odwiesiłam sukienkę i wyciągnęłam Nate'a ze sklepu. Gdybym tam została, z pewnością przyjęłabym propozycję Nate'a, a nie chciałam tego.
-Ok,Rosie. Idź nam znaleźć miejsce w jakieś knajpce, a ja idę do toalety-kiwnęłam głową i się rozstaliśmy. Poszłam w kierunku zbiorowiska wszystkich restauracji, jakie były w galerii. Wszystkie miejsca siedzące znajdowały się na otwartej przestrzeni, z jednej strony były otoczone restauracjami, a z drugiej było przejście dla klientów galerii.
Znalazłam miejsca najbliżej przejścia i z niecierpliwością czekałam na powrót przyjaciela. Gdy go zobaczyłam, zirytowałam się.
-Nate miałeś iść do kibla, nie do sklepu-trzymał w ręku torbę z zakupami
-Ty mi lepiej podziękuj, Promyczku.I wiem, co zaraz powiesz.Ale możesz to potraktować jako prezent urodzinowy-uśmiechnął się szeroko, ukazując troszkę, ale w słodki sposób krzywe zęby. Spojrzałam na niego pytająco, na co ten wyciągnął z torby TĘ sukienkę. Otworzyłam usta ze zdziwienia, jednak zaraz rzuciłam się na szyję przyjacielowi i zaczęłam obcałowywać mu twarz.
-Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię!
-To już wiemy-przytulił mnie mocno.
-Rose?-usłyszeliśmy dobrze znany mi głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Dave'a. Na jego twarzy widniało zmieszanie,niepewność i coś trochę jak...zawód? Tak, zawód to dobre słowo.
-Cześć Dave-uśmiechnęłam się,jednak gdy ten nie odpowiedział tym samym,sama tego zaprzestałam.-Coś się stało?
-Nie mówiłaś, że masz chłopaka.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Chyba nie myśli, że Nate to mój chłopak? Albo i tak myśli...hmm...rzeczywiście, scena kiedy rzucam się na szyję bruneta i wyznaję mu miłość kilkukrotnie może być myląca...
Nagle stojący za mną Nate wybuchnął głośnym śmiechem.
-To nie jest mój chłopak.Jesteśmy przyjaciółmi-powiedziałam nieśmiało.
-Tak,pewnie-Dave nie wydał się zbyt przekonany. Mierzył Nate'a nieprzyjaznym spojrzeniem,oceniając dwudziestoczterolatka. Nie wiem, do jakiego wniosku doszedł, ale niespodziewanie sposępniał.
-Stary, jestem gejem-powiedział szczerze Nate. Dave wybałuszył oczy, po czym autentycznie się zarumienił.-Chyba was na chwilkę przeproszę. Serio muszę iść do toalety-wręczył mi torbę z sukienką i nas zostawił.
-Ja..przepraszam Rose-wydukał.
-Nic się nie stało-pocieszyłam go,jednak chłopak dalej się rumienił. Chyba nie muszę wspominać, jak słodko przy tym wyglądał?
-Nie, naprawdę. Nie miałem prawa tak się zachować. Przepraszam..
-Załóżmy, że jesteśmy kwita-mrugnęłam do niego, a on uśmiechnął się nieśmiało.
-On na serio jest gejem?-roześmiałam się.
-Z krwi i kości.
______________________________________________________________________________
Rozdział krótki, z mnóstwem dialogów, średnio mi się podoba. Ale chciałam coś dodać, zanim wyjadę, bo nie będzie mnie przez miesiąc. Niby wakacje, więc powinno się mieć więcej czasu na pisanie, ale jakoś tak wychodzi, że nie wychodzi xD a raczej trudno by było zamieszczać posty z miejsca, gdzie nawet zasięgu nie ma 0.o Ale rozdział, a może nawet dwa, pojawi się jak tylko wrócę do domu, bo nie zamierzam się obijać i mam zamiar napisać do przodu. Także pozdrawiam, i do następnego ;*
LBL