Wracałam do domu nieco później niż zwykle. Idąc podziwiałam początek niesamowitego zachódu słońca malującego całe niebo na wszystkie odcienie czerwieni, żółci i pomarańczu. Wysokie drzewa rzucały swoje wielkie cienie na ulicę, która szłam. Była długa i pusta. Nie było na niej żadnych zakrętów i zjazdów przez dobry kilometr, który musiałam właśnie przejść.
-Witaj. –usłyszałam nagle głos za moim plecami. Mogłabym przysiąc, że jeszcze sekundę temu nikogo tam nie było. Odwróciłam się. Zobaczyłam mojego starego przyjaciela. Nie widziałam go od ponad roku. Prawie się nie zmienił. Jedyną zmianę jaką zauważyłam był kolor skóry. Jego cera był zawsze oliwkowa, ale teraz była biała jak papier. Michał jest wysokim brunetem o niebieskich oczach. Znamy się od zawsze. Mieszkaliśmy obok siebie. Póki się nie wyprowadził. Od tamtej pory straciliśmy kontakt. Nawet nie wiedziałam o jego przeprowadzce. Tylko wróciłam do domu i zauważyłam, że został wystawiony na sprzedaż, a jego już tam nie było. Nie odbierał telefonu, nie miał chyba kontaktu za światem. Zniknął bez śladu. Ale skąd się tu wziął? Tak nagle i niespodziewanie? Po co tu przyjechał? Co się z nim stało rok temu? Miałam milion pytań.l
-Hej Michał! Co Ty tu robisz? Co się z Tobą działo? –zapytałam uśmiechając się szeroko. Chciałam go własnie przytulić na przywitanie, ale odsunął się więc tego nie zrobiłam. –Nawet nie wiem gdzie się przeprowadziłeś. Pogadamy? Masz chwilkę? Co u Ciebie? –wciąż zadawałam pytania podekscytowana tym niezwykłym spotkaniem. Tak bardzo cieszyłam się, że go widzę.
-Możemy chwilę pogadać. –powiedział i uśmiechnął się.
-Dlaczego wróciłeś? –zapytałam.
-Bo chciałem się z Tobą zobaczyć i mam tu do załatwienia pewną sprawę. –odpowiedział spokojnie. –A co u ciebie?
-Dużo się zmieniło od kiedy wyjechałeś. –odparłam.
-Więc opowiedz mi co się zmieniło. –poprosił . Zaczęłam swoją historię.
-Bardziej mnie ciekawi co u Ciebie się działo. –przerwałam nagle swoją opowieść. Właśnie otwierał usta by odpowiedzieć. Kiedy jego oczy przestały patrzeć w moje. Spojrzał na zachód słońca, który dobiegał już końca.
-Może innym razem, muszę iść. Żegnaj. –rzucił i odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w przeciwną stronę.
-Cześć. –rzuciłam kiedy odchodził. Odprowadziłam go kilka metrów wzrokiem, a potem na chwilę zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się zadowolona z naszego spotkania. Trwało to kilka sekund. Kiedy znów spojrzałam za nim, zniknął, tak samo jak nagle się pojawił. Zastanawiałam się jak to się stało. Spokojnie wróciłam do domu. Wciąż myślałam o tym spotkaniu. Następnego dnia miała miejsce kolejna dziwna sytuacja. Rano na biurku znalazłam małą żółtą karteczkę z napisem „Dzień dobry kochanie” z narysowanym małym sercem. Uśmiechnęłam się na jej widok. Pomyślałam, że to tylko moja mama zostawiła mi taką miłą niespodziankę na dzisiejszy poranek. Nie wiedzieć czemu pomyślałam o Michale. „Tylko jak znów się spotkamy?” zapytałam w myślach samą siebie. W mojej głowie nagle usłyszałam cichy szept „O to się nie martw, spotkamy się na pewno...” . Głos był tak realistyczny, że rozejrzałam się nerwowo po pokoju. Jednak byłam w nim sama.
Właśnie ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał Kamil.
-Hej. –przywitałam go.
-Hej, Magda. Chciałem Ci tylko zaproponować... znaczy... zapytać czy nie poszłabyś ze mną dziś na koncert? –powiedział. Uśmiechnęłam się. Lubiłam Kamila, nawet bardzo. Był inteligentny, przystojny, miły. Na dodatek jego kumpel miał kapele, w której chłopak czasem grał. Czemu miałabym się nie zgodzić?
-Bardzo chętnie. –odparłam. Wtedy na nogę Kamila spadła wielka gliniana doniczka z małym cyprysem stojąca na schodach do drzwi wejściowych. Krzyknął z bólu. Szybko pomogłam mu wyrwać nogę spod ciężaru donicy.
-Nic ci nie jest? –zapytałam kiedy tylko udało mu się uwolnić nogę i usiąść na schodach.
-Chyba nie... –jęknął delikatnie rozmasowując stopę. Ten cyprys stał tam od zawsze. W tym samym miejscu. Nigdy się nie przewrócił aż do dziś. Żeby się przewrócił ktoś musiał by go zepchnąć, ale to przecież niemożliwe. To było cholernie dziwne, ale zrzuciłam myślenie o tym jak do tego doszło na drugi plan. Teraz chciałam pomóc Kamilowi.
-Wejdź na chwilę do środka. –zaproponowałam.
-Dobra. –odpowiedział i powoli wstał podtrzymując się na moim ramieniu. Wszedł do środka i usiadł na kanapie.
-Może chcesz się czegoś napić? –zaproponowałam.
-Mogłabyś mi przynieść szklankę wody? –zapytał. Od razu wstałam i ruszyłam do kuchni. Z dzbanka stojącego na stole nalałam mu szklankę wody. Wróciłam do salonu.
-Dzięki. –odparł. Nagle, kiedy podawałam szklankę Kamilowi, ta roztrzaskała się w drobny mak. Woda oblała chłopaka, a kawałki szkła rozsypały się dookoła.
-Przepraszam! –rzuciłam od razu kiedy zobaczyłam co się stało.
-O matko.... –jęknął. -Magda, co się dzieje? -zapytał.
-Nie wiem... –wyjąkałam.
-To ja może już pójdę, ok? Potem się zdzwonimy. –zaproponował.
-Ok.
-Cześć. –rzucił kiedy odchodził lekko kulejąc.
-Nie zapomnij zadzwonić. –odparłam zamykając drzwi. Oparłam się o ścianę.
-Co to było? –szeptem zapytałam siebie, a moje pytanie jakby rozpłynęło się w powietrzu. „Jesteś moja, nie zapominaj.” usłyszałam cichy głos który echem odbił się po domu. Przestraszyłam się. Przecież nikogo w domu nie było. Czyje to słowa? Stał tak przez chwilę bojąc się nawet odezwać czy poruszyć. „To nic takiego , przywidziało mi się.” pomyślałam w końcu. Wróciłam spokojnie ma chwilę do pokoju. Gdy weszłam do niego zauważyłam włączony laptop. Na środku czarnego ekranu komputera widniały drobne białe litery. Podeszłam i przeczytałam je. Litery trochę porozrzucane po ekranie tworzyły napis „Dom diabła, odważysz się ?” Serce zaczęło mi bić szybciej. Tylko jedna osoba mogła to napisać. Tylko jedna wiedziała. Patrzyłam ślepo w słowa zastanawiając się jakim cudem pojawiły się na ekranie. Próbowałam nie dać sparaliżować się strachem. Szybko zdecydowałam co robić. Wybiegłam z pokoju. Szybko narzuciłam na siebie bluzę i chwyciłam rower leżący przed domem. Musiałam dowiedzieć się co się dzieje. Podjechałam pod mały opuszczony dom nieco przypominający malutki dwór. Znajdował się na przedmieściach miasta. Mieścił się na uboczu za małym lasem. Dwie zniszczone wieżyczki rzucały swoje majestatyczne cienie na zapuszczony ogródek. Czerwony niegdyś dach teraz był trochę porośnięty mchem. Budynek cały był z kamienia jakby stworzono go w innej epoce. Zawsze myślałam, że miał pewnie ekstrawaganckich właścicieli, którzy zażyczyli sobie taki mały zamek. Portal okalający drzwi zarośnięty był nieco bluszczem. Ogromne drewniane drzwi z żelaznym zamkiem ozdobione pięknymi wijącymi się wzorami roślin były dziś uchylone. Serce zaczęło walić mi w piersi tak mocno jakby chciało uciec. Drzwi były zamknięte. Zawsze. Zamknęłam oczy.
-Jesteś silna. Teraz dasz radę tam wejść. Musisz wiedzieć co się dzieje. –powiedziałam do siebie cicho. –To tylko stary dom. –wyszeptałam na koniec dodając sobie otuchy. Podeszłam do drzwi i wślizgnęłam się do środka. Na wprost przed drzwiami znajdował się wielki napis z tak samo rozsypanych liter jak wcześniej na moim ekranie. Słowo namalowane na śnieżnobiałej ścianie czerwonym sprejem brzmiało „Tu mieszka diabeł...”. Kiedy byłam mała bałam się tego miejsca. Michał straszył mnie historiami o tym domu. Kilka dni przed jego wyprowadzką weszliśmy tutaj. Po cichu zwiedzaliśmy dom. Nagle usłyszeliśmy skrzypienie podłogi i głośny mrożący krew w żyłach krzyk. Wybiegłam na zewnątrz przerażona. Wydawało mi się że biegł ze mną, ale się myliłam. Został w środku. Po chwili usłyszałam kolejne krzyki jeden należał do Michała.Wołałam go przez długi czas, ale bez skutku. Nie miałam odwagi tam wejść więc w końcu wróciłam do domu. Zobaczyłam go następnego dnia. Zmienił się. Wydawało się jakby wcale nie wyszedł z tego domu. Wciąż był przerażony. Michał ciągle wpatrywał się ślepo w ziemię. Kiedy pytałam co się stało ciągle powtarzał, że nic takiego, a potem się wyprowadził.
-To tylko zwyczajny dom...-wyszeptałam znów do siebie. Rozejrzałam się dookoła. Po lewej stronie były kręte schody prowadzące do jednej z wieżyczek. Na wprost mnie mieścił się korytarz prowadzący do salonu, na którego ścianach wisiały portrety zapewne rodziny właścicieli. Każdy z obrazów był poszarpany i zniszczony. Miejsce gdzie postacie miały oczy były zamalowane czerwonym sprejem. Wyglądały na bardzo stare. Po prawej stronie zobaczyłam komodę. Nad nią powieszono obraz popiersia małej dziewczynki, której oczy wydrapano. Chciałam otworzyć pozytywkę leżącą pod portretem, ale zanim zdążyłam to zrobić usłyszałam jakby odgłosy bujanego fotela w salonie. Ruszyłam korytarzem w tamtą stronę. Pokój był bardzo dobrze oświetlony. Promienie zachodzącego słońca rzucały swój ostatni blask na stare meble i kominek. Na ruchomym fotelu siedział Michał patrząc na mnie z szyderczym uśmiechem.
-Powiesz mi co to się dzieje!? – wykrzyknęłam.
-Nie tym tonem... –usłyszałam słowa za moimi plecami wraz z zimnym jakby martwym oddechem, który poczułam na moich plecach. Zaczęłam szybko oddychać , a moje serce zaczęło bić niewyobrażalnie szybko. Jak nagle znalazł się za mną? Przed sekundą siedział na tamtym bujanym fotelu.
-Kim jesteś? –zapytałam cicho. Stałam nieruchomo sparaliżowana strachem nie mając odwagi się odwrócić. Usłyszałam skrzypienie podłogi i jego kroki. Podszedł do mnie.
-Raczej czym jestem. –poprawił mnie. Zamknęłam oczy.
-Czego ode mnie chcesz? –zadałam kolejne pytanie. Zacisnęłam pieści tak mocno, że całe dłonie miałam białe, a potem powoli otworzyłam oczy. Prawie krzyknęłam ze strachu kiedy zobaczyłam że stoi ledwie krok przede mną.
-Tego co moje. –odpowiedział. –Wiesz co się tutaj stało? Kiedy mnie zostawiłaś? –powiedział gniewnie. –Coś opętało moje ciało i wciąż mówiło, a echo jego słów odbijało się po domu. Powtarzało : „Teraz jesteś nasz. Oddaj nam swoje życie. Oddaj.” Krzyczałem. Wołałem pomocy. Nie wiem ile to trwało czułem ich zimne ręce na moim ciele. Czułem mroźne zimno ich oddechu. Nagle wszystko zniknęło. Zostałem sam. Nastała cisza jakiej nigdy w życiu nie znałem. Nie potrafiłem się ruszyć. Potem zacząłem powtarzać sobie to co ty dziś . –zaśmiał się zdawkowo. –To nawet trochę zabawne. Bo przecież okłamywałem się jak ty teraz. –zaczął powolną wędrówkę wokół mnie. Wciąż uważnie go obserwowałam. –Potem udało mi się odzyskać władze w nogach i wyszedłem z tego domu. Wróciłem do siebie, ale ten głos wciąż odbijał się echem w mojej głowie. Po tych kilku dniach poszedłem tam znowu. Sam nie wiem dlaczego, ale wiem że to był najgorszy błąd mojego życia.
-Dlaczego? –przerwałam mu.
-Bo tamtego dnia umarłem ze strachu. –wyszeptał do mojego ucha. Jego zimny oddech przyprawiał mnie o dreszcze. Zadrżałam.
-Oddałem życie za kogoś za kogo nie warto było tego robić. -dodał wściekle.
-O popatrz słońce już zachodzi. –powiedział nagle zjawiając się naprzeciw okna. - Zaraz zobaczysz jak wyglądałem kiedy umarłem. Wiesz dlaczego umarłem? –zapytał odwracając się i patrząc na mnie znów uśmiechając się jakby ukrywał mroczną tajemnicę. Przełknęłam ślinę.
-Dlaczego? –zmusiłam się do zadania pytania mimo strachu.
-Bo powiedziały mi, że jeśli nie ja umrę to zabiją Ciebie. Wiedziałem, że nie będą miały skrupułów. A Ja cię kochałem. Kochałem Cię tak bardzo, że nie mogłem im na to pozwolić. Z reszta nadal Cię kocham. Dlatego teraz do mnie dołączysz. A wiesz dlaczego? Bo wtedy mnie zostawiłaś. –warknął. –Zostawiłaś na śmierć. Nawet mnie nie szukałaś kiedy zniknąłem. Nie próbowałaś mnie odnaleźć. Ja oddałem za Ciebie życie, a Ty? A ty teraz umrzesz dla mnie. - dokończył szeptem a jego zimna ręka wędrowała po moich ramionach i karku przyprawiając o dreszcz.
Odwrócił się i powoli odszedł ode mnie.
-Ale po dzisiejszej nocy już nie będziesz miała tej możliwości. Kiedy nareszcie przejdziesz do mojego świata będę wciąż z Tobą, wciąż razem.-dodał i uśmiechnął się. Wtedy słońce zaszło. Ostatni promień schował się za horyzontem. Jego oczy stały się przekrwione i podkrążone. Na rekach ujawniły się blizny jakby od trzymania w ręku kawałków szkła. Zaczęła po nich cieknąć krew. Odwróciłam się gotowa aby rzucić się do ucieczki. Wtedy na ścianie za mną zobaczyłam ogromny napis, który krwawił, jakby to nie była zwykła ściana tylko skóra człowieka. Litery układały się w dwa słowa: „WITAJ W PIEKLE”.
-A teraz odbiorę Ci to co należy do mnie. –wyszeptał mi do ucha. Rzuciłam się w stronę drzwi. Za plecami słyszałam tylko jego szyderczy śmiech, który echem odbijał się po domu. Ja szarpałam z całych sił za klamkę, ale bez skutku. Drzwi były zatrzaśnięte. Byłam tu zamknięta. Waliłam w drzwi wołając pomocy, chociaż wiedziałam, że nikt mnie nie usłyszy. On dalej się śmiał. Słyszałam jego kroki. Zbliżał się do mnie.
-Teraz spłacisz swój dług, a potem już zawsze będziemy razem. –usłyszałam jego głos, a następnie ciche szepty rozbrzmiewające w całym domu. „Na zawsze razem...” powtarzały.
-A teraz zabiorę Ci to co należy do mnie. –powiedział podchodząc coraz bliżej. W tym momencie do mnie dotarło, że to jest dzień mojej śmierci. Umrę tam gdzie on. Za nim zaczęły pojawiać się postacie. Rozpoznawałam w nich twarze z obrazów. Byli zmasakrowani. Jedna z kobiet w rekach niosła swoją głowę wykrzywioną w ohydnym grymasie. Widziałam mężczyznę które twarz zaczęła się rozpływać jakby polana w kwasem pokazując kolejne kości. Niektórym z nich odpadały kawałki gnijącego ciała. Każda z postaci musiała mieć swoją straszną historię. Nagle zobaczyłam małą dziewczynkę ubraną w różową sukienkę niosącą małego misia. Z jej oczu sączyły się stróżki krwi kontrastujące z bladą cerą. Nagle na jej sukience pojawiła się plama potem kolejna i następna. Wtedy zobaczyłam, że ktoś wyciął jej wnętrzności. Za tymi wszystkimi zjawami wyłoniło się coś gorszego. Coś o czym nie mogłam śnić. Czego nie można sobie wyobrazić. Teraz śmierć byłaby wybawieniem. Po tym co zobaczyłam pragnęłam umrzeć. Nie chciałam żyć wiedząc, że do końca życia przed oczami będę widzieć jedno. Demony. Demony z domu diabła.
26.03.2013
19.03.2013
Walka o wszystko
Widziałam, że to kiedyś nastąpi. Chociaż nigdy nie wierzyłam, że to się stanie. Zawsze myślałam, że ta jedna rzecz w moim życiu będzie trwać wiecznie. Gdyby to mogło trwać wiecznie zawsze już byłabym szczęśliwa. Płakałam każdej nocy. Co dnia próbowałam pogodzić się z tym co mnie czeka, ale nie potrafiłam. Zbyt dużo poświęciłam. Dałam im całą siebie. A co miałam w zamian? Niczego nie potrzebowałam. Wystarczyło mi, że były i to dawało mi siłę. Tak mijało wiele dni, w niepewności, strachu, bólu... Nadszedł dzień kiedy uświadomiłam sobie, że muszę to uratować bez względu na to jaką cenę przyjdzie mi zapłacić.
Warto znów je odzyskać. Postanowiłam stać się przeciwieństwem prawdziwej mnie. Chciałam być silna, nieustępliwa, odważna. Ukryłam strach i ból. Teraz by odzyskać to co jest całym moim światem musiałam być gotowa na wszystko, nie mogłam się poddać. Gdyby one odeszły straciłabym część siebie. Nieodwracalnie coś we mnie by umarło na zawsze, coś jak myślę najlepszego, moja najlepsza część. Nie umiałabym żyć bez kawałka serca, dlatego musiałam uratować to co nieodwracalnie chyliło się ku upadkowi. Widziałam, że to będzie trudne, ale nie mogłam stać bezczynnie. Ruszyłam by walczyć o swoje życie.
Warto znów je odzyskać. Postanowiłam stać się przeciwieństwem prawdziwej mnie. Chciałam być silna, nieustępliwa, odważna. Ukryłam strach i ból. Teraz by odzyskać to co jest całym moim światem musiałam być gotowa na wszystko, nie mogłam się poddać. Gdyby one odeszły straciłabym część siebie. Nieodwracalnie coś we mnie by umarło na zawsze, coś jak myślę najlepszego, moja najlepsza część. Nie umiałabym żyć bez kawałka serca, dlatego musiałam uratować to co nieodwracalnie chyliło się ku upadkowi. Widziałam, że to będzie trudne, ale nie mogłam stać bezczynnie. Ruszyłam by walczyć o swoje życie.
11.03.2013
Burza
Siedziałam na kanapie czytając książkę. Na zewnątrz była istna wojna żywiołów. Wiatr niemiłosiernie szarpał drzewami, które uderzały o szyby niczym widma próbujące dostać się do środka.
Deszcz głośno uderzał o parapet a ja gdy przerwałam na chwilę swoją lekturę wsłuchiwałam się w ten smutny płacz nieba. Ciszę panującą wokół mnie co chwilę przerywały głośne gromy, a w niezmierzoną ciemność wdzierały się błyskawice rozświetlające wieczorne niebo. Kominek i parę świec oświetlało dom na tyle bym mogła czytać. Usłyszałam głośne stukanie. Przerwałam nagle lekturę i zaniepokojona rozejrzałam się. Pomyślałam, że to pewnie tylko gałęzie uderzające o dach przy mocnych porywach wiatru. Szybko wróciłam do książki. Chwilkę później znów usłyszałam donośny łomot głośniejszy od poprzedniego. Znów przerwałam czytanie. Tym razem postanowiłam sprawdzić źródło dźwięku. Byłam pewna, że to nie gałęzie. Chwyciłam za jedną ze świec i ruszyłam na obchód mojego domu. Przeszłam jadalnię, kuchnię, a teraz przechodziłam przez korytarz do dalszej części pokoju. Gdy tym razem usłyszałam głośne uderzenia podskoczyłam. Po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że ktoś dobija się do moich drzwi od kilku minut. Podeszłam do nich i uchyliłam by sprawdzić kto tam jest. Gdy tylko zobaczyłam osobę, która za nimi stała otwarłam je całkowicie dla wdzierającego się wraz z nią wiatru i deszczu. To był naprawdę niespodziewany gość. W moich drzwiach w środku tej nawałnicy stał Kamil. Był cały mokry od deszczu, który teraz zlewał się po jego twarzy.
- Hej - powiedział cicho próbując się uśmiechnąć.
- Wchodź!- rzuciłam chwytając go za przedramię, ale on stał nadal za drzwiami bez zamiaru ruszania się z miejsca.
- Nie- odparł chwytając moją rękę - Najpierw chcę żebyś coś wiedziała.- powiedział spoglądając swoimi czekoladowymi oczami na mnie. Zrobił krok na przód nie przekraczając jeszcze progu. Lewą ręką pogłaskał mnie delikatnie po policzku, ale szybko ją cofnął. Gdy jego dłoń dotykała mojej twarzy jak w transie wpatrywałam się w niego czując jak lekko cała drżę od jego dotyku. Kiedy cofnął ręke szybko wróciłam do rzeczywistości.
- Co się stało? O co chodzi? Kamil powiedz..- prosiłam i pytałam mojego przyjaciela.
-Zerwałem z Wiktorią- odpowiedział jakby nigdy nic nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego.
- Ale.. dlaczego? Jak to? Co się stało?- powtarzałam zdziwiona. Nie spodziewałam się tego. Jeszcze wczoraj byli szczęśliwi, a dziś wszystko się skończyło?
- Zrozumiałem, że nie tego szukam- rzekł z lekkim uśmiechem na ustach.
- A czego?- zapytałam odruchowo - A raczej kogo?- poprawiłam się - Przecież ci zależało, wciąż ci zależy- dodałam
- Tak, ale nie tak jak wcześniej. Teraz wiem kogo szukam- powiedział Kamil na chwilę spuszczając wzrok
- Powiedz mi- poprosiłam cicho. - Chyba po to tu przyszedłeś prawda?
- Tak tym razem jestem pewien- chwycił mnie za rękę i zbliżył się. Znów patrzył mi w oczy. Cała drżałam czekając z niecierpliwością na to co zaraz miało się stać.
Chwycił mnie za rękę, a druga odsunął włosy z mojej twarzy.
- Kocham Cię.- szepnął. Te dwa słowa jak słodka melodia zawisła między nami, dopóki mnie nie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i zdałam sobie sprawę co własnie się stało. Osoba będąca całym moim życiem, sercem odwzajemnia moją miłość.
Deszcz głośno uderzał o parapet a ja gdy przerwałam na chwilę swoją lekturę wsłuchiwałam się w ten smutny płacz nieba. Ciszę panującą wokół mnie co chwilę przerywały głośne gromy, a w niezmierzoną ciemność wdzierały się błyskawice rozświetlające wieczorne niebo. Kominek i parę świec oświetlało dom na tyle bym mogła czytać. Usłyszałam głośne stukanie. Przerwałam nagle lekturę i zaniepokojona rozejrzałam się. Pomyślałam, że to pewnie tylko gałęzie uderzające o dach przy mocnych porywach wiatru. Szybko wróciłam do książki. Chwilkę później znów usłyszałam donośny łomot głośniejszy od poprzedniego. Znów przerwałam czytanie. Tym razem postanowiłam sprawdzić źródło dźwięku. Byłam pewna, że to nie gałęzie. Chwyciłam za jedną ze świec i ruszyłam na obchód mojego domu. Przeszłam jadalnię, kuchnię, a teraz przechodziłam przez korytarz do dalszej części pokoju. Gdy tym razem usłyszałam głośne uderzenia podskoczyłam. Po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że ktoś dobija się do moich drzwi od kilku minut. Podeszłam do nich i uchyliłam by sprawdzić kto tam jest. Gdy tylko zobaczyłam osobę, która za nimi stała otwarłam je całkowicie dla wdzierającego się wraz z nią wiatru i deszczu. To był naprawdę niespodziewany gość. W moich drzwiach w środku tej nawałnicy stał Kamil. Był cały mokry od deszczu, który teraz zlewał się po jego twarzy.
- Hej - powiedział cicho próbując się uśmiechnąć.
- Wchodź!- rzuciłam chwytając go za przedramię, ale on stał nadal za drzwiami bez zamiaru ruszania się z miejsca.
- Nie- odparł chwytając moją rękę - Najpierw chcę żebyś coś wiedziała.- powiedział spoglądając swoimi czekoladowymi oczami na mnie. Zrobił krok na przód nie przekraczając jeszcze progu. Lewą ręką pogłaskał mnie delikatnie po policzku, ale szybko ją cofnął. Gdy jego dłoń dotykała mojej twarzy jak w transie wpatrywałam się w niego czując jak lekko cała drżę od jego dotyku. Kiedy cofnął ręke szybko wróciłam do rzeczywistości.
- Co się stało? O co chodzi? Kamil powiedz..- prosiłam i pytałam mojego przyjaciela.
-Zerwałem z Wiktorią- odpowiedział jakby nigdy nic nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego.
- Ale.. dlaczego? Jak to? Co się stało?- powtarzałam zdziwiona. Nie spodziewałam się tego. Jeszcze wczoraj byli szczęśliwi, a dziś wszystko się skończyło?
- Zrozumiałem, że nie tego szukam- rzekł z lekkim uśmiechem na ustach.
- A czego?- zapytałam odruchowo - A raczej kogo?- poprawiłam się - Przecież ci zależało, wciąż ci zależy- dodałam
- Tak, ale nie tak jak wcześniej. Teraz wiem kogo szukam- powiedział Kamil na chwilę spuszczając wzrok
- Powiedz mi- poprosiłam cicho. - Chyba po to tu przyszedłeś prawda?
- Tak tym razem jestem pewien- chwycił mnie za rękę i zbliżył się. Znów patrzył mi w oczy. Cała drżałam czekając z niecierpliwością na to co zaraz miało się stać.
Chwycił mnie za rękę, a druga odsunął włosy z mojej twarzy.
- Kocham Cię.- szepnął. Te dwa słowa jak słodka melodia zawisła między nami, dopóki mnie nie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i zdałam sobie sprawę co własnie się stało. Osoba będąca całym moim życiem, sercem odwzajemnia moją miłość.
9.03.2013
Szansa
-Dlaczego z
nim jesteś?- zapytał. Już rozchyliłam wargi by móc mu wyjaśnić to wszystko, ale
zamarłam. Na usta cisnęło mi się milion wytłumaczeń, ale kiedy już chciałam
powiedzieć chociaż jedno z nich dochodziłam do wniosku, że jest bezsensu, a
wtedy znikało z mojej głowy. Tak naprawdę nie miałam wyjaśnienia. Zwyczajnie
tego nie wiedziałam.
-Nie
wiem...-przyznałam w końcu spuszczając głowę. Tylko jedna myśl pozostała, tylko
jedno wyjaśnienie. –Chyba dlatego, że osoba, którą rzeczywiście kocham nigdy pewnie
nie myślała o mnie w ten sposób, w który ja myślę o niej... –dodałam szeptem.
–Pomyślałam że on będzie szczęśliwy, a ja...
-A Ty? A Ty
jesteś szczęśliwa? –zapytał palcami delikatnie podnosząc mi głowę bym spojrzała
w jego oczy. Były niczym dwa błyszczące bursztyny, które ktoś przypadkowo
umieścił tam zamiast oczu. Ich kolor był nieziemski. Wpatrywałam się w niego
nie wiedząc co mogę mu powiedzieć, co powinnam i co przemilczeć. Chciałam
powiedzieć mu wszystko, ale nie mogłam. Aż za dobrze o tym wiedziałam.
-Chciałam go
tylko uszczęśliwić. –powtórzyłam tylko cicho. –On i tak mnie nie kocha... On
już wybrał... tylko nie mnie. – mówiąc to spuściłam wzrok, ale nie pozwoliłam
sobie na płacz.
-A jeśli on
jest w tej samej sytuacji? –zapytał znowu.
-Nie jest...
–wyszeptałam. –Jeśli tak myśli to powiedz mu, że się myli. Nie wie jak to jest
każdego dnia widzieć kiedy jest szczęśliwy w swoim życiu, życiu, w którym ja
nie istnieję... – kiedy to powiedziałam nie powstrzymałam łez , które powoli
wędrowały po moich policzka w końcu spadając i rozbijając się o ziemię niczym
kawałki mojego serca przez cały ten czas.
-Jesteś tego
pewna?
-Dałbyś,
osobie którą kochasz umrzeć?
-Myślę, że
nie wiedział, że umierasz... Nie wiedział, że cierpisz... Chyba zawsze myślał,
że dla Ciebie jestem nikim... –wyszeptał a jego ręka musnęła moje palce. –
Czemu nic mu nie powiedziałaś?
Mówił tak
jakby był pewien, że to On. Pewien, że chce to usłyszeć. Tylko ja nie wiem czy powinnam mu mówić. Co się
stanie? Co on zrobi? A może wcale o tym nie wie? Biłam się z myślami co zrobić.
-To nie ma
sensu. –odparłam.
-Nie dowiesz
się jeśli nie spróbujesz, wiesz? Po prostu mu powiedz. Czy to nie jest warte
ryzyka? –dodał i delikatnie się uśmiechnął. Mówił do mnie tak jakby wiedział co
chce powiedzieć i jakby chciał to usłyszeć. Warto ryzykować?
***
-Powiedz mu,
nigdy nie wiadomo. –zachęciłem. Czekałem w ciszy na jej odpowiedź. Takie proste
słowa do wypowiedzenia. Chciałem wierzyć, że mam rację, że to nie jakaś wielka
pomyłka. Wciąż tkwiła we mnie niepewność, ale tak bardzo pragnąłem wierzyć w
to, że mam racje, że zeszła na drugi plan. Gdyby to się stało... to... to
byłoby zbyt pięknie... Serce biło mi jednak coraz szybciej w oczekiwaniu na coś
co mogło albo złamać mi serce albo uszczęśliwić mnie.
***
Popatrzyłam
w jego oczy. Tak bardzo chciałam mu powiedzieć, ale co będzie potem. To że
zachęca mnie bym to wyznała nie oznacza, że on też to czuje. Czy warte to jest
ryzyka? Na pewno.
-Ja.. – już rozchyliłam
usta by powiedzieć jego imię i nagle czułam jakby ktoś ścisnął ręce na mojej
szyi tak mocno by słowa nie mogły się wydostać. Jakby ktoś nie chciał bym mogła
mu to powiedzieć. Nie potrafiłam wymówić nawet jednego słowa, a co dopiero
powiedzieć mu, że mi na nim zależy. Poczułam suchość w gardle. Próbowałam coś
mówić, ale nie mogłam. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że to jedyna szansa.
-Ja nie
potrafię... –wyszeptałam w końcu marnując jedyna szansę jaką miałam by
powiedzieć mu jak bardzo go kocham.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)