26.01.2013

Arystokrata -rozdział II


Nareszcie miałam czas dla siebie. Dobrze wiedziałam gdzie się udać. Szłam długą alejką wzdłuż, której rosły klony. Przyglądałam się jak ich kolorowe liście opadały na ziemię tworząc długi dywan o nieziemskich kolorach pod moim stopami. Jego barwy od intensywnego szkarłatu przez mandarynkowe pomarańcze aż po delikatne żółcie sprawiały wrażenie jakby były tu tylko dla mnie. Z daleka widziałam już wejście do mojej ulubionej kawiarni. Cichej i spokojnej. Mogłam tam spokojnie czytać, myśleć, pisać… Gdy tylko przekroczyłam jej próg uderzył mnie zapach świeżo zmielonej kawy. Uwielbiałam go. Było tam tak przytulie i ciepło. „Moje zacisze” pomyślałam spoglądając na miejsce gdzie zwykle przesiadywałam. Niewielki stolik z dwoma kanapami naprzeciw siebie zaraz obok okna. Zamówiłam to co zwykle i usiadłam \tam gdzie zawsze. Lubiłam tę rutynę. Nie wiem czemu, ale tu naprawdę czułam się jak w domu. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać napawając się spokojem, ale wiadomo, że z moim szczęściem nie będzie to trwać zbyt długo.

-Witaj.-usłyszałam znajomy głos, choć jakże irytujący.

-Znowu Ty? – zapytałam okazując moja „radość” na widok mojego kiblowego znajomego.

-Widzę, że się cieszysz. –odparł i uśmiechnął się. – pozwól o Pani, że się dosiądę. –dodał i uśmiechnął się rozkładając się na kanapie naprzeciw mnie.

-Śledziłeś  mnie czy jak? – zapytałam zastanawiając się jak mnie tu znalazł.

-Nie, skąd ten pomysł? – odparł sarkastycznie.

-Idiota.. – rzuciłam wracając do mojej lektury. Uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony.

-O co Ci chodzi? –zapytał trochę zirytowana

-O nic. – odparł wypijając łyk kawy. Zauważyłam że zamówił tę samą co ja. Widać lubimy tę samą kawę, to ciekawe. Nie wiem czemu uśmiechnęłam się do siebie kiedy to zobaczyłam. Po czym zorientowałam się, że wypił łyk mojej!

-Wkurzasz mnie! – powiedziałam na chwilę przerywając czytanie i patrząc na niego.

-Wiem. -odparł i uśmiechnął się przeczesując włosy.

-Skąd się tu wziąłeś? –zapytałam przyglądając się mu.  

-Przyszedłem na kawę. Dość często tu bywam. Zwykle tylko kupuję kawę i wychodzę, ale tym razem musiałam przyjść poirytować Ci gdy tylko zauważyłem, że tu jesteś.

-Dziwne, że się wcześniej nie spotkaliśmy. Jestem tu prawie codziennie. – odparłam znów otwierając książkę.

-Tak, szkoda.- przyznał przyglądając się pejzażowi za oknem. Teraz próbowałam  nie zwracać na niego jakiejkolwiek uwagi.

-Ej! Nie lubię być ignorowany. – odparł i orientując się, że taki mam właśnie zamiar. –Co czytasz? –zapytał wyrywając mi książkę.

-Oddawaj to! –krzyknęłam i mimo małej złości ze to, że to zrobił uśmiechnęłam się. 

-„Pył unosi się na pustej drodze, ale tędy nikt nie szedł. Jeden wiatr co omiata sobą wszystko
Robi nadzieję. Upadli aniołowie toczą mętnym wzrokiem wokół siebie. Za dużo bólu, za dużo smutku, za dużo śmierci, A to pokolenie aniołów bez miłości.” –wyrecytował na głos. –Fajne. – dodał i posłał mi swój uśmiech, ale nie wiedzieć czemu ten był inny niż wszystkie.

-Więcej nie przeczytasz! –rzuciłam wyrywając mu książkę z ręki.

-To musi być dobra książka. –powiedział.

-Nie dal takich jak Ty. –odparłam niby od nie chcenia.

-Zdziwiła byś się co czytam.-odrzekł biorąc kolejny łyk kawy.

-Wątpię…

-Lubię wszystkie rodzaje książek. Lubię książki Zafona. Chyba najbardziej „Grę Anioła”.

„Uwielbiam tę książkę…” pomyślałam i mimo wolnie się uśmiechnęłam. Jak ktoś taki jak on może doceniać dobrą literaturę?

-Lubię też dobre filmy no i oczywiście uwielbiam kiedy się wściekasz. – dodał i spojrzał mi w oczy. Pierwszy raz nasze spojrzenia naprawdę się spotkały. Miał takie intensywnie niebieskie oczy niczym głębia oceanu. Chciałam w nim utonąć, teraz. Nigdy takich nie widziałam czegoś takiego. Idealnie komponowały się z jego lekko rozczochranymi włosami.

-Choć nie gorzej wyglądasz uśmiechnięta. –odparł wybudzając mnie z tego transu. W jego głosie nie wiem czemu nie słyszałam już aroganckiego dupka tylko kogoś zupełnie innego. Na chwilę zapomniałam jak bardzo mnie irytuje, a pomyślałam ile radości mi daje, z czego nie zdawałam sobie sprawy wcześniej. 

-Gdzie chodzi do szkoły?- zapytałam w końcu po chwili milczenia.

-Nie chcesz wiedzieć. –rzucił chcąc chyba jak najszybciej zakończyć temat, ale tylko sprawił, że byłam jeszcze bardziej ciekawa.

-Owszem chcę, powiedz. –nalegałam.

-A gdzie ty chodzisz? – zapytał przewracając oczami.

-Do św. Bartłomieja. –powiedziałam i napiłam się kawy. Szkoła św. Bartłomiej była drugą najlepszą szkołą w mieście. Drugą, bo w przeciwieństwie do Kościuszki była szkołą państwową. Jednak poziom był niesamowicie wysoki.

-No teraz twoja kolej. –zachęciłam.

-Chodzę do Kościuszki. –odparł. Kiedy to usłyszałam o mało nie wyplułam na niego kawy. Zatkało mnie. Dostanie się do św. Bartłomieja było nie lada wyczynem, ale dostanie się do Kościuszko graniczyło z cudem. Trzeba było być geniuszem, bogatym geniuszem.

-Mówiłem, że nie chcesz wiedzieć. –odrzekł widząc moją reakcję. Przez chwile siedzieliśmy w ciszy.

-Wiesz, że ja nadal nie wiem jak masz na imię? –zagadnął.

-Ja twojego imienia też nie znam.-powiedziałam wzruszając ramionami.

-To dowiem się tego czy nie?

-Jeśli chcesz wiedzieć zgadnij.

- Hmmm… Może Hermiona?

-Skąd ten pomysł? Wyglądam jakbym uczęszczała do Hogwartu?- zaśmiałam się.

-Wyglądasz równie inteligentnie i jesteś chyba równie irytująca. –odparł uśmiechając się trochę tajemniczo.

-Więc jestem Hermioną Granger?

-Wolisz być Leia ze „Star Wars”? –spytał ironicznie.

-Już wole Hermionę…

-Wiesz myślę, że idealne imię dla Ciebie to Alicja, w krainie czarów.

-To brzmi ciekawie…

-Ale dla mnie to chyba zostaniesz Cruellą De Mon.-rzucił nagle znów stając się taki jak wcześniej. Jak widać zrzucił swoja maskę tylko na chwilę.

-Ej! –powiedziałam i spróbowałam trzepnąć go książką, ale niestety zdążył uciec. Oboje uśmiechnęliśmy się rozbawieni.

-Ty jesteś osłem ze Shreka. –odezwałam się w ramach odwetu.

-A nie bliżej mi raczej do Indiana Jonesa? –zapytał parodiując go. -Albo chociaż na Jamesa Bonda? –dodał poprawiając włosy. –Jestem Bond, James Bond. -powiedział udając postać starając się naśladować jego brytyjski akcent, co zabawnie mu wszyło. Zaczęłam się śmiać, po chwili on śmiał się razem ze mną.

-Ewentualnie mógłbyś być Malfoyem. –powstrzymałam kolejny napad śmiechu.

-A nie Harrym? –zaraz zaczął go udawać biorąc do ręki wykałaczkę i machając nią niczym różdżką wymawiał różne zaklęcia.

-Alohomora! Crucio! Expecto patronum! Wingardium leviosa!

Śmiałam się coraz bardziej. W końcu oboje pękaliśmy ze śmiechu. Usłyszałam dźwięk telefonu. Kiedy zobaczyłam kto dzwoni w sekundę przestałam się śmiać.

-Poczekaj chwilę. –rzuciłam odchodząc na chwilę.-Przepraszam.

Odebrałam.

-Zgadnij o co chodzi.- usłyszałam głos matki.

-Powiedz. –ucięłam krótko.

-Powiem. Jeszcze jedno zerwanie z lekcji i ostrzegam będzie z tobą źle. –zagroziła.

„Serio może być gorzej?” pomyślałam.

-Za 10 minut w domu. –zakończyła rozmowę. Spojrzałam jeszcze raz na ekran telefonu nim ruszyłam spowrotem do stolika.

-Musze już… -zaczęłam mówić kiedy zbliżałam się do stolika. Nagle zorientowałam się, że zniknął. Na stoliku obok mojej kawy leżała babeczka z górą lukru i małą karteczką, na której napisał „Do zobaczenia Alicjo z krainy upadłych aniołów” i numer komórki. "Znika tak samo szybko jak się pojawia.." pomyślałam. 


 

24.01.2013

Miłość przez facebooka


Była już noc. Ksieżyc zalewal swym delikatnym światlem ulice. Drugą godzinę ślepo wpatrywałam się w puste onkno rozmowy na fejsie. Nie wiem dlaczego za każdym razem kiedy w mojej głowie już układa się idealna rozmowa zamiast napisać kasuję wszystko. Odwróciłam na chwilę wzrok i zamknęłam oczy. Usłyszałam dźwęk sms'a. Pomyślałam, że to tylko moja koleżanka zapyta o lekcję albo czy się spotkamy.

"Hej mogę napisać?" brzmiała wiadomość. Nie znałam tego numeru, ale co szkodziło mi odpisać.

"Już napisałeś, wiesz?" napisalam w odpowiedź na tajemniczą wiadomość.

"Więc zrobię to jeszcze raz" przeczytałam juz po chwili odpowiedź. Wtedy w pustym oknie rozmowy ujrzałam wiadomość. Trzy proste litery układające się w proste słowo, które i tak wywołało u mnie niesamowitą radość i zdziwienie. To był jego numer? Niespodziewałam się, że kiedykolwiek będziemy ze sobą rozmawiać choć bardzo tego chciałam. Szybko odpisałam to samo. Nie chciałam żeby czekał.

"Chyba nie spodziewałaś się, że to ja? Jeśli nie chcesz ze mną pisać nie musisz spoko."

 "Nie idź, proszę" odpisałam szybko. Nie mogłam zmarnować takiej okazji jeśli już się nadarzyła. Tak bardzo chciałam zacząć te rozmowę, ale nie umiałam. On potrafił.

"Czyli chcesz ze mną pisać?" zapytał.

"Bardzo :) " napisałam uśmiechając się sama do siebie.

"Cieszę się :) Bardzo chciałbym Cię poznać"

Chciałam napisać, że powiem mu wszystko co chce wiedzieć byle by dał mnie poznać siebie, ale zbyt się bałam. Chwilę myślałam co napisać. W końcu z pierwotnej wersji zostało z tego tylko:

"Co chcesz o mnie wiedzieć?"

"Jeśli jest taka opcja to wszystko ;)"

"Jest taka opcja ^^ ale może najpierw coś prostego. Co powiesz pytanie za pytanie? Ty zaczynasz."

"Mnie pasuje. Co robisz w wolnym czasie?"

"Hmmm... Dużo słucham muzyk, tańczę i i piszę"

"Piszesz? :P A dane mi będzie przeczytać te cuda? :)"

"W swoim czasie na pewno ;D ale teraz moja kolej! Co lubisz jeść?"

Nie umiałam wymyślić jak na razie lepszego pytania. No bo o co miałabym zapytać?

"Dobre pytanie :) Jestem wszystkożercą moja droga :P Ale jedyna zasada dotycząca jedzenia, którą wyznaję to jeść z kimś ;D Ja nie lubię jeść samemu ;p wiem, że to dziwne ^^' "

"Czemu zaraz dziwne? No może trochę xD Ale każdy ma w sobie jakąś dziwną zasadę ;) Moją jest nie pisanie z obcymi chłopakami, wiesz?"

"Nie jestem już obcy! Znasz mój sekret! :D " napisał mi, a ja usmiechnęlam się na ten widok.

Tak zaczęliśmy rozmawiać. Puste okienko zapełniało się naszymi wiadomościami. Nie spotkaliśmy się ani razu. Ja trochę bałam się, że ten czar pryśnie z pierwszym spotkaniem,  on chyba również. Codziennie pisalismy do późna dowiadując się o sobie coraz więcej. Ja każdego dnia coraz bardziej cieszyłam się z tej znajomości. Tak bałam się ją zacząć, a teraz? Zastanawiam się co tak mnie przerażało. Był miły i zabawny. Kiedy choć na chwilę zauważał, że tracę humor rozsmieszał mnie. Tydzień później byliśmy już prawie przyjaciółmi. Tego dnia nie czułam się najlepiej pokłóciłam się z przyjaciółką i do tego dostałam pałe z fizyki. Kiedy usiadłam przed kompem  było późne popołudnie . Włączyłam facebook'a i od razu wyskoczyła mi wiadomość.

"Hej, jak dzień?"

Oczywiście była od niego.

"Cześć, nieźle jak na mój dzień."

"Coś sie stalo prawda?"

"Zgadłeś, ale nie chcę o tym na razie pisać... "

"A rozmawiać? :) "

Kiedy przeczytałam ostatnia wiadomość zdziwiłam się i od razu chciałam wiedzieć o co chodzi.

"Co? O co chodzi?"

"Zdziwisz się jeśli Ci powiem, że stoję pod twoim oknem i czekam na Ciebie?"

Po tej wiadomości podbiegłam do okna. Zobaczyłam go tam. Wysoki blondyn o brązowych oczach ubrany w lekko przetarte dżinsy i trampki. Nasze oczy od razu się spotkały. Uśmiechnął się i wstukał coś na klawiszach, a ja usłyszałam dźwięk oznajmiając nową wiadomość.

"Masz ochotę wyjść na spacer i obgadać to? Łap jakąś kurtkę i chodź tu ;D "

Ani chwili nie zastanawiałam się tylko chwyciłam skórzaną kurtkę z wieszaka i praktycznie wybiegłam na dwór. Mamie rzuciłam coś żeby się nie martwiła biegnąc schodami w dół. Zatrzymalam się jednak przed głównymi drzwiami. Mimo, że moją ręka już naciskała klamkę cofnęłam ją. "A co jeśli to się nie uda? Jeśli teraz wyjdę i to wszystko zniknie? Jeżeli zrobię coś nie tak? Jeżeli palnę coś głupiego? "

-Zepsuję to?- wyszeptałam do siebie wpatrując się w drzwi. Postanowiłam nie myśleć. Zanim zdążyłabym zmienić decyzję nacisnęłam klamkę. 

-Myślałem, że już nigdy nie wyjdziesz. -odparł z uśmiechem.  "Ja też." chciałam odpowiedzieć.

-Hej, -przywitałam go nieśmiało.

-Gdzie masz ochotę iść? -zapytał przeczesując włosy.

-Nie mam pojęcia...

-Czyż mógłbym dostać przyzwolenie aby zaprosić panienkę na lody? -powiedział udając poukładanego grzecznego dżentelmena. Uśmiechnęłam się szeroko. Próba mimo iż nieudana była za to  bardzo zabawna .

-Ależ oczywiście, szanowny pan otrzymuje pozwolenie zabrania mnie na lody. -odpowiedziałam. Chwycił mnie pod rękę.

-A więc chodźmy. -oznajmił ruchem ręki pokazując mi drogę. Rozmowa była . Ciągle się śmiałam. Chyba
własnie tego teraz potrzebowałam, śmiechu. Nagle o wszystkim zapomniałam. Kupiliśmy sobie po gałce lodów czekoladowych.  Potem nadeszła ta chwila milczenia po której zapytał:

-Więc powiesz mi co się stało?

Westchnęłam głęboko.

- Jeśli  chcesz wiedzieć... Bo pokłóciłam się z przyjaciółką i dostałam jeden z fizyki...

-Jeśli chcesz wytłumaczę Ci fizykę. Udało mi się w tym roku zrobić olimpiadę z fizyki. -zaproponował. Przytaknęłam. Chwile milczeliśmy.

 -Martwisz się tym... -stwierdził.








23.01.2013

Prośba do was :)

Mam prośbę do wszyskich was. Część z was napewno chciałaby lub przeżyła takie sytuacje, o których piszę. Chciałabym poznać wasze historie. :) Jeśli ktokowliek z was będzie chciało się tym podzielić. Proszę, piszcie na moje maila sosna120@op.pl. Każdy z was ma prawo do happyendu. Nawet tego wymyślonego. :)   Dziękuję każdemy z was, który napisze mi o swoim życiu i opisze swoją historię. A może ktoś ma jakieś pytania?

Proszę, powiedz mi jak to jest umierać?


Szłam przez mgłę. Moje nagie stopy delikatnie stąpały po gołej ziemi. Zdawało się, że czuję choćby jej najmniejsze drżenie. Miałam na sobie zwiewną i lekką białą sukienkę sięgającą mi do kolan. Delikatny ciepły wiatr muskał moją skórę. Nagle zobaczyłam dwie rozmazane postacie. Moje serce zaczęło bić szybciej. Przyspieszyłam kroku. Już po chwili biegłam w ich stronę. Cienie powoli stawały się większe. Im szybciej biegłam tym bardziej przypominały mi ludzi. Dwie osoby, chłopak i dziewczyna. Kiedy zbliżyłam się na tyle by móc przyjrzeć się ich twarzom moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa, a oddech zatrzymał się na kilka sekund. Upadłam. Moje serce zaczęło bić tak szybko jak nigdy. Czułam lekką panikę. On tam stał. Patrzył w jej oczy. Jej Oczy. Wzrok dziewczyny wydawał się pusty. W jego oczach zobaczyłam coś. Jakby iskrę kiedy na nią patrzył, ale jej wzrok był bez wyrazu. Wiedziałam, że jej nie zależy, po prostu nie wiedzieć czemu gdzies w środku byłam tego pewna. Stanęłam przed nim. Zasłoniłam dziewczynę i patrzyłam w jego oczy. Jednak on nie patrzył na mnie, tylko wciąż na nią pomimo tego że zasłoniłam mu widok dziewczyny jakby nie miało todla niego znaczenia. Bolało mnie to, bo wiedziałam, że nic dla niego nie znaczę. Tylko ona się liczyła. Poczułam łzy na policzku. Nie mogłam znieść tej sytuacji. Nie mogłam znieść tej myśli, że to nie ja się liczę. Odsunęłam się tak by nadal patrzył w oczy tamtej. Poczułam coś ciężkiego w mojej dłoni. Nóż. Ogarnęła mnie wściekłość. Furia. Ruszyłam w stronę tajemniczej dziewczyny. Stanęłam przed nią i spojrzałam w oczy. Nie myslałam nad niczym. Tylko jedna rzecz kolatała mi w głowie, "Niech cierpi".

-Poczuj mój ból… -wyszeptałam, a ostrze noża przeszło przez jej pierś i przeszyło serce. W jej oczach pojawiło się błaganie, błaganie o życie. Z rany powoli zaczęły wyciekać cieniutkie, a potem coraz większe stróżki szkarłatu. Stałam tak wciąż dopychając nóż głębiej i głębiej. Nie czułam współczucia, ona też go nie czuła raniąc mnie. Rządziła mną teraz tylko jedna rzecz. On. Uśmiechnęłam się szyderczo.

-Powiedz mi, proszę, jak to jest umierać co? Oj zapomniałam, przecież sama zabijałaś mnie od środka przez cały ten czas. Teraz wiesz jak to jest? – zapytałam cicho robiąc mały krok w jej stronę. Wyciągnęłam nóż z jej ciała . Byłam na tyle blisko by usłyszeć jej oddech. Moja twarz była zaledwie parę centymetrów od jej.

-Nawet go nie kochałaś… - odparłam z wściekłością i odepchnęłam ją na ziemię. Dokładnie słyszałam głuche uderzenie jej już prawie martwego ciała. Uklękłam obok niej. Widziałam krew sączącą się z jej nosa, ust i rany po nożu. Jej zwalniający oddech słyszałam doskonale. Powolne ruchy serca, z którego właśnie uchodziło życie. Uniosłam ostrze nad jej ciało. Moje ręce mimowolnie opadły, a nóż miękko zanurzył się w jej korpusie. Trochę krwi wytrysnęło z rany na mnie. Kolejny cios, i następny, potem znów to powtórzyłam. Każda kropla szkarłatnego płynu powoli wsiąkała w moją śnieżno białą sukienkę. Kolejny raz dźgnęłam ją. Z każdym uderzeniem moje furia rosła, a sukienka wciąż bardziej nasiąkała krwią. Zaczęłam krzyczeć. Z każdym dźgnięciem krzyczałam coraz głośniej. Gdy zadałam jej ostatni cios moja sukienka była cała z krwi, tak jak ostrze noża. Wstałam i ostatni raz popatrzyłam na jej zwłoki. Podeszłam w jego stronę. Stanęłam z nim twarzą w twarz. Zobaczyłam jego łzy powoli spadające na ziemię.

-Czy teraz coś dla Ciebie znaczę?!?- wykrzyknęłam patrząc na niego przez łzy, które napłynęły mi do oczu.-Kocham Cię, czy Ty tego nie rozumiesz?

Ale one nie reagował. Stał tam nadal w bezruchu. Wpatrywał się jej martwe ciało. Jakby nadal ją kochał, jakby kochał nawet to co z niej zostało. Nagle zrozumiałam co właśnie zrobiłam. Zabiłam ją. Nóż wypadł mi z ręki. Dobrze usłyszałam głuchy dźwięk uderzenia ostrza o ziemię . Z mojej sukienki wciąż kapała krew. Z moich oczu polały się łzy.

-Nie… -wyszeptałam do siebie.-Ja nie… To nie tak miało… Nie… - mówiłam z coraz większą rozpaczą.

-Przepraszam. – powiedziałam zapłakana chcąc chwycić go za rękę, ale on się odsunął. W jego oczach zobaczyłam nienawiść, nienawiść do mnie.

-Przepraszam…-powtórzyłam. Wciąż mierzył mnie wzrokiem. W końcu się odwrócił, a mnie ogarnęła bezdenna rozpacz, wstyd, poczucie winy i popełnionego błędu… wielkiego błędu…

-Przepraszam…- jeszcze raz powtórzyłam do siebie. W krótkiej chwili cała furia i gniew zamienił się w smutek i wyrzuty. Cała ta siła zniknęła. Nie mogłam ustać prosto. Upadłam na kolana.  On zaczął iść, daleko ode mnie, jak najdalej. Każdy jego krok był jak jeden cios w moje kruche serce. Każdy mocniejszy. Nie chciał mnie teraz znać. Co ja zrobiłam?

11.01.2013

Zawsze cię kochałam...


Stałam tam, sama… zresztą jak zawsze. Trzymałam się poręczy, wierząc że coœ to zmieni. Patrzyłam jak łzy spływają mi po policzkach i spadają do oceanu.
Tak.. stałam na mośœcie starając się to zakończyć. Słyszałam różne głosy, szepczące żebym to zrobiła. Myœlałam że już do końca oszalałam, pewnie tak było ale mnie już to zupełnie nie obchodziło. Patrzyłam w przepaśœć która wydawała się ciągnąć w wiecznośœć. Chciałam już się puœścić, zakończyć moje cierpienie lecz nagle ktoœ zaczął krzyczeć bym tego nie robiła. Podniosłam wzrok a tam stał….....On.
Jak zwykle idealnie ułożona grzywka, ta sama nie zmienna twarz po której teraz płynęły łzy. Minęły sekundy, które dla mnie były jak lata, a on stał już blisko mnie. Chciał mnie powstrzymać lecz na marne. Powiedziałam mu tylko kilka pustych już dla mnie słów: Zawsze cie kochałam… i puœściłam się.. leciałam w głębie oceanu. Woda pochłonęła mnie z przyjemnoœścią i nie chciała puœścić. Ale nawet nie walczyłam, nie chciałam już żyć. Opadając na dno traciłam resztki życia. I ten wiecznie oczekiwany na mnie moment wreszcie nastąpił…. Umarłam.

8.01.2013

Arystokrata - rozdział I

 
Znów nudna wycieczka do muzeum. Chodzenie do tak snobistycznej szkoły jak moja miało plusy, ale jednak ilość rzeczy wkurzających w takim miejscu przewyższa wszystko. Podlizujący się nauczyciele są nieznośni, uwierzcie mi na słowo. Moja nauczycielka omawiała właśnie jakiś obraz, to niby " dzieło sztuki". Dosłownie rzygałam z nudów...  Ale koniec końców byłam znienawidzona przez moich psorów i znana z mistrzowskiego wymigiwania się o tych arcynudnych zajęć no i kar za to ma się rozumieć. Nadażyła się właśnie na to okazja. Zobaczyłam całkiem sporą grupę zwiedzających, pewnie jakaś wycieczka. Gdy tylko profesorka odwróciła wzrok ja zniknęłam w tłumie ludzi. Byłam z siebie dumna, że po raz kolejny udało mi się uciec od tych idiotów. Nienawidziłam mojej szkoły. Jak moi rodzice mogli w ogóle pomyśleć, że to dobra szkoła dla mnie? Szybko wyminęłam całą grupę. Kiedy mijałam ostatnią osobę poczułam jak ktoś mocno popycha mnie w przód, a ja padam na ziemie jak długa, po czym na mojej głowie ląduje cała zawartość jakiegoś kubka w postaci coli. Szybko się pozbierałam. Przestraszyłam, że ktoś z mojej szkoły to widział. Nie dość że byłabym skończona towarzysko to jeszcze bym wpadła za zrywanie się. Nawet nie miałam siły opieprzyć kretyna, który załatwił mi rozmazany makijaż i pozlepiane mokre włosy. Szybko zmylam się do łazienki. Z daleka omijając grupę moich szkolnych kolegów i  nauczycielkę w końcu do niej dotarłam. Wiedziałam, że wyglądam jak potwór z tym rozmazanym makijażem. Przekroczyłam jej próg z wielką ulgą. Podeszłam do lustra i zaczęłam pudrować twarz. Nagle usłyszałam skrzypienie otwierających się drzwi i śmiech, który rozpoznałabym wszędzie. To była Wiktoria. Przyszła tu razem ze swoimi idiotycznymi  podwładnymi. Nie mogły mnie zobaczyć. Od razu by mnie wydały. Nie mogłam sobie pozwolić na taką wpadkę. Szybko wrzuciłam puder którego właśnie używałam do torebki i weszłam do kabiny jak najciszej zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na kiblu i podwinęłam nogi. Dla jasności nienawidziłyśmy się z Wiki od zawsze. To zołza, nie trawie jej. Uprzykrzamy sobie nawzajem życie od zawsze. Nagle zobaczyłam jej cień na ziemi podchodziła do drzwi toalety, w której się ukrywałam. Na chwile się zatrzymała i odwróciła do swoich "koleżanek" . Szybko i cicho chciałam przekręcić  zamek na wszelki wypadek, ale oczywiście był zepsuty. W tym momencie Wiktoria chwyciła klamkę. Szybko zrobiłam to samo. Gdy tylko ją nacisnęła, mocno pociągnęłam ją do siebie żeby nie mogła wejść.

-Co jest... - powiedziała i szarpnęła mocniej tak, że ledwo utrzymałam drzwi. Puściła klamkę.  Ja zrobiłam to dopiero po chwili, bo bałam się, że znów spróbuje otworzyć. Odetchnęłam z ulgą. Znów spojrzałam na klamkę. Cień jednej z jej podwładnych był tuż za drzwiami. Obserwowałam jak klamka opada. Prawie spadając na ziemię rzuciłam się żeby ja chwycić. W ostatniej chwili ją złapałam i powstrzymałam je przed zdemaskowaniem mojej ucieczki.  Na szczęście zdążyłam, ale tym razem nie puściłam jej póki nie usłyszałam jak wychodzą. Kiedy juz miałam zamiar wyjść znów dobiegł mnie hałas otwieranych drzwi i czyjeś kroki. Stanęłam i wyjrzałam ponad drzwiami kabiny kto jest w toalecie. Jak zobaczyłam stojącego tam wysokiego chłopaka to o mało nie krzyknęłam. Jak śmiał wejść do damskiej toalety? Był zwykłym zboczeńcem czy idiotą który nie widzi napisu " Toaleta damska" ? Strzelałam że idiotą. Chciałam zobaczyć jego twarz za nim zdecydowałabym się wyjść z kabiny. Próbowałam mu się przyjrzeć, ale nie mogłam. Wciąż stał do mnie tyłem. Stanęłam na ziemi, bo pomyślałam, że w końcu wyjść muszę bez względu czy on tu będzie czy nie. Oparłam się na chwilę o drzwi kabiny i zamknęłam oczy, by przygotować się na dobitne powiedzenie temu dziwnemu osobnikowi, że ma natychmiast opuścić to miejsce. Byłam tak zamyślona nad tym co mu powiem, że nie poczułam jak drzwi kabiny się otwierają. W jednej chwili znalazłam się na ziemi pod stopami tajemniczego chłopaka, który patrzył na mnie zdziwiony.

-Au..- powiedziałam cicho. - Co tak się patrzysz? Mógłbyś mi pomóc wstać. -rzuciłam do niego i wyciągając rękę żeby mógł mnie podnieść. Jeszce sekundę stał jak wryty po czym mocnym ruchem pomógł mi stanąć. Rozmasowałam swój łokieć, którym nieźle przywaliłam o ziemię przy tym upadku.

-Nic ci nie jest?- zapytał chcąc obejrzeć mój łokieć.

-Nie! Mógłbyś się do mnie nie zbliżać?!- powiedziałam podchodząc do lustra. - Jak ja wyglądam...-szepnęłam cicho do siebie oglądając swój rozmyty makijaż, ale chyba na tyle głośno by usłyszał.

-Jeśli mógłbym cos powiedzieć, to wyglądasz pięknie.- odparł wkładając ręce do kieszeni swoich ciemnych jeansów. Nosił marynarkę a pod nią prosta koszulkę z kilkoma guzikami na wysokości mostka. Była tak prześwitująca, że jak dla mnie równie dobrze mógł nie zakładać nic. Przez chwilę chciałam podziwiać jego, musze przyznać, niezłe ciało, ale szybko ocknęłam się przypominając sobie o fatalnym makijażu.

-Nie, nie mógłbyś.-odparłam szybko. - Co Ty tu w ogóle robisz? Jesteś zboczeńcem czy jak? To jest damska toaleta! Jesteś idiotą, który nie umie czytać? Nie widziałaś tabliczki?- dodałam próbując poprawiając sobie makijaż. Na jego twarzy zobaczyłam tylko rozbawianie.

-Zawsze taka jesteś? - zapytał ironicznie, bo doskonale znał odpowiedź.

-Tak! Idź stąd wreszcie!- powiedziałam już nieco zirytowana tą rozmową.

-A jeśli powiem, że nie?- zadał kolejne pytanie uśmiechając się do mnie.

-To sama cię stąd wyrzucę!- prawie krzyknęłam odwracając się do niego.

-Powodzenia..- powiedział opierając się o ścianę uśmiechając w ten swój arogancki irytujący sposób i wyciągnął z kieszeni fajki.

-Mógłbyś przy mnie nie palić!? - powiedziałam na chwile przestając malować rzęsy kiedy tylko przyłożył jednego papierosa do ust.

-Dlaczego? Ty nie palisz? - zapytał zapalając papierosa.

-Nie, to ohydne. - odparłam podchodząc do niego i gasząc mu fajkę.

-Ej! Mogłabyś nie gasić mi papierosa? Chciałem tylko zapalić.- powiedział.

-To nie zapalisz.- odpowiedziałam stanowczo.

-Jak sobie życzysz milady...- odparł i lekko się skłonił z ironicznym uśmiechem.

-Daruj sobie... - rzuciłam wracając  do poprawiania makijażu.

-Wyglądasz ślicznie gdy się złościsz, wiesz?- dodał przyglądając się mi.

-Nie interesuje mnie twoje zdanie wyjdziesz stad wreszcie? - zapytałam.

-Tylko jeśli mnie wyrzucisz, czekam. - odparł znów uśmiechając się arogancko.

-Wedle życzenia.- odpowiedziałam i zaczęłam brutalnie wypychać go z łazienki. Ciągle śmiał się ze mnie kiedy  wyrzucałam go za drzwi. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz spojrzałam na niego z satysfakcją i triumfem.

-Proszę bardzo.-powiedziałam. Przez jego lewe ramie zobaczyłam moja nauczycielkę, która szła w moja stronę.

-Dawaj marynarkę!- powiedziałam i praktycznie zerwałam ja z jego ramion. Szybko się nią okryłam i stanęłam jak najbliżej niego.

-Co to? - zapytał uśmiechając się z zdziwieniem. - Jaka zmiana, podoba mi się.-dodał i objął mnie.

-Nie pozwalaj sobie.- warknęłam cicho, ale on nie raczył mnie puścić. to była dosyć niezręczna dla mnie sytuacja.

-Poszła już? -zapytałam podnosząc głowę.

-Nikogo nie ma.- odparł.

-Uff.. -odetchnęłam z ulga odsuwając się od niego.- Następnym razem mógłbyś się opanować.- dodałam.

-To będzie następny raz? Super.- uśmiechnął się.

-Nie ciesz się tak- rzuciłam z irytacją.

-Na myśl o kolejnym spotkani z kimś tak miłym i nieprzeciętnym jak Ty.- powiedział przeczesując włosy.

-Nie jestem przekonana… Wolałabym żebyś omijał mnie z daleka nie lubię zadawać się ze ślepymi idiotami, którzy wchodzą do damskiego kibla.

On tylko się zaśmiał.

-Musze już iść żeby mnie nie nakryli .-odparłam i ruszyłam w stronę wyjścia muzeum.

-Ale jeszcze się zobaczymy? - krzyknął za mną.

-Może. -odpowiedziałam. Odwróciłam się ostatni raz spoglądając na niego. 
Dalej stał tam i usmiechal się do mnie. Kiedy zobaczył, że się odwróciłam skłonił sie tak samo jak chwilę temu w toalecie gdzie sie spotkaliśmy. "Idiota... " pomyslałam po raz ostatni i uśmiechnęłam się do niego. Odchodząc myślałam czy kiedykolwiek jeszcze na siebie wpadniemy...

4.01.2013

Niespodziewany przechodzień

Patrzyłam jak krople deszczu uderzają i spływają po szybie autobusu. Ze słuchawkami w uszach odcięłam się od świata. Ulewny deszcz odzwierciedlał moje uczucia. Ile to już? Miesiąc? Trzy? Czułam jakby to były lata. Jak to możliwe, że tak po prostu zniknął.Wciąż nie mogłam sie pogodzić z myślą, że to co było między nami znikło jakby nie było nic warte. Kiedy włożyłam ww to całą siebie on tak po prostu zniknął... Dlaczego? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi, nigdy tez jej nie dostanę. Melancholijna pogoda tylko pogarszała mój stan. Jedyne co teraz mogło mi pomóc to jego obecność. Wszystko waliło mi się na głowę, byłam rozbita, nie wiedziałam co mam zrobić. Szukać go? Tylko jak? Gdzie? Byłam bezsilna wobec całej sytuacji. Oglądałam pejzaż szarego świata, który nie istniał dla mnie w tej chwili. Był beznadziejny i nieobliczalny, w którym nie chciałam żyć. Przyglądałam się przechodniom, wyczekiwałam aby zobaczyć ich twarze z nadzieją ,że któraś należy do niego. Spojrzałam na wyświetlacz by puścić naszą ulubioną piosenkę. Muzyka obudziła we mnie wszystkie wspomnienia. Najbardziej kiedy miałam mu powiedzieć to, a on się nie zjawił. To było ostatnim, a jednocześnie najgorszym z mych wspomnień. Gdy znowu spojrzałam na zalany deszczem świat nie uwierzyłam temu co zobaczyłam. Nasze spojrzenia sie zeszły na sekundę, może dwie. Postać rozpoczęła bieg za autobusem ja zerwałam się z miejsca wprost do drzwi. Po chwili wjechałam na przystanek. Gdy tylko drzwi sie otworzyły wybiegłam jak postrzelona. To on? Daniel? Może to tylko złudzenie? Halucynacja? Zatrzymałam się i stałam z tymi myślami w bezruchu dopóki znów nie zobaczyłam jego postaci biegnącej w moją stronę. Rzuciłam sie na przeciw aby wpaść w jego ramiona. Chciałam po raz kolejny czuć jego dotyk, zapach i napawać się tym w nieskończoność. Nim się spostrzegłam trzymał mnie mocno w swoich ramionach, a z oczu ciekły mi łzy. Trzymałam go wtedy tak jakbym miała już nigdy nie puścić, jakby już na zawsze miał pozostać tylko mój. Nie wiem ile czasu upłynęło od chwili gdy znów byliśmy razem, ale w pewnym momencie odepchnęłam go i uderzyłam w twarz.
- Dlaczego?- wykrzyknęłam wściekła mimo morza łez.
- Maja...- szepnął - Spokojnie ja nie...
- Ty nie co? Nie chciałeś? Dobrze mnie znasz, wiedziałeś jak zareaguję. Mogłeś temu zapobiec- krzyknęłam wściekła z nienawiścią jakiej nigdy wcześniej nie czułam.
- Nie, nie mogłem. To nie...
- Wiesz co się ze mną działo?- przerwałam mu znowu. - Nie masz pojęcia co przeżywałam. Jak cierpiałam bez Ciebie. Nawet nie zdążyłam ci powiedzieć!- powiedziałam odwracając wzrok i czując kolejną falę łez, większą niż wszystkie poprzednie. Zakryłam twarz dłońmi by nie wiedział co się ze mną dzieje.
- Czego nie wiem? - zapytał spokojnie próbując chwycić mnie za rękę, ale jednym szybkim ruchem odepchnęłam ją. Od razu podjęłam decyzję. Bałam się co zrobi, ale mogło nie być innej chwili by dowiedział sie. Mimo łez miałam spokojny wyraz twarzy kiedy odwracałam się do Daniela.
- Jestem twoim przyjacielem, możesz powiedzieć mi wszystko. - powiedział próbując uśmiechnąć sie mimo swojego zdezorientowania.
- Pamiętasz jak mieliśmy sie spotkać wtedy w parku, kiedy nie przyszedłeś?- zapytałam z taką odwagą na jaką tylko było mnie stać w tej chwili.
- Tak, przepraszam - spuścił wzrok. Wyglądał jakby zaraz łzy miały zacząć płynąć z jego oczu.
- Nie miałem na to wpływu ,ja przepraszam.
- Daj mi dokończyć.- odparłam spokojniej.
I ja, i on drżeliśmy stojąc w strugach deszczu wpatrując się sobie w oczy.
- Zerwałeś ze mną kontakt, zostawiłeś bez słowa wyjaśnienia. Miałam ci coś wtedy powiedzieć, coś ważnego.
- Co takiego?- zapytał podnosząc się i prostując. - Tak, zostawiłem Cię, ale nie miałem na to wpływu, nie ja decydowałem. Wiesz, że nigdy bym Cię nie zostawił. Jestem twoim przyjacielem. Zastępowałem Ci wszystko, gdy tylko tego potrzebowałaś. Jestem dla ciebie jak brat,a ty jesteś mi siostrą.- powiedział jednym tchem nie dając mi dojść do słowa.
- Już nie jesteś tylko przyjacielem.- szepnęłam mając nadzieję, że zrozumie co mam na myśli. Zrobiłam krok w jego stronę, ostrożnie i powoli.
- Czyli kim jesteś? Wrogiem? - zapytał mnie tonem pełnym smutku. Również zrobił krok tyle, że pewniejszy od mojego.
- Możesz mnie nienawidzić, zrozumiem. Sprawiłem Ci przecież cierpienie i ból. Jeśli muszę odejdę, ale obiecaj, że nigdy mnie nie zapomnisz tak jak ja nie zapomnę Ciebie- rzekł i ruszył w drugą stronę pogrążony w rozpaczy jakiej nigdy u niego nie widziałam. Rzuciłam sie w jego stonę. Uchwyciłam jego ramię.
- Stój! Nie jesteś moim wrogiem, nie mogę nienawidzić osoby, którą kocham. - odparłam wpatrując sie w jego czekoladowe oczy z nadzieją. Potem zrobiłam coś czemu nie mogłam sie powstrzymać. To był pewny ruch, którego sama po sobie sie nie spodziewałam. Dotknęłam jego policzka ocierając jedną z jego łez i pocałowałam go. Staliśmy jak marmurowe posągi w strugach deszczu. Odcięci od świata. Jeszcze nie wiedziałam co odpowie, ale wiedziałam jedno. Kocham Go!


Wstęp

Cześć,

Zawsze na początku pisze się kilka słów o blogu. Więc będzie on o różnych opowiadaniach. Zazwyczaj będą się pojawiać jednoparty, ale z czasem pojawi się ciąg opowiadań, do których prologi i linki do części będziemy dodawać do zakładki z ich tytułami, a ich ciąg na stronie głównej. Postaramy się umieszczać notki systematycznie w każde wtorki i piątki. Nasze historyjki najczęściej mają charakter miłosny ale będą pojawiać się też o tematyce fantastycznej. Jest jedna autorka Sosna oraz ja czyli modernizatorka strony. Czasem może sie zdarzyć, że będzie coś ode mnie, ale nie często. Raczej będę zajmowała się wyglądem bloga itp. Będą sie także pojawiały opowiadania od kogoś z zewnątrz. Więcej informacji o nas znajdziecie w zakładce Autorki opowiadań. Zdajemy sobie sprawę z tego że będzie trudno zyskać oglądalność, ale z czasem mamy nadzieję, że zdobędziemy krąg swoich wielbicieli. Nię będę sie rozpisywać tylko po prostu zachęcam do czytania ! ; *