8.01.2013

Arystokrata - rozdział I

 
Znów nudna wycieczka do muzeum. Chodzenie do tak snobistycznej szkoły jak moja miało plusy, ale jednak ilość rzeczy wkurzających w takim miejscu przewyższa wszystko. Podlizujący się nauczyciele są nieznośni, uwierzcie mi na słowo. Moja nauczycielka omawiała właśnie jakiś obraz, to niby " dzieło sztuki". Dosłownie rzygałam z nudów...  Ale koniec końców byłam znienawidzona przez moich psorów i znana z mistrzowskiego wymigiwania się o tych arcynudnych zajęć no i kar za to ma się rozumieć. Nadażyła się właśnie na to okazja. Zobaczyłam całkiem sporą grupę zwiedzających, pewnie jakaś wycieczka. Gdy tylko profesorka odwróciła wzrok ja zniknęłam w tłumie ludzi. Byłam z siebie dumna, że po raz kolejny udało mi się uciec od tych idiotów. Nienawidziłam mojej szkoły. Jak moi rodzice mogli w ogóle pomyśleć, że to dobra szkoła dla mnie? Szybko wyminęłam całą grupę. Kiedy mijałam ostatnią osobę poczułam jak ktoś mocno popycha mnie w przód, a ja padam na ziemie jak długa, po czym na mojej głowie ląduje cała zawartość jakiegoś kubka w postaci coli. Szybko się pozbierałam. Przestraszyłam, że ktoś z mojej szkoły to widział. Nie dość że byłabym skończona towarzysko to jeszcze bym wpadła za zrywanie się. Nawet nie miałam siły opieprzyć kretyna, który załatwił mi rozmazany makijaż i pozlepiane mokre włosy. Szybko zmylam się do łazienki. Z daleka omijając grupę moich szkolnych kolegów i  nauczycielkę w końcu do niej dotarłam. Wiedziałam, że wyglądam jak potwór z tym rozmazanym makijażem. Przekroczyłam jej próg z wielką ulgą. Podeszłam do lustra i zaczęłam pudrować twarz. Nagle usłyszałam skrzypienie otwierających się drzwi i śmiech, który rozpoznałabym wszędzie. To była Wiktoria. Przyszła tu razem ze swoimi idiotycznymi  podwładnymi. Nie mogły mnie zobaczyć. Od razu by mnie wydały. Nie mogłam sobie pozwolić na taką wpadkę. Szybko wrzuciłam puder którego właśnie używałam do torebki i weszłam do kabiny jak najciszej zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na kiblu i podwinęłam nogi. Dla jasności nienawidziłyśmy się z Wiki od zawsze. To zołza, nie trawie jej. Uprzykrzamy sobie nawzajem życie od zawsze. Nagle zobaczyłam jej cień na ziemi podchodziła do drzwi toalety, w której się ukrywałam. Na chwile się zatrzymała i odwróciła do swoich "koleżanek" . Szybko i cicho chciałam przekręcić  zamek na wszelki wypadek, ale oczywiście był zepsuty. W tym momencie Wiktoria chwyciła klamkę. Szybko zrobiłam to samo. Gdy tylko ją nacisnęła, mocno pociągnęłam ją do siebie żeby nie mogła wejść.

-Co jest... - powiedziała i szarpnęła mocniej tak, że ledwo utrzymałam drzwi. Puściła klamkę.  Ja zrobiłam to dopiero po chwili, bo bałam się, że znów spróbuje otworzyć. Odetchnęłam z ulgą. Znów spojrzałam na klamkę. Cień jednej z jej podwładnych był tuż za drzwiami. Obserwowałam jak klamka opada. Prawie spadając na ziemię rzuciłam się żeby ja chwycić. W ostatniej chwili ją złapałam i powstrzymałam je przed zdemaskowaniem mojej ucieczki.  Na szczęście zdążyłam, ale tym razem nie puściłam jej póki nie usłyszałam jak wychodzą. Kiedy juz miałam zamiar wyjść znów dobiegł mnie hałas otwieranych drzwi i czyjeś kroki. Stanęłam i wyjrzałam ponad drzwiami kabiny kto jest w toalecie. Jak zobaczyłam stojącego tam wysokiego chłopaka to o mało nie krzyknęłam. Jak śmiał wejść do damskiej toalety? Był zwykłym zboczeńcem czy idiotą który nie widzi napisu " Toaleta damska" ? Strzelałam że idiotą. Chciałam zobaczyć jego twarz za nim zdecydowałabym się wyjść z kabiny. Próbowałam mu się przyjrzeć, ale nie mogłam. Wciąż stał do mnie tyłem. Stanęłam na ziemi, bo pomyślałam, że w końcu wyjść muszę bez względu czy on tu będzie czy nie. Oparłam się na chwilę o drzwi kabiny i zamknęłam oczy, by przygotować się na dobitne powiedzenie temu dziwnemu osobnikowi, że ma natychmiast opuścić to miejsce. Byłam tak zamyślona nad tym co mu powiem, że nie poczułam jak drzwi kabiny się otwierają. W jednej chwili znalazłam się na ziemi pod stopami tajemniczego chłopaka, który patrzył na mnie zdziwiony.

-Au..- powiedziałam cicho. - Co tak się patrzysz? Mógłbyś mi pomóc wstać. -rzuciłam do niego i wyciągając rękę żeby mógł mnie podnieść. Jeszce sekundę stał jak wryty po czym mocnym ruchem pomógł mi stanąć. Rozmasowałam swój łokieć, którym nieźle przywaliłam o ziemię przy tym upadku.

-Nic ci nie jest?- zapytał chcąc obejrzeć mój łokieć.

-Nie! Mógłbyś się do mnie nie zbliżać?!- powiedziałam podchodząc do lustra. - Jak ja wyglądam...-szepnęłam cicho do siebie oglądając swój rozmyty makijaż, ale chyba na tyle głośno by usłyszał.

-Jeśli mógłbym cos powiedzieć, to wyglądasz pięknie.- odparł wkładając ręce do kieszeni swoich ciemnych jeansów. Nosił marynarkę a pod nią prosta koszulkę z kilkoma guzikami na wysokości mostka. Była tak prześwitująca, że jak dla mnie równie dobrze mógł nie zakładać nic. Przez chwilę chciałam podziwiać jego, musze przyznać, niezłe ciało, ale szybko ocknęłam się przypominając sobie o fatalnym makijażu.

-Nie, nie mógłbyś.-odparłam szybko. - Co Ty tu w ogóle robisz? Jesteś zboczeńcem czy jak? To jest damska toaleta! Jesteś idiotą, który nie umie czytać? Nie widziałaś tabliczki?- dodałam próbując poprawiając sobie makijaż. Na jego twarzy zobaczyłam tylko rozbawianie.

-Zawsze taka jesteś? - zapytał ironicznie, bo doskonale znał odpowiedź.

-Tak! Idź stąd wreszcie!- powiedziałam już nieco zirytowana tą rozmową.

-A jeśli powiem, że nie?- zadał kolejne pytanie uśmiechając się do mnie.

-To sama cię stąd wyrzucę!- prawie krzyknęłam odwracając się do niego.

-Powodzenia..- powiedział opierając się o ścianę uśmiechając w ten swój arogancki irytujący sposób i wyciągnął z kieszeni fajki.

-Mógłbyś przy mnie nie palić!? - powiedziałam na chwile przestając malować rzęsy kiedy tylko przyłożył jednego papierosa do ust.

-Dlaczego? Ty nie palisz? - zapytał zapalając papierosa.

-Nie, to ohydne. - odparłam podchodząc do niego i gasząc mu fajkę.

-Ej! Mogłabyś nie gasić mi papierosa? Chciałem tylko zapalić.- powiedział.

-To nie zapalisz.- odpowiedziałam stanowczo.

-Jak sobie życzysz milady...- odparł i lekko się skłonił z ironicznym uśmiechem.

-Daruj sobie... - rzuciłam wracając  do poprawiania makijażu.

-Wyglądasz ślicznie gdy się złościsz, wiesz?- dodał przyglądając się mi.

-Nie interesuje mnie twoje zdanie wyjdziesz stad wreszcie? - zapytałam.

-Tylko jeśli mnie wyrzucisz, czekam. - odparł znów uśmiechając się arogancko.

-Wedle życzenia.- odpowiedziałam i zaczęłam brutalnie wypychać go z łazienki. Ciągle śmiał się ze mnie kiedy  wyrzucałam go za drzwi. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz spojrzałam na niego z satysfakcją i triumfem.

-Proszę bardzo.-powiedziałam. Przez jego lewe ramie zobaczyłam moja nauczycielkę, która szła w moja stronę.

-Dawaj marynarkę!- powiedziałam i praktycznie zerwałam ja z jego ramion. Szybko się nią okryłam i stanęłam jak najbliżej niego.

-Co to? - zapytał uśmiechając się z zdziwieniem. - Jaka zmiana, podoba mi się.-dodał i objął mnie.

-Nie pozwalaj sobie.- warknęłam cicho, ale on nie raczył mnie puścić. to była dosyć niezręczna dla mnie sytuacja.

-Poszła już? -zapytałam podnosząc głowę.

-Nikogo nie ma.- odparł.

-Uff.. -odetchnęłam z ulga odsuwając się od niego.- Następnym razem mógłbyś się opanować.- dodałam.

-To będzie następny raz? Super.- uśmiechnął się.

-Nie ciesz się tak- rzuciłam z irytacją.

-Na myśl o kolejnym spotkani z kimś tak miłym i nieprzeciętnym jak Ty.- powiedział przeczesując włosy.

-Nie jestem przekonana… Wolałabym żebyś omijał mnie z daleka nie lubię zadawać się ze ślepymi idiotami, którzy wchodzą do damskiego kibla.

On tylko się zaśmiał.

-Musze już iść żeby mnie nie nakryli .-odparłam i ruszyłam w stronę wyjścia muzeum.

-Ale jeszcze się zobaczymy? - krzyknął za mną.

-Może. -odpowiedziałam. Odwróciłam się ostatni raz spoglądając na niego. 
Dalej stał tam i usmiechal się do mnie. Kiedy zobaczył, że się odwróciłam skłonił sie tak samo jak chwilę temu w toalecie gdzie sie spotkaliśmy. "Idiota... " pomyslałam po raz ostatni i uśmiechnęłam się do niego. Odchodząc myślałam czy kiedykolwiek jeszcze na siebie wpadniemy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz