Szłam przez mgłę. Moje nagie stopy delikatnie stąpały po
gołej ziemi. Zdawało się, że czuję choćby jej najmniejsze drżenie. Miałam na
sobie zwiewną i lekką białą sukienkę sięgającą mi do kolan. Delikatny ciepły
wiatr muskał moją skórę. Nagle zobaczyłam dwie rozmazane postacie. Moje serce
zaczęło bić szybciej. Przyspieszyłam kroku. Już po chwili biegłam w ich stronę.
Cienie powoli stawały się większe. Im szybciej biegłam tym bardziej
przypominały mi ludzi. Dwie osoby, chłopak i dziewczyna. Kiedy zbliżyłam się na
tyle by móc przyjrzeć się ich twarzom moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa, a
oddech zatrzymał się na kilka sekund. Upadłam. Moje serce zaczęło bić tak szybko jak nigdy. Czułam lekką panikę. On tam stał. Patrzył w jej oczy.
Jej Oczy. Wzrok dziewczyny wydawał się pusty. W jego oczach zobaczyłam coś.
Jakby iskrę kiedy na nią patrzył, ale jej wzrok był bez wyrazu. Wiedziałam, że
jej nie zależy, po prostu nie wiedzieć czemu gdzies w środku byłam tego pewna. Stanęłam przed nim. Zasłoniłam dziewczynę i patrzyłam w jego
oczy. Jednak on nie patrzył na mnie, tylko wciąż na nią pomimo tego że
zasłoniłam mu widok dziewczyny jakby nie miało todla niego znaczenia. Bolało mnie to, bo wiedziałam, że nic dla niego
nie znaczę. Tylko ona się liczyła. Poczułam łzy na policzku. Nie mogłam znieść
tej sytuacji. Nie mogłam znieść tej myśli, że to nie ja się liczę. Odsunęłam
się tak by nadal patrzył w oczy tamtej. Poczułam coś ciężkiego w mojej dłoni.
Nóż. Ogarnęła mnie wściekłość. Furia. Ruszyłam w stronę tajemniczej dziewczyny.
Stanęłam przed nią i spojrzałam w oczy. Nie myslałam nad niczym. Tylko jedna rzecz kolatała mi w głowie, "Niech cierpi".
-Poczuj mój ból… -wyszeptałam, a ostrze noża przeszło przez
jej pierś i przeszyło serce. W jej oczach pojawiło się błaganie, błaganie o
życie. Z rany powoli zaczęły wyciekać cieniutkie, a potem coraz większe stróżki
szkarłatu. Stałam tak wciąż dopychając nóż głębiej i głębiej. Nie czułam
współczucia, ona też go nie czuła raniąc mnie. Rządziła mną teraz tylko jedna rzecz. On.
Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Powiedz mi, proszę, jak to jest umierać co? Oj zapomniałam,
przecież sama zabijałaś mnie od środka przez cały ten czas. Teraz wiesz jak to
jest? – zapytałam cicho robiąc mały krok w jej stronę. Wyciągnęłam nóż z jej
ciała . Byłam na tyle blisko by usłyszeć jej oddech. Moja twarz była zaledwie
parę centymetrów od jej.
-Nawet go nie kochałaś… - odparłam z wściekłością i odepchnęłam
ją na ziemię. Dokładnie słyszałam głuche uderzenie jej już prawie martwego
ciała. Uklękłam obok niej. Widziałam krew sączącą się z jej nosa, ust i rany po
nożu. Jej zwalniający oddech słyszałam doskonale. Powolne ruchy serca, z
którego właśnie uchodziło życie. Uniosłam ostrze nad jej ciało. Moje ręce
mimowolnie opadły, a nóż miękko zanurzył się w jej korpusie. Trochę krwi
wytrysnęło z rany na mnie. Kolejny cios, i następny, potem znów to powtórzyłam.
Każda kropla szkarłatnego płynu powoli wsiąkała w moją śnieżno białą sukienkę.
Kolejny raz dźgnęłam ją. Z każdym uderzeniem moje furia rosła, a sukienka wciąż
bardziej nasiąkała krwią. Zaczęłam krzyczeć. Z każdym dźgnięciem krzyczałam
coraz głośniej. Gdy zadałam jej ostatni cios moja sukienka była cała z krwi,
tak jak ostrze noża. Wstałam i ostatni raz popatrzyłam na jej zwłoki. Podeszłam
w jego stronę. Stanęłam z nim twarzą w twarz. Zobaczyłam jego łzy powoli
spadające na ziemię.
-Czy teraz coś dla Ciebie znaczę?!?- wykrzyknęłam patrząc na
niego przez łzy, które napłynęły mi do oczu.-Kocham Cię, czy Ty tego nie
rozumiesz?
Ale one nie reagował. Stał tam nadal w bezruchu. Wpatrywał
się jej martwe ciało. Jakby nadal ją kochał, jakby kochał nawet to co z niej
zostało. Nagle zrozumiałam co właśnie zrobiłam. Zabiłam ją. Nóż wypadł mi z
ręki. Dobrze usłyszałam głuchy dźwięk uderzenia ostrza o ziemię . Z mojej
sukienki wciąż kapała krew. Z moich oczu polały się łzy.
-Nie… -wyszeptałam do siebie.-Ja nie… To nie tak miało… Nie…
- mówiłam z coraz większą rozpaczą.
-Przepraszam. – powiedziałam zapłakana chcąc chwycić go za
rękę, ale on się odsunął. W jego oczach zobaczyłam nienawiść, nienawiść do
mnie.
-Przepraszam…-powtórzyłam. Wciąż mierzył mnie wzrokiem. W
końcu się odwrócił, a mnie ogarnęła bezdenna rozpacz, wstyd, poczucie winy i
popełnionego błędu… wielkiego błędu…
-Przepraszam…- jeszcze raz powtórzyłam do siebie. W krótkiej
chwili cała furia i gniew zamienił się w smutek i wyrzuty. Cała ta siła
zniknęła. Nie mogłam ustać prosto. Upadłam na kolana. On zaczął iść, daleko ode mnie, jak najdalej.
Każdy jego krok był jak jeden cios w moje kruche serce. Każdy mocniejszy. Nie
chciał mnie teraz znać. Co ja zrobiłam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz