Patrzyłam jak krople deszczu uderzają i spływają po szybie autobusu. Ze słuchawkami w uszach odcięłam się od świata. Ulewny deszcz odzwierciedlał moje uczucia. Ile to już? Miesiąc? Trzy? Czułam jakby to były lata. Jak to możliwe, że tak po prostu zniknął.Wciąż nie mogłam sie pogodzić z myślą, że to co było między nami znikło jakby nie było nic warte. Kiedy włożyłam ww to całą siebie on tak po prostu zniknął... Dlaczego? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi, nigdy tez jej nie dostanę. Melancholijna pogoda tylko pogarszała mój stan. Jedyne co teraz mogło mi pomóc to jego obecność. Wszystko waliło mi się na głowę, byłam rozbita, nie wiedziałam co mam zrobić. Szukać go? Tylko jak? Gdzie? Byłam bezsilna wobec całej sytuacji. Oglądałam pejzaż szarego świata, który nie istniał dla mnie w tej chwili. Był beznadziejny i nieobliczalny, w którym nie chciałam żyć. Przyglądałam się przechodniom, wyczekiwałam aby zobaczyć ich twarze z nadzieją ,że któraś należy do niego. Spojrzałam na wyświetlacz by puścić naszą ulubioną piosenkę. Muzyka obudziła we mnie wszystkie wspomnienia. Najbardziej kiedy miałam mu powiedzieć to, a on się nie zjawił. To było ostatnim, a jednocześnie najgorszym z mych wspomnień. Gdy znowu spojrzałam na zalany deszczem świat nie uwierzyłam temu co zobaczyłam. Nasze spojrzenia sie zeszły na sekundę, może dwie. Postać rozpoczęła bieg za autobusem ja zerwałam się z miejsca wprost do drzwi. Po chwili wjechałam na przystanek. Gdy tylko drzwi sie otworzyły wybiegłam jak postrzelona. To on? Daniel? Może to tylko złudzenie? Halucynacja? Zatrzymałam się i stałam z tymi myślami w bezruchu dopóki znów nie zobaczyłam jego postaci biegnącej w moją stronę. Rzuciłam sie na przeciw aby wpaść w jego ramiona. Chciałam po raz kolejny czuć jego dotyk, zapach i napawać się tym w nieskończoność. Nim się spostrzegłam trzymał mnie mocno w swoich ramionach, a z oczu ciekły mi łzy. Trzymałam go wtedy tak jakbym miała już nigdy nie puścić, jakby już na zawsze miał pozostać tylko mój. Nie wiem ile czasu upłynęło od chwili gdy znów byliśmy razem, ale w pewnym momencie odepchnęłam go i uderzyłam w twarz.
- Dlaczego?- wykrzyknęłam wściekła mimo morza łez.
- Maja...- szepnął - Spokojnie ja nie...
- Ty nie co? Nie chciałeś? Dobrze mnie znasz, wiedziałeś jak zareaguję. Mogłeś temu zapobiec- krzyknęłam wściekła z nienawiścią jakiej nigdy wcześniej nie czułam.
- Nie, nie mogłem. To nie...
- Wiesz co się ze mną działo?- przerwałam mu znowu. - Nie masz pojęcia co przeżywałam. Jak cierpiałam bez Ciebie. Nawet nie zdążyłam ci powiedzieć!- powiedziałam odwracając wzrok i czując kolejną falę łez, większą niż wszystkie poprzednie. Zakryłam twarz dłońmi by nie wiedział co się ze mną dzieje.
- Czego nie wiem? - zapytał spokojnie próbując chwycić mnie za rękę, ale jednym szybkim ruchem odepchnęłam ją. Od razu podjęłam decyzję. Bałam się co zrobi, ale mogło nie być innej chwili by dowiedział sie. Mimo łez miałam spokojny wyraz twarzy kiedy odwracałam się do Daniela.
- Jestem twoim przyjacielem, możesz powiedzieć mi wszystko. - powiedział próbując uśmiechnąć sie mimo swojego zdezorientowania.
- Pamiętasz jak mieliśmy sie spotkać wtedy w parku, kiedy nie przyszedłeś?- zapytałam z taką odwagą na jaką tylko było mnie stać w tej chwili.
- Tak, przepraszam - spuścił wzrok. Wyglądał jakby zaraz łzy miały zacząć płynąć z jego oczu.
- Nie miałem na to wpływu ,ja przepraszam.
- Daj mi dokończyć.- odparłam spokojniej.
I ja, i on drżeliśmy stojąc w strugach deszczu wpatrując się sobie w oczy.
- Zerwałeś ze mną kontakt, zostawiłeś bez słowa wyjaśnienia. Miałam ci coś wtedy powiedzieć, coś ważnego.
- Co takiego?- zapytał podnosząc się i prostując. - Tak, zostawiłem Cię, ale nie miałem na to wpływu, nie ja decydowałem. Wiesz, że nigdy bym Cię nie zostawił. Jestem twoim przyjacielem. Zastępowałem Ci wszystko, gdy tylko tego potrzebowałaś. Jestem dla ciebie jak brat,a ty jesteś mi siostrą.- powiedział jednym tchem nie dając mi dojść do słowa.
- Już nie jesteś tylko przyjacielem.- szepnęłam mając nadzieję, że zrozumie co mam na myśli. Zrobiłam krok w jego stronę, ostrożnie i powoli.
- Czyli kim jesteś? Wrogiem? - zapytał mnie tonem pełnym smutku. Również zrobił krok tyle, że pewniejszy od mojego.
- Możesz mnie nienawidzić, zrozumiem. Sprawiłem Ci przecież cierpienie i ból. Jeśli muszę odejdę, ale obiecaj, że nigdy mnie nie zapomnisz tak jak ja nie zapomnę Ciebie- rzekł i ruszył w drugą stronę pogrążony w rozpaczy jakiej nigdy u niego nie widziałam. Rzuciłam sie w jego stonę. Uchwyciłam jego ramię.
- Stój! Nie jesteś moim wrogiem, nie mogę nienawidzić osoby, którą kocham. - odparłam wpatrując sie w jego czekoladowe oczy z nadzieją. Potem zrobiłam coś czemu nie mogłam sie powstrzymać. To był pewny ruch, którego sama po sobie sie nie spodziewałam. Dotknęłam jego policzka ocierając jedną z jego łez i pocałowałam go. Staliśmy jak marmurowe posągi w strugach deszczu. Odcięci od świata. Jeszcze nie wiedziałam co odpowie, ale wiedziałam jedno. Kocham Go!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz