11.01.2013

Zawsze cię kochałam...


Stałam tam, sama… zresztą jak zawsze. Trzymałam się poręczy, wierząc że coœ to zmieni. Patrzyłam jak łzy spływają mi po policzkach i spadają do oceanu.
Tak.. stałam na mośœcie starając się to zakończyć. Słyszałam różne głosy, szepczące żebym to zrobiła. Myœlałam że już do końca oszalałam, pewnie tak było ale mnie już to zupełnie nie obchodziło. Patrzyłam w przepaśœć która wydawała się ciągnąć w wiecznośœć. Chciałam już się puœścić, zakończyć moje cierpienie lecz nagle ktoœ zaczął krzyczeć bym tego nie robiła. Podniosłam wzrok a tam stał….....On.
Jak zwykle idealnie ułożona grzywka, ta sama nie zmienna twarz po której teraz płynęły łzy. Minęły sekundy, które dla mnie były jak lata, a on stał już blisko mnie. Chciał mnie powstrzymać lecz na marne. Powiedziałam mu tylko kilka pustych już dla mnie słów: Zawsze cie kochałam… i puœściłam się.. leciałam w głębie oceanu. Woda pochłonęła mnie z przyjemnoœścią i nie chciała puœścić. Ale nawet nie walczyłam, nie chciałam już żyć. Opadając na dno traciłam resztki życia. I ten wiecznie oczekiwany na mnie moment wreszcie nastąpił…. Umarłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz