Wieczność jest pojęciem względnym, nie
uważasz? Trwa czasem rok, czasem tydzień, a innym razem całe
życie. Ile trwa Twoja wieczność? Moja trwała kilka miesięcy. Nie
pozwoliłeś mi tak łatwo zapomnieć. Do twoich kolejnych wiadomości.
Stęskniłeś się wtedy za mną? Jakkolwiek brakowało Ci mnie? Nigdy bardziej mi Cię nie brakowało niż wtedy gdy zobaczyłam tamtą wiadomość. Jakby nadrabiała te minione miesiące w ciągu tych
kilku minut. Jednak coś Cię chyba ze mną łączyło. Nie było już
na odwrót. Ale wystarczyło to proste pytanie by wszystko było jak
wcześniej. Czemu nie dałeś mi zapomnieć? Wiesz jak to ułatwiło
by mi życie? Wiesz o ile łatwiej by mi było...? O Ciebie jednego
byłoby mi łatwiej. Wystarczyłoby mi to. Niby tylko jedna osoba, jedno zwykłe istnienie mniej, a dla mnie to byłoby jak pół życia, całe moje szaleństwo. Znów odebrałeś mi oddech na chwilę oddech. Czasem mam wrażenie, że czerpiesz z tego przyjemność. Jakby twoją ulubioną zabawą było patrzeć jak mam płytki oddech, jak nie mogę nabrać do płuc powietrza, bo nie ma w nim dla mnie tlenu. Resztę można sobie dopowiedzieć. Robiłeś to aż za często. W nie odpowiednich momentach. Za każdym razem było tak samo. Spoglądałam, otwierałam trzęsącą się dłonią, płytki oddech, aż do momentu gdy kończy mi się powietrze potem jeśli dam radę kilka głębszych. Wklepane w klawiaturę zwykłe "cześć" może zmienić aż tyle wiesz? Nie myślisz czasem jaki masz na kogoś wpływ? Co się z kimś dzieje? Ja czasem sobie wyobrażam, że działamy na siebie tak samo. To samo podekscytowanie, ta odrobina szaleństwa, brak oddechu. Wyobrażam sobie jak przełykasz ślinę czekając na odpowiedź. Jak tłumisz uśmiech, bo się go wstydzisz, a czasem nawet boisz. Jak zaciskasz powieki z nadzieją, że gdy je otworzysz zobaczysz to co bardzo chcesz zobaczyć. Jak zmieniasz rzeczywistość na swoją własną gdzie możesz napisać to co chcesz, bo się nie boisz, bo nie ma konsekwencji. Jak odsuwasz się od ekranu, bo wolisz uzyskać martwą ciszę niż złą odpowiedź. Nie czuję się z tym wtedy sama. Wtedy w mojej głowie męczymy się z tym oboje. Ale też oboje mam swoją małą radość w tym szaleństwie. Potem nagle proponujesz spotkanie. Tamtego dnia powinnam była Ci odmówić. Mimo wszystko powiedzieć, że nie chcę Cię widzieć. Nie umiałam. Co z tego, że na chwilę, że tylko Cię odprowadzę gdzieś.Czy jestem tym podekscytowana? Oczywiście, że nie. Tylko oszalałam. Znowu.
Która zwariowała prze Ciebie.