25.09.2014

List II

Te pamiętne ferie... Były takie cudowne, wyjątkowe i niezapomniane. Po prostu niesamowite... Ten czas spędzony razem... Po którym przestało to być tylko niewinnym porywem. Takie dałeś mi je zapamiętać, ale z upływem czasu widzę je inaczej. Bardziej jak okres mojej zguby, jak wciągnięcie mnie w Twoją grę. Widziałam Cię i mimowolnie się uśmiechałam,a przecież nie powinnam. Nienawidziłam siebie kiedy to robiłam, a jeszcze bardziej Ciebie. Każdego ruchu, uśmiechu, tego jak na mnie patrzyłeś, jak codziennie dotykałeś... nieświadomy co we mnie wywołujesz. Zawsze miałam w głowie jedną myśl, że może jednak jest inaczej, że może też o mnie myślisz... Wypełniały mnie złudne nadzieje. Przytulałeś mnie i na chwilę w to wierzyłam. Czasem rzucaliśmy się razem w śnieg. Pamiętam jak kładłeś dłonie na moich czerwonych z zimna policzków, żeby je rozgrzać albo jak podnosiłeś mnie czasem do góry, by zaraz wrzucić w śnieżna zaspę. Robiłeś to tak zwyczajnie, ale od twoich ciepłych rąk miałam wrażenie, że rosły mi skrzydła. Wyobrażałam sobie, że porywam nas gdzieś daleko. Tam gdzie to wszystko byłoby łatwiejsze, gdzie bylibyśmy dla siebie nawzajem... Innym razem miałam ochotę zostawić Cię bez słowa i zniknąć. Żeby nie musieć na Ciebie patrzeć. Nie musieć co chwilę przypominać sobie bolesnej dla mnie prawdy. Za każdym razem byłam wściekła, że dawałam Ci się tak łatwo w to wciągnąć. Nagle pojawiałeś się i sprawiałeś, że reszta świata znikała, moje złe myśli odpływały dalej niż mogłabym przypuszczać, a pragnienia wydawały się być na wyciągnięcie ręki. Czy to nie okrucieństwo dawać to tylko na chwilę? Czemu to robiłeś? Wyciągałeś na szczyty, by zepchnąć znów w otchłań? Czemu mnie do cholery nie zostawiłeś? Nie poszedłeś do niej tak po prostu? Bawiłeś się mną specjalnie! Nie wiem co z tego miałeś, ale wiem co miałam ja. Ciągłe dawanie i odbieranie mi nadziei... Za każdym razem bardziej bolesne, bo za każdym razem to wydawało mi się bardziej prawdziwe. No i jeszcze miałeś w sobie to coś co sprawiało, że wszystko to wydawało mi się cudowne. Odbierałeś mi trzeźwe myślenie bez mrugnięcia okiem! Wtedy Cię tłumaczyłam, że nie wiesz co we mnie się dzieje, ale może wcale nie powinnam? Ból to ból, tego nie powinno się  tłumaczyć. Rana zostawia bliznę. Co z tego, że dawałeś mi radość skoro zaraz potem znów cierpiałam z twojego powodu? Gdybym była Ci obojętna odszedł byś, wiem to na pewno. Więc kim byłam...? Oczywiście, że starałam się o Tobie nie myśleć, ale im bardziej próbowałam o Tobie nie myśleć, tym bardziej mi się to nie udawało i tym bardziej nienawidziłam nas oboje. W środku miałam chaos. Mogłam oficjalnie i z czystym sumieniem powiedzieć: oszalałam na twoim punkcie.



Próbująca nie zwariować przez Ciebie



List I


To jest to paskudne uczucie... wspominanie jak się czułam. Wiedziałam, że to jest, ale nie myślałam o tym. Udawałam, że nie istnieje. Myślałam, że wyparuje, ale nie wyparowało. Nawet teraz. Takie rzeczy po prostu nie znikają od tak sobie... One mogą się tylko schować gdzieś głęboko, żeby potem wyskoczyć w najmniej odpowiednim momencie. To była jedyna sytuacja kiedy nawet mówienie sobie, że tak każe Ci logika, nie powinno tak być. To dziwne kiedy to wszystko wraca. Kiedy chcesz, ale już nie możesz, bo za późno, bo nie chce, bo po prostu„nie”. Próbuję skupić się na teraźniejszości, a nie na głupim wspomnieniu... choć czy do końca głupim? Jest raczej nietypowe i... no właśnie i co? I powinnam zapomnieć. Wtedy udawałam, że powinnam, bo tak będzie lepiej, ale teraz wcale nie jest lepiej. Nie umiem Cię od tak sobie wyrzucić. Pamiętam jak się cieszyłam... rozmowy, telefony i te spotkania, choćby na chwilę. A teraz? Zostaje ten cichutki szept, który niegdyś był krzykiem „Czemu nie?”. Czemu nie chciałeś mnie? Czemu mnie zostawiłeś? Czemu nie byłam dla Ciebie? Czemu nie możemy rozmawiać? Czemu zmieniłeś punkt widzenia? Czemu nie ze mną? Czemu ona? Czemu nie było tak jak powinno być? Czemu to tak wyszło? Czemu nic nie zrobiliśmy? Czemu nie myślisz o mnie? Czemu wtedy tylko patrzeliśmy się na siebie w zakłopotaniu? Odpowiedzi, domysły, moje pragnienia, marzenia, myśli, twoje słowa... wszystko się pomieszało. Ja tylko wcisnęłam to do wielkiego pudła gdzieś w głowie i próbowałam zapomnieć. Nie umiem. Zadomowiłeś się w pewnym miejscu w moim umyśle chyba na zawsze. Więc czemu tak wyszło? Nawet najgłośniejszy krzyk jest niczym w porównaniu z tym cichutkim szeptem wydobywający się z zakamarków naszych myśli. „Bądź ” - chyba on tak właśnie brzmi, chociaż próbuję go tłumić. Opowiem Ci tę historię. Poznasz mnie prawdziwą. Zacznę to wszystko od nowa. Pokocham Cię raz jeszcze....

Próbująca Cię nie kochać.


P.S. Pozwól mi się uwolnić...

21.09.2014

List IV

Nie wyobrażasz sobie jak długo i ciężko trwa proces uświadamiania sobie, że to nie ze mną jest coś nie tak. A przynajmniej, że nie tylko. To niszczyło mnie od środka. Myślałam, że nigdy się nie skończy. Powoli dochodziłam do siebie. Bardzo powoli. Wciąż nie jestem pewna czy już po wszystkim. Taka wybrakowana... Kto by mnie chciał? Byłam usterką, wadą, błędem... Nikt nie chce mieć kogoś kto jest nie pełny, nie do końca dobry, nie nadaje się... Więc po co jeszcze tam byłam? Żeby udawać, że jest dobrze? Sprawiać wrażenie, że się nadaję? Może i sprawiałam takie wrażenie. Mylne wrażenie, że jestem kompletna. Gdybym była to było by dobrze. To patrzyłbyś na mnie tak jak powinieneś. To widział byś to co powinieneś widzieć. Mnie. Całą. Pełną. Kompletną. Gotową. Czekającą tylko na znak by być taką dla Ciebie. Mogłam ze sobą skończyć. Nie być marną atrapą osoby... Dlatego tak ciężko mi było zrozumieć, że to nie ja. Ciekawe czy kiedyś obwiniałeś się o coś tak bardzo, że chciałeś się zabić... i co to mogło być. Wydajesz się przekonany, że jesteś idealny, że to Ty jesteś tym dobrym. To ja ląduje na straconej pozycji. Za każdym razem, w każdej konkurencji, w każdym porównaniu. Zawsze. Jestem gorsza, tak? Jestem tą złą? Nie. Już nią nie jestem. Nie chce i nie będę już, tą która wszystko zepsuła. Może nie jestem perfekcyjna. Może nie jestem pieprzonym ideałem. Może. Ale to ja. I niektórzy kochają mnie własnie taką. Nie Ty... I nie teraz... Ale oni tak. Na nich powinnam się skupić. To oni są ważni. Oni mnie nie niszczą tak jak Ty to robisz. Nie niszczą mnie milczeniem, spojrzeniami, uśmiechem... Zamieniłam nas miejscami. Teraz potwór jest na swoim miejscu. 


Która zrozumiała do prawdę

Listy III

I nagle kiedy wspominam te chwile. Zadaje sobie pytanie co było nie tak. Albo raczej kto. Analizowałam każdy swój ruch. Każde posunięcie. Słowo. Krok. Zachowanie. Uśmiech. Wszystko. Czułam gdzie tkwi błąd. Kto był błędem. Wydawało Ci się, że to ja. Że to wszystko twoja wina. Za bardzo się starałam? Za bardzo uważałam? Za bardzo się temu poddałam? Za bardzo tego chciałam? Za bardzo próbowałam widzieć w tym coś więcej? Byłam za odważna? Byłam zbyt chciwa? Byłam zbyt spragniona? Byłam zbyt szczęśliwa? 
Byłam za brzydka? Byłam zbyt zachłanna? Byłam zbyt pewna siebie? Byłam zbyt radosna? Byłam za blisko? Byłam zbyt smutna? Za dużo się śmiałam? Za dużo mówiłam? Za dużo na Ciebie patrzyłam? Za dużo pytałam? Za dużo spędzałam z Tobą czasu? Za dużo sobie wyobrażałam? Za dużo o Tobie śniłam? Za dużo o Tobie myślałam? Za długo to trwało? Co zrobiłam nie tak? Czy może to po prostu było za piękny by było prawdziwe? Nie wyobrażasz sobie jak bardzo chciałam Ci zdać te wszystkie pytania i wiele kolejnych...
Odpowiedziałbyś? 


Szukająca błędu