Która zrozumiała do prawdę
21.09.2014
List IV
Nie wyobrażasz sobie jak długo i ciężko trwa proces uświadamiania sobie, że to nie ze mną jest coś nie tak. A przynajmniej, że nie tylko. To niszczyło mnie od środka. Myślałam, że nigdy się nie skończy. Powoli dochodziłam do siebie. Bardzo powoli. Wciąż nie jestem pewna czy już po wszystkim. Taka wybrakowana... Kto by mnie chciał? Byłam usterką, wadą, błędem... Nikt nie chce mieć kogoś kto jest nie pełny, nie do końca dobry, nie nadaje się... Więc po co jeszcze tam byłam? Żeby udawać, że jest dobrze? Sprawiać wrażenie, że się nadaję? Może i sprawiałam takie wrażenie. Mylne wrażenie, że jestem kompletna. Gdybym była to było by dobrze. To patrzyłbyś na mnie tak jak powinieneś. To widział byś to co powinieneś widzieć. Mnie. Całą. Pełną. Kompletną. Gotową. Czekającą tylko na znak by być taką dla Ciebie. Mogłam ze sobą skończyć. Nie być marną atrapą osoby... Dlatego tak ciężko mi było zrozumieć, że to nie ja. Ciekawe czy kiedyś obwiniałeś się o coś tak bardzo, że chciałeś się zabić... i co to mogło być. Wydajesz się przekonany, że jesteś idealny, że to Ty jesteś tym dobrym. To ja ląduje na straconej pozycji. Za każdym razem, w każdej konkurencji, w każdym porównaniu. Zawsze. Jestem gorsza, tak? Jestem tą złą? Nie. Już nią nie jestem. Nie chce i nie będę już, tą która wszystko zepsuła. Może nie jestem perfekcyjna. Może nie jestem pieprzonym ideałem. Może. Ale to ja. I niektórzy kochają mnie własnie taką. Nie Ty... I nie teraz... Ale oni tak. Na nich powinnam się skupić. To oni są ważni. Oni mnie nie niszczą tak jak Ty to robisz. Nie niszczą mnie milczeniem, spojrzeniami, uśmiechem... Zamieniłam nas miejscami. Teraz potwór jest na swoim miejscu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz