Ten dzień był beznadziejny. Nic mi się nie udało. Krótko mówiąc, porażka. Czułam się strasznie. Byłam zmęczona, trochę senna, przygnębiona, no i przytłoczona wszystkim. By móc choć trochę poprawić sobie nastrój włączyłam na wieży moją ulubioną płytę, i usiadłam z kubkiem ciepłego kakao na kanapie licząc, że spotka mnie coś dobrego. Zanurzyłam się głębiej w sofie i wsłuchałam się w piosenkę. Poczułam czyjąś dłoń na policzku. Ktoś delikatnie przeciągnął ręką od policzka aż po szyje. Jego palce zanurzyły się w moich włosach jakby chciał poczuć każdy z nich z osobna i napawać się ich dotykiem. Na chwilę zamknęłam oczy by rozkoszować się ta chwilą. Gdy znów je otworzyłam siedział już na kanapie obok mnie i znów dłonią głaskał mój policzek. Delikatnie i czule mnie objął. Powoli położył się opierając o oparcie sofy. Ja bez oporu opadłam na niego. Leżałam teraz w jego ramionach. Nie zastanawiałam się czy on na prawdę istnieje czy też jest tylko fikcją. Teraz po prostu byłam szczęśliwa, szczęśliwa że on tu jest. Wodził palcem wzdłuż mojego ramienia. Twarz zanurzył w moich włosach. Trzymał mnie za rękę ciepło i czule przyciągając do siebie. Przymknęłam oczy zatapiając się w jego objęciach. Uspokoiłam się, a ten dzień wydawał mi się całkiem miły. Tylko ze względu na niego.
- Wszystko będzie dobrze kochana- wyszeptał i znów zaczął gładzić mnie po policzku.
- Pamiętaj, że zawsze Cię będę kochał, będę z Tobą na zawsze- dalej mówił szeptem, a jego słowa koiły cały ból. Każde słowo było jak kropla balsamu leczącego rany, szczególnie duszy i serca. Wsłuchiwałam się w to co do mnie szeptał.
- Śpij kochanie. Możesz już zasnąć moja najpiękniejsza. Jestem przy Tobie- ciągnął, a ja powoli zapadłam w sen.
- Śpij moja mała księżniczko- szepnął na koniec. Już spokojna i szczęśliwa opadłam w czułe objęcia mojego Morfeusza. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam taki spokój ducha i ogarnęła mnie taka radość. Przez te kilka chwil byłam w swoim małym raju na ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz