*Oczami Arystokraty...*
Siedziałem w kawiarni popijając powoli moją ulubiona kawę. Sam nie wiem czemu tu przyszedłem. Czyżbym miał nadzieje, że Ona tu będzie? Zaśmiałem się sam z siebie. Przecież bywałem tu tez za nim ja poznałem. Mimo wszystko myślałem o niej. Zastanawiałem się nad jej reakcją. Z jednej strony obroniła mnie, a z drugiej dała do zrozumienia, że mam ją zostawić. Była wściekła na Wiktorię więc powiedziała jej co myśli. Powiedziała prawdę? Co Wiki jej wtedy wyszeptała? Co musiała jej powiedzieć, żeby ona uwierzyła? Muszą się znać już jakiś czas. Są wrogami to pewne po tym co do siebie mówiły. Chwile przyglądałem się przechodnią na ulicy. "Dlaczego o niej myślę?" zapytałem sam siebie. To pytanie w mojej głowie pozostawało bez odpowiedzi.Wyciągnąłem notatnik z kieszeni płaszcza. Zacząłem czytać poszczególne zapiski. Sięgnąłem do kieszeni i znalazłem długopis. Miałem w głowie tyle myśli. Chciałem przelać je na papier. Poukładać chaos moich myśli na kartkach notatnika. Poczułem na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałem się po kawiarni, ale była prawie pusta, więc spojrzałem za okno. Dostrzegłem to od razu. W tłumie ludzi ona się wyróżniała. Stała na skrzyżowaniu na przeciw kawiarni. Na końcu chodnika. Patrzyła na mnie. Ludzie wokół spacerowali,biegli,szli. Każdy w swoją stronę, ale ona stała tam w ciszy jakby nic dla niej nie istniało. Ten zgiełk, zabieganie, nerwy, stres. Ona stała pełna spokoju na końcu alei. Ciepły jesienny wiatr delikatnie szarpał jej włosy, a z mocniejszymi podmuchami tworzył wokół niej wiry kolorowych liści jakby chciał zabrać ją gdzieś ze sobą. Słońce rzucało jasne promienie na jej bladą twarz. Przyciskała do siebie duży zeszyt w twardej oprawie, ten, w którym pisała. Nasze spojrzenia spotkały się na zaledwie sekundę. Potem ona ruszyła szybkim krokiem w przeciwną stronę przeciskając się przez tłumy ludzi. Nawet nie myśląc co robię rzuciłem się za nią. Wybiegłem jak najszybciej na ulicę i rzuciłem się w pościg. Widziałem jedynie w oddali jej powiewające długie włosy. Mijaliśmy kolejne ulice, drzewa, budynki aż dotarliśmy do paru. Wbiegłem tam za nią. Chciała obejrzeć się za siebie kiedy wpadła na jakiegoś przechodnia. Nawet nie zauważyła kiedy z rąk wypadł jej zeszyt i z cichym stuknięciem wylądował na ziemi. Pobiegła dalej nieświadoma, że go zgubiła. Podniosłem go, ale kiedy znów wzniosłem oczy straciłem ją. "Uciekła." pomyślałem spoglądając na zeszyt w mojej ręce. Chciałem go otworzyć. Chociaż zajrzeć na jej notatki. Bardzo chciałem zobaczyć jej wiersze, opowiadania, każdą zapisaną linijkę. Jeśli ktoś piszę, to przelewa na papier część siebie. Nigdy tak niczego nie pragnąłem jak poznać ten kawałek niej zamieszczony na tych kartkach. Otworzyć czy nie? Czy mogę ją poznać w ten sposób tak jakby tego chciał? Czy pozwoliłaby mi go otworzyć czy wyrwała z rąk? Odpowiedź była prawie oczywista. Prawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz