Wszystko było gotowe. Zapas coli i
popcornu i my rozłożeni na kanapach. Puściliśmy film. Nagle źle
się poczułam. Wstałam żeby na chwile pójść do pokoju, ale
powstrzymał mnie pytający wzrok Karoliny.
-Niedobrze mi.- powiedziałam prawie
bezgłośnie. Przytaknęła, a ja poszłam na górę najciszej jak
mogłam. Usiadłam na ziemi i oparłam się o łóżko. Nagle
usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł Maciek.
-Co tu robisz? -zapytałam.
-Tak przyszedłem. Sprawdzić co z
Tobą. -odparł.
-Źle się czuję... zaraz do was
przyjdę. -odpowiedziałam pocierając skroń.
-Spoko. -powiedział i uśmiechnął
się.- To ja tu sobie na Ciebie poczekam. -dodał siadając obok
mnie. Oparłam głowę o jego ramię. Chwilę siedzieliśmy tak w
ciszy.
-Lubisz Daniela Craiga jak Jamesa
Bonda? -zapytałam próbując nawiązać jakąś rozmowę.
-Hmmm... jest niezły.-stwierdził.
-Ale ja bym był lepszy!
Podniosłam głowę z jego ramienia.
-Serio? - zapytałam z niedowierzaniem.
-No jasne. Jestem Bond. James Bond.
-odparł udając słynnego szpiega i jego brytyjski akcent.
Zaczęłam się śmiać.
-A może bliżej mi do Neo z matrixa? -
głośno się zastanawiał po czym zabrał mi okulary.
-I jak wyglądam? Szkoda, że nie są
przeciw słoneczne. Bardziej by pasowały.
Położyłam głowę na jego kolanach.
-A Ty co? - zdziwił się.
-Stąd lepszy widok mam. -skwitowałam
uśmiechając się szeroko. Pochylił się żeby założyć mi
okulary.
-Au! -powiedziałam gdy trafił mi w
ucho.-Może zrobię to sama?
-Nie! Czekaj chwilę! Uda mi się!-
zaprotestował. Pochylił się niżej znów próbując.
A potem . Tak jakoś. Tak zwyczajnie,
po prostu. Nasze usta się zetknęły. Trwało to sekundę, może
dwie. Najdłuższe dwie sekundy w naszym życiu, ale i one miały
swój koniec. Czułam rumieńce na policzkach i nasze ciężkie
oddechy. Widziałam jego nieokreślone rozchylone wargi, a potem
oczy. Wpatrzone we mnie. Z jakąś iskrą schowaną głęboko, ale
wciąż neutralne. W jednej chwili oboje odwróciliśmy wzrok.
Wstałam i zrobiłam krok do przodu tak, jakby dzięki odległości
miało zniknąć to skrępowanie między nami. Spojrzałam w stronę
drzwi. Nikogo nie zauważyłam więc trochę mi ulżyło.
-To... - chciałam powiedzieć
obracając się w jego stronę, ale nie podnosząc wzroku znad
podłogi. Słowa ugrzęzły mi w gardle.
Rozchylił wargi jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko odwrócił głowę. W końcu nasz spojrzenia się
spotkały. Kiedy to w wreszcie nastąpiło zdawało mi się, że
myśli coś zupełnie innego niż chciałby mi powiedzieć. W jego oczach był chaos. Tak jak w
mojej głowie. Wstał i ruszył do drzwi, ale zatrzymał się gdy był o krok od
nich. Odwrócił się i uśmiechnął za nim wyszedł. Próbowałam
odwzajemnić uśmiech, ale chyba nie wyszło mi najlepiej. Słyszałam
jego kroki na schodach. Szedł spokojnie, więc nie przestraszyłam
się. Znaczy, że nie uciekał. Opadłam na łóżko. Próbowałam
się uspokoić. Zaczęłam spacerować po pokoju mimo że nogi
zdawały się mnie nie słuchać. Próbowałam je na swój sposób
przywrócić do porządku. Przystanęłam przed lustrem.
-Przecież nic się nie stało. Raz się
pocałowaliście. Nic wielkiego. -wyszeptałam do swojego odbicia.
Zamknęłam oczy i zrobiłam głęboki wdech. - Po prostu nic się
nie stało. -dodałam uśmiechając się. I zaczęłam w to wierzyć.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu okularów. Położył je na
łóżku. Założyłam je i zeszłam na dół. Po drodze słyszałam
ich śmiech i rozmowy, w tle muzykę z filmu. Spędziłam miły
wieczór,w którym oglądnie filmów,śmiech z przyjaciółmi i
wygłupy przeplatały się ze spotkaniami naszych spokojnych, można
by powiedzieć prawie pustych, spojrzeń.
***
-To my się zbieramy. Za 7
minut autobus! -ponaglił ich Damian. Z prędkością światła
pochłonęli ostatnie kanapki i zaczęli się ubierać od wyjścia.
Obserwowałam ich siedząc na schodach z kubkiem herbaty.
-Fajnie było. Trzeba to
powtórzyć! - komentowali. Kiedy żegnałam się z nimi w drzwiach.
Zauważyłam, że Maciek wciąż stoi obok. Spojrzałam na niego
pytająco. Jednak dobrze wiedziałam o co chodzi.
-To był świetny wieczór.
-stwierdził.
-Zupełnie zwyczajny wieczór
z przyjaciółmi. -dodałam. Trochę jakbym chciała nas oboje
uspokoić.
-Właśnie. -uśmiechnął
się lekko. Zdawał się , w odróżnieniu ode mnie, wcale o tym nie myśleć.
-Idź bo się spóźnisz.
-przypomniała mu.
-To do zobaczenia. -
pożegnał się i ruszył w stronę Karoliny i Damiana.
- No to cześć! -
krzyknęłam machając im. Jeszcze raz odwrócił się i uśmiechnął.
Ja zrobiłam to samo. Próbowałam go jakby naśladować. Wyglądał tak jakby nic się nie stało jakby wymazał to z pamięci. Ja tego nie umiałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz