20.06.2014

Pewna niepewność - Rozdział I

Wszystko było gotowe. Zapas coli i popcornu i my rozłożeni na kanapach. Puściliśmy film. Nagle źle się poczułam. Wstałam żeby na chwile pójść do pokoju, ale powstrzymał mnie pytający wzrok Karoliny.
-Niedobrze mi.- powiedziałam prawie bezgłośnie. Przytaknęła, a ja poszłam na górę najciszej jak mogłam. Usiadłam na ziemi i oparłam się o łóżko. Nagle usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł Maciek.
-Co tu robisz? -zapytałam.
-Tak przyszedłem. Sprawdzić co z Tobą. -odparł.
-Źle się czuję... zaraz do was przyjdę. -odpowiedziałam pocierając skroń.
-Spoko. -powiedział i uśmiechnął się.- To ja tu sobie na Ciebie poczekam. -dodał siadając obok mnie. Oparłam głowę o jego ramię. Chwilę siedzieliśmy tak w ciszy.
-Lubisz Daniela Craiga jak Jamesa Bonda? -zapytałam próbując nawiązać jakąś rozmowę.
-Hmmm... jest niezły.-stwierdził. -Ale ja bym był lepszy!
Podniosłam głowę z jego ramienia.
-Serio? - zapytałam z niedowierzaniem.
-No jasne. Jestem Bond. James Bond. -odparł udając słynnego szpiega i jego brytyjski akcent.
Zaczęłam się śmiać.
-A może bliżej mi do Neo z matrixa? - głośno się zastanawiał po czym zabrał mi okulary.
-I jak wyglądam? Szkoda, że nie są przeciw słoneczne. Bardziej by pasowały.
Położyłam głowę na jego kolanach.
-A Ty co? - zdziwił się.
-Stąd lepszy widok mam. -skwitowałam uśmiechając się szeroko. Pochylił się żeby założyć mi okulary.
-Au! -powiedziałam gdy trafił mi w ucho.-Może zrobię to sama?
-Nie! Czekaj chwilę! Uda mi się!- zaprotestował. Pochylił się niżej znów próbując.
A potem . Tak jakoś. Tak zwyczajnie, po prostu. Nasze usta się zetknęły. Trwało to sekundę, może dwie. Najdłuższe dwie sekundy w naszym życiu, ale i one miały swój koniec. Czułam rumieńce na policzkach i nasze ciężkie oddechy. Widziałam jego nieokreślone rozchylone wargi, a potem oczy. Wpatrzone we mnie. Z jakąś iskrą schowaną głęboko, ale wciąż neutralne. W jednej chwili oboje odwróciliśmy wzrok. Wstałam i zrobiłam krok do przodu tak, jakby dzięki odległości miało zniknąć to skrępowanie między nami. Spojrzałam w stronę drzwi. Nikogo nie zauważyłam więc trochę mi ulżyło.
-To... - chciałam powiedzieć obracając się w jego stronę, ale nie podnosząc wzroku znad podłogi. Słowa ugrzęzły mi w gardle.
Rozchylił wargi jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko odwrócił głowę. W końcu nasz spojrzenia się spotkały. Kiedy to w wreszcie nastąpiło zdawało mi się, że myśli coś zupełnie innego niż chciałby mi powiedzieć. W jego oczach był chaos. Tak jak w mojej głowie. Wstał i ruszył do drzwi, ale zatrzymał się gdy był o krok od nich. Odwrócił się i uśmiechnął za nim wyszedł. Próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale chyba nie wyszło mi najlepiej. Słyszałam jego kroki na schodach. Szedł spokojnie, więc nie przestraszyłam się. Znaczy, że nie uciekał. Opadłam na łóżko. Próbowałam się uspokoić. Zaczęłam spacerować po pokoju mimo że nogi zdawały się mnie nie słuchać. Próbowałam je na swój sposób przywrócić do porządku. Przystanęłam przed lustrem.
-Przecież nic się nie stało. Raz się pocałowaliście. Nic wielkiego. -wyszeptałam do swojego odbicia. Zamknęłam oczy i zrobiłam głęboki wdech. - Po prostu nic się nie stało. -dodałam uśmiechając się. I zaczęłam w to wierzyć. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu okularów. Położył je na łóżku. Założyłam je i zeszłam na dół. Po drodze słyszałam ich śmiech i rozmowy, w tle muzykę z filmu. Spędziłam miły wieczór,w którym oglądnie filmów,śmiech z przyjaciółmi i wygłupy przeplatały się ze spotkaniami naszych spokojnych, można by powiedzieć prawie pustych, spojrzeń.


***


-To my się zbieramy. Za 7 minut autobus! -ponaglił ich Damian. Z prędkością światła pochłonęli ostatnie kanapki i zaczęli się ubierać od wyjścia. Obserwowałam ich siedząc na schodach z kubkiem herbaty.
-Fajnie było. Trzeba to powtórzyć! - komentowali. Kiedy żegnałam się z nimi w drzwiach. Zauważyłam, że Maciek wciąż stoi obok. Spojrzałam na niego pytająco. Jednak dobrze wiedziałam o co chodzi.
-To był świetny wieczór. -stwierdził.
-Zupełnie zwyczajny wieczór z przyjaciółmi. -dodałam. Trochę jakbym chciała nas oboje uspokoić.
-Właśnie. -uśmiechnął się lekko. Zdawał się , w odróżnieniu ode mnie, wcale o tym nie myśleć. 
-Idź bo się spóźnisz. -przypomniała mu.
-To do zobaczenia. - pożegnał się i ruszył w stronę Karoliny i Damiana.

- No to cześć! - krzyknęłam machając im. Jeszcze raz odwrócił się i uśmiechnął. Ja zrobiłam to samo. Próbowałam go jakby naśladować. Wyglądał tak jakby nic się nie stało jakby wymazał to z pamięci. Ja tego nie umiałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz