Nareszcie
koniec lekcji. Ten nieznośny poniedziałek mogłam już przeleżeć
w domu. Moi koledzy stali jak zwykle przy wejściu. Jakoś nigdy nie
szło nam łatwo rozstawanie się.
-Odprowadzić
Cię na przystanek? -zapytałam Karolinę.
-Jasne.
-odparła.
-No to chodźmy,
bo masz za 10 minut autobus. -przypomniałam.
Pożegnałyśmy
się ze wszystkimi i ruszyłyśmy w swoją stronę. Nagle
usłyszałyśmy krzyk za nami i czyjeś kroki. Zatrzymałyśmy się i
odwróciłyśmy. To oczywiście był Maciek.
-Czekajcie! -
znów zawołał. -Idę z wami!
-Szybko, bo nie
zdążę! -ponagliła go Karolina.
-Już. - wyspał
dobiegając do nas.
-To jak wasze
wypracowanie? - zapytał gdy odzyskał oddech.
-Pfffff!
Jeszcze nie zaczęłam. W co ty wierzysz... -rzuciła Karolina.
-Świetnie,
cudownie. No prawie skończyłam. -rzuciłam sarkastycznie.
Zachichotał.
-Tak
myślałem.-skwitował.
-A Ty?
-zapytała Karolina.
-Zacząłem
wczoraj, o ile 2 linijki można tak nazwać. A kiedy powtarzamy nasz
mały maraton filmowy?
-Jak tylko ktoś
będzie miał wolną chatę! -odparła bez wahania Karolina.
Uśmiechnęłam się.
-Czy twoi
rodzice nie wyjeżdżają na ten weekend w góry? -zagadnęłam
przyjaciółkę. Maciek spojrzał z ciekawością.
-Ej! To jeszcze
nie pewne. Zobaczymy czy pojadą... -powiedziała powstrzymując nasz
entuzjazm.
-Karolina...
-przerwał jej.
-Tak?
-Czy to nie
twój autobus? - zapytał nieśmiało wskazując ręką ikarusa
podjeżdżającego na przystanek.
-Kurwa mać! -
przeklnęła i zaczęła biec.
-Dawaj! Lecisz!
- dopingowałam śmiejąc się.
-To cześć! -
zawołał za nią Maciek. W ostatniej chwili wskoczyła do autobusu.
Zapadła cisza.
-A Ty gdzie
idziesz? - zapytał w końcu.
-Mam przystanek
ulicę dalej. -pokazałam.
-Odprowadzę
Cię.
-Ok. Jak
chcesz. - odparłam i uśmiechnęłam się. Zachowywaliśmy się
zupełnie normalnie, ale miałam wrażenie, że nie przychodzi mu to tak łatwo jak ostatnio. Wiedziałam co go męczy.
Wreszcie
spojrzał mi w oczy. Chciałam przerwać niezręczną ciszę.
-Czemu mnie dziś odprowadzasz?
-Tak jakoś... chciałem... -zaczął. Widziałam jak z trudem składa słowa w zdania.
-Mój autobus! -krzyknął nagle i z
impetem ruszył w jego stronę.
-Biegnij!-
krzyknęłam za nim machając ręką na pożegnanie.
-Do zobaczenia!
- rzucił wbiegając do autobusu.
Zniknął w zamykających się już drzwiach zostawiając mnie z tym niedopowiedzeniem i milionem myśli, które chciała je wypełnić na różne sposoby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz