20.06.2014

Pewna niepewność- rozdział III

Nareszcie koniec lekcji. Ten nieznośny poniedziałek mogłam już przeleżeć w domu. Moi koledzy stali jak zwykle przy wejściu. Jakoś nigdy nie szło nam łatwo rozstawanie się.
-Odprowadzić Cię na przystanek? -zapytałam Karolinę.
-Jasne. -odparła.
-No to chodźmy, bo masz za 10 minut autobus. -przypomniałam.
Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i ruszyłyśmy w swoją stronę. Nagle usłyszałyśmy krzyk za nami i czyjeś kroki. Zatrzymałyśmy się i odwróciłyśmy. To oczywiście był Maciek.
-Czekajcie! - znów zawołał. -Idę z wami!
-Szybko, bo nie zdążę! -ponagliła go Karolina.
-Już. - wyspał dobiegając do nas.
-To jak wasze wypracowanie? - zapytał gdy odzyskał oddech.
-Pfffff! Jeszcze nie zaczęłam. W co ty wierzysz... -rzuciła Karolina.
-Świetnie, cudownie. No prawie skończyłam. -rzuciłam sarkastycznie. Zachichotał.
-Tak myślałem.-skwitował.
-A Ty? -zapytała Karolina.
-Zacząłem wczoraj, o ile 2 linijki można tak nazwać. A kiedy powtarzamy nasz mały maraton filmowy?
-Jak tylko ktoś będzie miał wolną chatę! -odparła bez wahania Karolina. Uśmiechnęłam się.
-Czy twoi rodzice nie wyjeżdżają na ten weekend w góry? -zagadnęłam przyjaciółkę. Maciek spojrzał z ciekawością.
-Ej! To jeszcze nie pewne. Zobaczymy czy pojadą... -powiedziała powstrzymując nasz entuzjazm.
-Karolina... -przerwał jej.
-Tak?
-Czy to nie twój autobus? - zapytał nieśmiało wskazując ręką ikarusa podjeżdżającego na przystanek.
-Kurwa mać! - przeklnęła i zaczęła biec.
-Dawaj! Lecisz! - dopingowałam śmiejąc się.
-To cześć! - zawołał za nią Maciek. W ostatniej chwili wskoczyła do autobusu. Zapadła cisza.
-A Ty gdzie idziesz? - zapytał w końcu.
-Mam przystanek ulicę dalej. -pokazałam.
-Odprowadzę Cię.
-Ok. Jak chcesz. - odparłam i uśmiechnęłam się. Zachowywaliśmy się zupełnie normalnie, ale miałam wrażenie, że nie przychodzi mu to tak łatwo jak ostatnio. Wiedziałam co go męczy.
Wreszcie spojrzał mi w oczy. Chciałam przerwać niezręczną ciszę.
-Czemu mnie dziś odprowadzasz?
-Tak jakoś... chciałem... -zaczął. Widziałam jak z trudem składa słowa w zdania. 
-Mój autobus! -krzyknął nagle i z impetem ruszył w jego stronę.
-Biegnij!- krzyknęłam za nim machając ręką na pożegnanie.
-Do zobaczenia! - rzucił wbiegając do autobusu.
Zniknął w zamykających się już drzwiach zostawiając mnie z tym niedopowiedzeniem i milionem  myśli, które chciała je wypełnić na różne sposoby. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz