-Hej. -przywitałam się z Zuzą. Pracowała w mojej ulubionej kawiarni. Bywam tu tak często, że już zdążyłyśmy się dobrze poznać. Właśnie postanowiłam spędzić tu kolejne popołudnie.
-No hej. -odpowiedziała z uśmiechem. Dziś wyglądał on jednak inaczej niż zwykle, ale na początku nie zwróciłam na to uwagi.-To co zawsze, dobrze? -poprosiłam.
-Nie dzisiaj kochana. -odparła nie mogąc się już opanować i uśmiechając się szeroko. Obrzuciłam ją pytającym spojrzeniem. Ona ruchem głowy wskazała mi kąt gdzie zwykle przesiadywałam. Gdy tylko zobaczyłam o co jej chodzi myślałam, że zwarjuję. Pił kawę przy moi stoliku! Jak on w ogóle śmiał tam usiąść? Dobrze wie, że to moje miejsce! Chciałam od razu podejść i powiedzieć mu co myślę o "przypadkowych" spotkaniach ze mną, a co dopiero o zajmowaniu mojego miejsca w mojej kochanej kawiarni. Już chciałam wdrożyć mój brutalny plan uświadomienia go w tych sprawach w życie, jednak głos Zuzy szybko wytrącił mnie z rozkosznych rozmyślań na ile sposobów mogę go z tamtąd (najlepiej boleśnie) wyrzucić.
-Zamówił Ci duże cappuccino z podwójną pianką i czekoladą. - chciałam w tym momencie głośno zaprotestować, ale od razu mi przerwała i jedyne co zdążyłam z siebie wydać to wymowne westchnienie.
-Powiedział też, że będziesz protestować, więc kazał mi wcisnąć Ci ją bez pytania. - to mówiąc podała mi kawę. Zamówił mi kawę, no po prostu świetnie... Ciekawe co będzie dalej. Zaprosi mnie może do kina? Na nieco za dużo sobie pozwala. Raz kupił mi kawę, ale miał już tego więcej nie robić.
-Wszelki opór będzie nie skuteczny. -dodała jeszcze krzyżując ręce na piersi. Zuza spojrzała na mnie badawczo czekając aż wezmę kubek do ręki. Ani myślała mi odpuścić. Zwykle nie piję takiej kawy, ale postanowiłam zrobić wyjątek. Wiedziałam, że jej nie przekonam jak na coś się uprze.Taka jest Zuza, jej zdania nie zmienisz. Szczególnie jeśli chodzi o moje kontakty z facetami. Uważa, że powinnam kogoś wreszcie poznać,a on najwyraźniej wywarł na niej dobre wrażenie. Rzadko kiedy zachowuje się aż tak stanowczo.
-Wygrałaś Zuza. -powiedziałam po chwili biorąc cappuccino z lady i patrząc na nią zrezygnowanym wzrokiem. Ruszyłam w jego stronę.
-Ekhem! -odchrząknęłam znacząco stając nad nim.
-O, witam. -odparł niewzruszony mimo mojego piorunującego spojrzenia. -Czyżbyś chciała się dosiąść? -zapytał. Nie czekałam na żadne pozwolenie z jego strony i zajęłam miejsce na przeciw niego.
-Można wiedzieć co tu robisz? No i dlaczego zamówiłeś mi kawę? -zapytałam od razu.
-Czekam na Ciebie. A kawa jest taki małym prezentem żebyś się zgodziła.-powiedział opierając się o stolik i pochylając w moją stronę dorzucając do tego swój tajemniczy uśmiech. Skąd wiedział, że tu teraz przyjdę? Jestem aż tak przewidywalna? I na co miałabym się niby zgodzić? Coraz więcej niespodzianek tego dnia wcale nie poprawiało mi humoru.
-A teraz będę się cieszył, że poświęcasz mi swój jakże cenny czas. -powiedział uśmiechając się szarmancko. Przeczesał ręką gęste zmierzwione włosy. Chwilę przyglądaliśmy się sobie, a ja nie mogłam już się powstrzymać i odwzajemniłam jego uśmiech. Nagle zauważyłam, że coś za mną przykuło jego uwagę. Nawet nie musiałam się odwracać żeby dowiedzieć się komu się przyglądał.
-Hej. -usłyszałam jej głos. Znów Wiktoria. Czy ona mnie prześladuje? Czemu nagle zaczynam na nią co chwilę wpadać? To naprawdę stawało się męczące!
-Cześć. -odpowiedzieliśmy oboje.
-Będziesz dzisiaj? -zapytała go posyłając mu ten swój sztucznie miły i pełen ciekawości uśmiech.
-Na pewno, śmiesz w to wątpić? -odparł udając wyluzowanego.-Mam nadzieję, że znalazłeś sobie parę. Przecież nie możesz przyjść sam. -powiedziała z udawaną troską.
-Zawsze mam z kim przyjść Wiki. Wiesz, że nie lubię bawić się sam. Muszę dać komuś tę przyjemność zabawy w moim towarzystwie. -rzucił żartobliwie będąc tak pewny siebie jak to tylko możliwe.
-Zdradzisz mi jaką dziewczynę zaprosiłeś? -zapytała. Jego wzrok z niej przesunął się na mnie. Zauważyłam w nim trochę kpiny co ,nie powiem, trochę mnie zirytowało.
-To tajemnica. -rzucił z uśmiechem i popatrzył mi w oczy.Obrzuciłam go wściekłym i pytając spojrzeniem.Że niby ja miałabym się gdzieś z nim pokazać?! Co on sobie wyobrażał? Nagle dowiaduję się, że idę z nim na jakąś imprezę nie pytając mnie o zdanie. Teraz to przesadził. Jeszcze jedna niespodzianka tego dnia. Im więcej ich było tym bardziej miałam ochotę zamknąć się domu i już z niego nie wychodzić. Każda kolejna była coraz bardziej wkurzająca. Moje rozmyślania przerwała wciąż stojąca nade mną Wiktoria:
-Szkoda, tylko żebyś nie przyszedł sam. -zapytała uśmiechając się sztucznie tak szeroko jak tylko potrafiła. Nawet lalka barbie uśmiecha się prawdziwiej od niej. Jego i moje spojrzenie spotkały się na dłuższą chwilę. Spiorunowałam go wzrokiem, ale on wciąż patrzył na mnie spokojnie i pogodnie. Wiedziałam, że się nie odezwie. Pytanie padło do mnie i jeśli teraz to potwierdzę to tak jakby w ogóle nie przeszkadzało mi to co dziś robi, ale co jeśli bym zaprzeczyła? On chyba od początku wiedział jak to się wszystko potoczy. Podniosłam wzrok na wpatrującą się we mnie Wiktorię. Wyglądała jakby tylko czekała na tę kompromitację. Nie mogłam od tak dać jej tak po prostu wygrać. Nawet jeśli koszty wkurzenia jej są jakie są, a wiedziałam co powiedzieć by doprowadzić ją do białej gorączki.
-Nie ma takiej opcji. -rzucił jakby to była oczywista oczywistość.-Mam nadzieje, że Ty nie idziesz sama, co? -dodał udając troskę. Przez jego twarz przemknął ledwo zauważalny uśmiech zwycięstwa.
-O mnie sie nie martw, mam z kim iść. -odparła słodko jak to ma w zwyczaju.
-Ciekawe kto tym razem będzie się z Tobą świetnie bawił. -odparł z lekko nuta sarkazmu.
-Zobaczysz. -odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego tajemniczo. Mogła udawać jak tylko chciała, ale ja wiedziałam swoje, była wściekła. Oj, czyżby nieudana intryga? Przykro mi... a nie, jednak nie.
-W takim razie do zobaczenia. -powiedziałam posyłając słodki uśmieszek i machając jej delikatnie ręką na pożegnanie. Spojrzała na mnie zirytowana. Przyznam, że chciałam się jej pozbyć. Wkurzała mnie jak nic na tym świecie.
-No to cześć. -pożegnała się skwapliwie i powoli odeszła uśmiechając się miło. Czekałam aż tylko wyjdzie.
-Mam nadzieje, że masz jakieś dobre wytłumaczenie tego co się stało, bo chcę je teraz usłyszeć. -oznajmiłam zdecydowanym tonem.
-Z czego miałbym się tłumaczyć?-odparł zadowolony z siebie.-Idziesz ze mną na imprezę i już.-dodał uśmiechając się.
-Nigdzie z Tobą nie idę! - zaprotestowałam.
- Nie wydaję mi się. -posłał mi szarmancki uśmiech.- A może chcesz zgadnąć gdzie idziemy? -zapytał śmiejąc się cicho. Westchnęłam zrezygnowana.
-Nie żartuj, dobrze? Mów o co chodzi!
-Znasz Roberta?
-Nie, no pierwsze słyszę. -odparłam sarkastycznie. -Pewnie, że znam kretynie. -dodałam przewracając oczami i uśmiechając się delikatnie mimowolnie. Jego nie da się nie znać. To tak jakby nie wiedzieć kto to jest Madonna. Najpopularniejszy chłopak w tym mieście,a przy okazji najbardziej nadziany. Mieszka w najlepszej dzielnicy (kiedyś kilka domów od Ryana Goslinga!!! rozumiecie to? Sam Ryan! Matko ile dziewczyny by dały za coś takiego... ). Przy okazji jego ojciec obraca się wśród niezgorszego towarzystwa, więc chłopak ma nieźle. Jego ojciec pracował z wieloma ważnymi ludźmi na tym świecie. Generalnie Robert to była elita w moim świecie , w naszym świecie. Chłopak siedzący przede mną żył w tym samym świecie, to trochę tak jakby był taki trochę wspólny... Zacisnęłam powieki i skarciłam się w myślach. Jaki nasz? Nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nie licząc tego, że oboje mamy problemy z Wiktorią. "Nie tylko..." przemknęła przez moją głowę nie pozorna myśl.
-W ten piątek robi małą imprezę z pewnej okazji. Rozumiesz chyba, że oboje musimy tam być. -wyjaśnił.
-Niestety... -westchnęłam. Na śmierć zapomniałam o tej imprezie. Wyleciała mi zupełnie z głowy. Jak ja mogłam o tym zapomnieć... Przecież przedwczoraj Zuza mi o niej przypominała! O czy ja myślałam przez ten cały czas? Na pewno nie o nim i jego idiotycznym zachowaniu. Postanowiłam jednak nic po sobie nie poznać.
-A co jeśli pójdę sama? -rzuciłam. Zauważyłam w jak w jego oczach coś
przemknęło, ale nie mogłam nazwać tego strachem, że przegra tym razem. To było bardziej jak niepokój.
-A dlaczego miałabyś to zrobić? -powiedział i spojrzał mi w oczy pochylając się bliżej mnie. Jego błękitne spojrzenie zetknęło się z moim, ciemno czekoladowym. Jakby niebo spotkało się z ziemią. Zniknęła arogancja, dystans... Prosty wybór. Mogę tak po prostu odmówić lub dobrowolnie się zgodzić. Przez ten krótki moment patrzeliśmy na siebie inaczej. Tak zwyczajnie. Nagle oboje się uśmiechnęliśmy.
-Nie wiem... -odparłam prawie szeptem. Zobaczyłam jak jego oczy się śmieją.
-Może z Tobą pójdę.-dodałam zastanawiając się głośno. Swój wzrok wlepiłam w ludzi z oknem w cichym zamyśleniu. Nasza gra stawała się czasem nawet interesująca. Poczułam jak jego dłoń muska moją. Jedynie przelotny dotyk, nic więcej, ale ja poczułam zimny dreszcz przeszywający moje ciało. Uśmiechnął się triumfalnie.
-Nie myśl, że się zgodziłam. -rzuciłam mu z pogardliwym spojrzeniem.
-Ale nie powiedziałaś też nie. -odparł. Miał jakoś chory plan czy jak? Nie zamierzałam nad tym myśleć, jak również iść z nim na tę imprezę. -Nigdy nie chodzę na imprezy sam i to się nie zmieni tak szybko.
-Szybciej niż myślisz. -powiedziałam lekko rozbawiona. Dopiłam ostatni łyk kawy.
-Ja zawszę chodzę sama. -rzuciłam szeptem i ruszyłam do drzwi.
-Już nie długo. -szepnął uśmiechając się pewnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz