-Hej! zapomniała Pani! -krzyknęła za
mną kasjerka. Odwróciłam się i zgarnęłam torbę z lady
czerwieniąc się jak burak. On śmiał się w najlepsze. Musiałam
kupić bratu prezent i nie miałam zielonego pojęcia co wybrać.
Maciek miał mi tylko pomóc. Zachowywaliśmy się chyba
najnormalniej jak to było możliwe. Jakby tamto w ogóle się nie wydarzyło.
-Ej! Przestań! -powiedziałam
szturchając go łokciem. Nie mogłam powstrzymać się żeby się
nie uśmiechnąć.
-No co? -zapytał powstrzymując
śmiech.
-Nic! -rzuciłam i zaśmiałam się.
-Idę po bilet, też chcesz? -zapytał.
-Nie dzięki. Mam. -odparłam.
-Zaczekam. -dodałam i uśmiechnęłam się. Właśnie mieliśmy
wychodzić więc szybko zaczęłam owijać się szalikiem i wkładać
kurtkę. Schylałam się do torebki, kiedy usłyszałam za sobą głos
jakiegoś chłopaka:
-Hej.
Odwróciłam się zdziwiona. Stało za
mną dwóch wysokich chłopaków. Blondyn i brunet czapkach mikołaja
i z workami na śmieci na plecach.
-Cześć... -odpowiedziałam
zdecydowanie mniej niepewnie.
-Bo wiesz słyszałem, że ja nie
istnieje? -odparł uśmiechając się.
-Ja podobno też. -zawtórował mu
kolega.
Spojrzałam za Maćkiem. Już szedł w
moją stronę. „Nadchodzi odsiecz. Jak dobrze, że tu jest.”
pomyślałam. Uśmiechnął się do mnie szeroko i wskazał na
stojących przede mną mikołajów ruchem ręki. Bezradnie podniosłam
ramiona w geście niewiedzy. Już po chwili stał obok mnie. „Trochę
jak dzielny rycerz wybawiający damę z opresji.” przyszło mi do
głowy. Z trudem ukryłam rozbawienie ta myślą. Skąd się w ogóle
biorą takie głupoty w mojej głowie?
-No coś słyszałam. -odpowiedziałam.
-A Ty? -zapytał go.
-Co ja?
-Podobno ja nie istnieje. Słyszałeś
coś o tym?
-A no! Ktoś puścił plote na fejsie,
ale widzę, że bzdura jakaś. No musisz go dorwać, rózga się
należy. Przecież stoisz tu to musisz istnieć, nie?-powiedział
pewnie.
-No właśnie. Logiczne myślenie.
-powiedział drugi mikołaj.
-A Ty nie powinieneś być na biegunie?
Albo w Laponii czy gdzieś tam? W ogóle nie powinieneś się chować
przed ludźmi?
-No wiem... Ale dziś mam wychodne. Po
za tym jak usłyszałem te ploty to się musiałem pokazać!
-No to my im powiemy, że istniejecie.
-A wy jak grzeczni byliście?
-Ja?? No pewnie spójrz na mnie. Zawsze
grzeczny, ale ona...- pokiwał głową wskazując na mnie ze
zdziwieniem.
-Co ja? -zaprotestowałam.- Grzeczna
jak zawsze! -rzuciłam szturchając go. Zachichotał.
-Ej weź i powiedz co ona robiła! Bo
ja nie wiem czy jej mogę prezent dać.
-No wiesz... różne
rzeczy.-odpowiedział.
-A co on wyrabiał w tym roku... Co to
się działo! -rzuciłam do mikołaja nim Maciek zdążył wymyślić
co mogłam przeskrobać.
-Ej ej ej ej... A wy nie tego... nie
robicie tych no... -szukał słów mierząc nas wzrokiem.-tych no...
seksów żadnych mam nadzieje? Nic? -dokończył. Oboje
wybałuszyliśmy oczy ze zdziwienia.
-My?!? -odezwał się. - W żadnym
wypadku. My nawet nie tego... nie jesteśmy... -zaczął spoglądając
na mnie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nigdy kiedy na mnie
patrzył.
-My nie chodzimy ze sobą. -dokończyłam
za niego spoglądając na blondyna w mikołajowej czapce. Czułam że
nieco się rumienię. „My razem? Zbyt szalone i dziwne by było
prawdziwe....” pomyślałam.
-Serio? Bo to wiecie... wy razem...
-spojrzeliśmy po sobie trochę rozbawieni.- no dobra... ale macie
być grzeczni jakby co! Ja mam numery do rodziców. Jak trzeba będzie
to zadzwonię. -zagroził. -A w ogóle to podrapałabyś mnie po
worku? Bo strasznie swędzi.
-No spoko. -odparłam i zrobiłam o co
prosić.
-O tak... bardzo dobrze strasznie mnie
już swędziało....Wielkie dzięki. -podziękował uśmiechając się
szeroko.
-No to my już będziemy się spadać.
-rzucił Maciek.
-No ja też, bo renifery na mnie
czekają. -powiedział blondyn patrząc na zegarek.
-Pamiętajcie o byciu grzecznym! Jakby
co to ja was znajdę! - dodał.
-Pewnie, no to cześć. -rzuciłam
robiąc krok w stronę drzwi.
-Nie zapomnij złapać tych co puścili
te ploty o Tobie! -dopowiedział Maciek.
Kiedy tylko wyszliśmy na zewnątrz.
Powiedział:
-Ja nie mogę! Jaki dziki podryw.
-Jaki podryw? -zdziwiłam się.
-No co Ty Sosna! Podrywali Cię jak
nic.
-Ta jasne... podrywali.... -odparłam
sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-No pewnie!
-I co jeszcze? Może chcieli mój
numer?
-Pewnie przy mnie bali się zapytać.
-stwierdził i zaśmiał się.
-No wiadomo, bał się mojego chłopaka.
- dodałam malując w powietrzu cudzysłów przy słowie „chłopaka”.
-Ja tu pilnuje żebyś nie rozdawała
numerów byle komu. -powiedział i szturchnął mnie. -Twój numer
mogą mieć tylko takie vipy jak ja. -dodał.
Ruszyliśmy chodnikiem w stronę
przystanku rozmawiając. Nagle poślizgnęłam się na lodzie.
-Ej! -usłyszałam. Za nim zdążyłam
się wywrócić Maciek chwycił mnie szybko pod rękę. -Uważaj. -
dodał uśmiechając się szeroko.
-Strasznie ślisko... mogę się
chwycić? -zapytałam z proszącą miną podnosząc się. Widziałam
jak lekko się zaczerwienił.
-Spoko.- odparł. Chwyciłam go pod
rękę. Zdałam sobie sprawę, że ja też zaczęłam się rumienić.
Uciekłam gdzieś wzrokiem na samą myśl. Ale potem jakby o tym
zapomniała. Zaczął padać śnieg i zrobiło się ciemno, a ja
mocniej przycisnęłam się do niego mocniej. Ulice rozjaśniły
świąteczne lampki. Szliśmy w ciszy, ale nie zdawała się
niezręczna. Oboje jakbyśmy oddychali tylko inaczej. Uśmiechnięci
i zwyczajni.
-Odprowadzić Cię? -zapytał kiedy
przystanęliśmy na jego przystanku.
-Nie, naprawdę dzięki. Masz za 2
minuty autobus, sama pójdę. -powiedziałam. Nie chciałam go
wyciągać na siłę. Mógł być przecież wcześniej w domu.
-Nie, serio chcę cię odprowadzić.
-zaprotestował.
-No skoro się upierasz. -westchnęłam.
- To chodźmy.
Uśmiechnął się pełen triumfu.
Ruszyliśmy w stronę mojego przystanku. Szybko znaleźliśmy się na
miejscu. Nie musiałam długo czekać na mój autobus. Właśnie
wtedy cisza stała się inna, niezręczna. Lekko uśmiechnęłam się
do niego i zrobiłam krok w stronę drzwi. Delikatnie wysunęłam się
spod jego ramienia, a on powoli wypuścił mnie z rąk, ale nie do
końca. Kiedy odchodziłam musnął moją dłoń. Gdy poczułam jej
ciepło odwróciłam się. Nagle w mojej głowie pojawił się pewien pomysł. Chciałam to zrobić. Właśnie teraz.
Odwróciłam się i zbliżyłam do niego tak, że dzieliły nas centymetry, a potem się wystraszyłam. Zdrętwiałam. Za blisko. Stanie się coś złego. Nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz