20.06.2014

Pewna niepewność - rozdział II

-Hej! zapomniała Pani! -krzyknęła za mną kasjerka. Odwróciłam się i zgarnęłam torbę z lady czerwieniąc się jak burak. On śmiał się w najlepsze. Musiałam kupić bratu prezent i nie miałam zielonego pojęcia co wybrać. Maciek miał mi tylko pomóc. Zachowywaliśmy się chyba najnormalniej jak to było możliwe. Jakby tamto w ogóle się nie wydarzyło.
-Ej! Przestań! -powiedziałam szturchając go łokciem. Nie mogłam powstrzymać się żeby się nie uśmiechnąć.
-No co? -zapytał powstrzymując śmiech.
-Nic! -rzuciłam i zaśmiałam się.
-Idę po bilet, też chcesz? -zapytał.
-Nie dzięki. Mam. -odparłam. -Zaczekam. -dodałam i uśmiechnęłam się. Właśnie mieliśmy wychodzić więc szybko zaczęłam owijać się szalikiem i wkładać kurtkę. Schylałam się do torebki, kiedy usłyszałam za sobą głos jakiegoś chłopaka:
-Hej.
Odwróciłam się zdziwiona. Stało za mną dwóch wysokich chłopaków. Blondyn i brunet czapkach mikołaja i z workami na śmieci na plecach.
-Cześć... -odpowiedziałam zdecydowanie mniej niepewnie.
-Bo wiesz słyszałem, że ja nie istnieje? -odparł uśmiechając się.
-Ja podobno też. -zawtórował mu kolega.
Spojrzałam za Maćkiem. Już szedł w moją stronę. „Nadchodzi odsiecz. Jak dobrze, że tu jest.” pomyślałam. Uśmiechnął się do mnie szeroko i wskazał na stojących przede mną mikołajów ruchem ręki. Bezradnie podniosłam ramiona w geście niewiedzy. Już po chwili stał obok mnie. „Trochę jak dzielny rycerz wybawiający damę z opresji.” przyszło mi do głowy. Z trudem ukryłam rozbawienie ta myślą. Skąd się w ogóle biorą takie głupoty w mojej głowie?
-No coś słyszałam. -odpowiedziałam.
-A Ty? -zapytał go.
-Co ja?
-Podobno ja nie istnieje. Słyszałeś coś o tym?
-A no! Ktoś puścił plote na fejsie, ale widzę, że bzdura jakaś. No musisz go dorwać, rózga się należy. Przecież stoisz tu to musisz istnieć, nie?-powiedział pewnie.
-No właśnie. Logiczne myślenie. -powiedział drugi mikołaj.
-A Ty nie powinieneś być na biegunie? Albo w Laponii czy gdzieś tam? W ogóle nie powinieneś się chować przed ludźmi?
-No wiem... Ale dziś mam wychodne. Po za tym jak usłyszałem te ploty to się musiałem pokazać!
-No to my im powiemy, że istniejecie.
-A wy jak grzeczni byliście?
-Ja?? No pewnie spójrz na mnie. Zawsze grzeczny, ale ona...- pokiwał głową wskazując na mnie ze zdziwieniem.
-Co ja? -zaprotestowałam.- Grzeczna jak zawsze! -rzuciłam szturchając go. Zachichotał.
-Ej weź i powiedz co ona robiła! Bo ja nie wiem czy jej mogę prezent dać.
-No wiesz... różne rzeczy.-odpowiedział.
-A co on wyrabiał w tym roku... Co to się działo! -rzuciłam do mikołaja nim Maciek zdążył wymyślić co mogłam przeskrobać.
-Ej ej ej ej... A wy nie tego... nie robicie tych no... -szukał słów mierząc nas wzrokiem.-tych no... seksów żadnych mam nadzieje? Nic? -dokończył. Oboje wybałuszyliśmy oczy ze zdziwienia.
-My?!? -odezwał się. - W żadnym wypadku. My nawet nie tego... nie jesteśmy... -zaczął spoglądając na mnie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nigdy kiedy na mnie patrzył.
-My nie chodzimy ze sobą. -dokończyłam za niego spoglądając na blondyna w mikołajowej czapce. Czułam że nieco się rumienię. „My razem? Zbyt szalone i dziwne by było prawdziwe....” pomyślałam.
-Serio? Bo to wiecie... wy razem... -spojrzeliśmy po sobie trochę rozbawieni.- no dobra... ale macie być grzeczni jakby co! Ja mam numery do rodziców. Jak trzeba będzie to zadzwonię. -zagroził. -A w ogóle to podrapałabyś mnie po worku? Bo strasznie swędzi.
-No spoko. -odparłam i zrobiłam o co prosić.
-O tak... bardzo dobrze strasznie mnie już swędziało....Wielkie dzięki. -podziękował uśmiechając się szeroko.
-No to my już będziemy się spadać. -rzucił Maciek.
-No ja też, bo renifery na mnie czekają. -powiedział blondyn patrząc na zegarek.
-Pamiętajcie o byciu grzecznym! Jakby co to ja was znajdę! - dodał.
-Pewnie, no to cześć. -rzuciłam robiąc krok w stronę drzwi.
-Nie zapomnij złapać tych co puścili te ploty o Tobie! -dopowiedział Maciek.
Kiedy tylko wyszliśmy na zewnątrz. Powiedział:
-Ja nie mogę! Jaki dziki podryw.
-Jaki podryw? -zdziwiłam się.
-No co Ty Sosna! Podrywali Cię jak nic.
-Ta jasne... podrywali.... -odparłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-No pewnie!
-I co jeszcze? Może chcieli mój numer?
-Pewnie przy mnie bali się zapytać. -stwierdził i zaśmiał się.
-No wiadomo, bał się mojego chłopaka. - dodałam malując w powietrzu cudzysłów przy słowie „chłopaka”.
-Ja tu pilnuje żebyś nie rozdawała numerów byle komu. -powiedział i szturchnął mnie. -Twój numer mogą mieć tylko takie vipy jak ja. -dodał.
Ruszyliśmy chodnikiem w stronę przystanku rozmawiając. Nagle poślizgnęłam się na lodzie.
-Ej! -usłyszałam. Za nim zdążyłam się wywrócić Maciek chwycił mnie szybko pod rękę. -Uważaj. - dodał uśmiechając się szeroko.
-Strasznie ślisko... mogę się chwycić? -zapytałam z proszącą miną podnosząc się. Widziałam jak lekko się zaczerwienił.
-Spoko.- odparł. Chwyciłam go pod rękę. Zdałam sobie sprawę, że ja też zaczęłam się rumienić. Uciekłam gdzieś wzrokiem na samą myśl. Ale potem jakby o tym zapomniała. Zaczął padać śnieg i zrobiło się ciemno, a ja mocniej przycisnęłam się do niego mocniej. Ulice rozjaśniły świąteczne lampki. Szliśmy w ciszy, ale nie zdawała się niezręczna. Oboje jakbyśmy oddychali tylko inaczej. Uśmiechnięci i zwyczajni.
-Odprowadzić Cię? -zapytał kiedy przystanęliśmy na jego przystanku.
-Nie, naprawdę dzięki. Masz za 2 minuty autobus, sama pójdę. -powiedziałam. Nie chciałam go wyciągać na siłę. Mógł być przecież wcześniej w domu.
-Nie, serio chcę cię odprowadzić. -zaprotestował.
-No skoro się upierasz. -westchnęłam. - To chodźmy.
Uśmiechnął się pełen triumfu. Ruszyliśmy w stronę mojego przystanku. Szybko znaleźliśmy się na miejscu. Nie musiałam długo czekać na mój autobus. Właśnie wtedy cisza stała się inna, niezręczna. Lekko uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam krok w stronę drzwi. Delikatnie wysunęłam się spod jego ramienia, a on powoli wypuścił mnie z rąk, ale nie do końca. Kiedy odchodziłam musnął moją dłoń. Gdy poczułam jej ciepło odwróciłam się. Nagle w mojej głowie pojawił się pewien pomysł. Chciałam to zrobić. Właśnie teraz. 
Odwróciłam się i zbliżyłam do niego tak, że dzieliły nas centymetry, a potem się wystraszyłam. Zdrętwiałam. Za blisko. Stanie się coś złego. Nie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz