Wyszłam na zewnątrz przez wielkie szklane drzwi do ogrodu gdzie aktualnie rozkręcała się cała impreza. Na środku był basen, dookoła niego kilka leżaków i stolików, po prawej stronie stał bar niczym w drogich wakacyjnych kurortach. Nagle zauważyłam go kątem oka. Stał z boku przy barze cały ten czas. Wiedziałam, że tylko udaje, że na mnie nie patrzy. Obserwował mnie ten cały czas, to było pewne. Uśmiechnęłam się zwycięsko. Zepsułam mu plan na wieczór. Zauważyłam, że cały czas kręci się wokół niego jakaś dziewczyna, ale on nie zwraca na nią uwagi. Nasz spojrzenia się spotkały. Jego twarz była taka... taka nijaka. Zobaczyłam wymuszony uśmiech i sztuczną radość.Udał że śmieje się do dziewczyny obok i objął ją. Odwróciłam wzrok. Tak, zepsułam mu wieczór. Szybko prześlizgnęłam się w pobliże baru. Nagle zauważyłam, że w żywopłocie jest przejście do dalszych części ogrodu. Niezauważona zniknęłam w jego głębi. Rozejrzałam się. Cudownie urządzony ogród skąpany w blasku księżyca zachęcał do nocnego spaceru. Był naprawdę piękny. Wszystko współgrało ze sobą w niesamowitej gamie stłumionych barw, zapachów i kształtów. Zobaczyłam drewnianą altankę otoczoną różami, kilkoma drzewami i obrośniętą winoroślą. Podeszłam do niej. W środku stał mały stolik z jedną zapaloną świeczką, a po bokach dwie wiklinowe kanapy z wielkimi czerwonymi poduszkami. Chłodne nocne powietrze co chwile delikatnie mierzwiło mi włosy. Usiadłam w najdalszym kącie altanki. Blask ognia rzucał przyjemne światło dookoła, a w tle słyszałam odgłosy zabawy. Leżałam przez chwilę z zamkniętymi oczami błądząc po własnych myślach. Nagle poczułam ten charakterystyczny gryzący ostry obrzydliwy zapach. Wódka. Natychmiast wstałam. Byłam chyba zbyt zajęta swoimi myślami by usłyszeć jego kroki. Usiadł na fotelu naprzeciw mnie ze szklanką whiskey w ręce. Obserwowaliśmy się ostrożnie z nie kłamaną fascynacją. W tym świetle jego twarz wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle, wyniośle, może majestatycznie. Panowała między nami zupełna cisza. Przesiadł się obok mnie. Odruchowo odsunęłam się na sam skraj kanapy. Już wtedy wiedziałam, że jest pijany. Na jego twarzy pojawił się przelotny uśmiech. Nie spuszczał ze mnie wzroku.
-I jak się bawisz? -zapytał cicho pociągając łyk alkoholu.
-Świetnie, nie widać? -rzuciłam rozsiadając się nonszalancko.
-Właśnie widzę. -odparł poprawiając włosy.
-Więc po co przyszedłeś? -rzuciłam udając znudzoną całą rozmową. Skoro widział to po co tu przylazł?
-Bo Ty tu jesteś. -rzucił puszczając do mnie oko i posyłając zalotny uśmiech. Tak zdecydowanie za dużo wypił. Wstałam zbierając z podłogi szpilki.
-Ej, nie uciekaj! Dopiero przyszedłem. -rzucił ruszając za mną. Chciałam odejść, ale był za szybki. Chwycił mnie za nadgarstek i zatrzymał. Uśmiechnął się triumfalnie. Nim zdążyłam zareagować przygwoździł mnie do ściany. Miał za mocny uścisk bym mogła się ruszyć, szarpanie się nie miało żadnego sensu. Był zbyt silny.
Poczułam jego oddech na mojej szyi, a zaraz potem odór czystej. Moje tętno przyspieszyło. Przebiegł mnie zimny dreszcz. Nie wiedziałam czy to na pewno tylko odrobina strachu. Upuściłam szpilki na podłogę. Przysunął się do mnie bliżej. Rozluźniłam lekko dłonie zaciśnięte w pięści. Spojrzał mi w oczy przez krótką sekundę. Pochylił się i musną ustami mój nagi obojczyk z którego zsunęła się sukienka. Wydałam się lalką w jego rękach. Moje zmysły wciąż wyczulone reagowały na najdrobniejsze bodźce. Podniósł głowę wyżej tak, że nasze usta dzieliły milimetry.
-Wiedziałem, że będziesz moja. -szepnął z szelmowskim uśmiechem. Wtedy jakbym sobie przypomniała co ja tu robię. Popchnęłam go z całych sił. Nie spodziewał się tego. Upadł na ziemię i jęknął cicho. Chwyciłam szpilki. Ruszyłam w głąb ogrodu. Jeszcze raz się obróciłam. Rozmasowywał szczękę. Nasze spojrzenia się zetknęły. Pusta wymiana niewypowiedziany słów. Zniknęłam za krzewami. Naiwność, zwykła ludzka wada. Tylko czemu tutaj? Zwykle pojawia się gdy chcemy by coś było prawda, a ja tylko chcę żeby jego nie było .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz